Naczelny Sąd Administracyjny oddalił kasację właściciela szkoły jazdy w sprawie zamknięcia jego ośrodka szkolenia kierowców, w którym szkolono pojazdami nieposiadającymi ważnych przeglądów technicznych.

Historia miała początek kilka lat temu. Ośrodek szkolenia kierowców został skontrolowany przez starostwo powiatowe. Urzędnicy stwierdzili, że szkoła jazdy przeprowadziła kilkanaście godzin zajęć praktycznych motocyklem, który w nie miał ważnego przeglądu technicznego. Podobnie rzecz się miała z przyczepą. W pewnym momencie nie była ona dopuszczona do ruchu. Powód? Ten sam co w przypadku motocykla - brak ważnego przeglądu technicznego. Prawdopodobnie ktoś nie dopilnował terminu badania, które straciło ważność na kilka miesięcy.


„Przegląd to najistotniejsza kwestia”


Urzędnicy stwierdzili, że za te przewinienia przedsiębiorcy należy się dotkliwa kara. Ich decyzja była najbardziej surowa z możliwych - skreślenie go z rejestru przedsiębiorców prowadzących ośrodki szkolenia kierowców. Jak ją uzasadnili? „Brak okresowego potwierdzenia dopuszczenia pojazdu do ruchu, czyli potwierdzenia spełniania wszystkich warunków technicznych, wywołuje konsekwencję dalszego uznania, że pojazd nie może być wykorzystywany, w szczególności do szkolenia kursantów”. Urzędnicy tłumaczyli: co prawda posiadały one adnotację „L” wpisaną w dowodzie rejestracyjnym, ale ten wpis jest dokonywany tylko raz. Żeby pojazdy były dopuszczone do ruchu, muszą mieć aktualny przegląd techniczny. W ocenie urzędników to właśnie jest najistotniejsza kwestia. I jeszcze jedno: badania okresowe oraz dodatkowe mają potwierdzać prawdziwość i zasadność wpisów w dowodzie rejestracyjnym, w tym również adnotacji urzędowych.


Urząd, który podjął decyzję o zamknięciu ośrodka, stwierdził, że w tym konkretnym przypadku doszło do wielokrotnego naruszenia przepisów w zakresie prowadzenia szkolenia. „Podstawowym warunkiem do prowadzenia zajęć jest posiadanie pojazdu, przy czym nie ma być to jakikolwiek pojazd, lecz pojazd spełniający wszystkie wymogi stawiane pojazdom nie tylko wykorzystywanym do szkolenia, ale wszystkim poruszającym się w ruchu lądowym” - czytamy w uzasadnieniu.


Dotkliwa i surowa kara


Przedsiębiorca nie mógł pogodzić się z decyzją urzędu, więc postanowił odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Nic jednak nie wskórał. SKO utrzymało w mocy zakwestionowaną karę. Wkrótce sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten podzielił opinię urzędników, że brak ważnego przeglądu technicznego był rażącym naruszeniem warunków wykonywania działalności gospodarczej.


WSA nie zgodził się ze skarżącym, że o spełnieniu przez pojazdy wykorzystywane do nauki jazdy wymogów określonych w ustawie o kierujących pojazdami świadczy urzędowa adnotacja, czyli umieszczenie litery „L” w ich dowodach rejestracyjnych.


Na koniec sąd stwierdził, że kara jest z pewnością dotkliwa i surowa, ale trafna, nie doszło bowiem do jednokrotnego naruszenia wskazanych obowiązków, tylko wielokrotnego. „W tym względzie, w ocenie WSA, należy mieć na uwadze konieczność zapewnienia bezpieczeństwa w ruchu drogowym i to nie tylko osobom biorącym udział w procesie nauki jazdy, lecz również pozostałym uczestnikom ruchu drogowego” - stwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny i oddalił skargę przedsiębiorcy na decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego.


Osoba prowadząca ośrodek szkolenia kierowców postanowiła jeszcze złożyć skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten jednak ją oddalił. Orzeczenie jest ostateczne i nie podlega już zaskarżeniu.


Jakub Ziębka

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0