Rodzinny typ niecierpiący rodzinnych aut

Agata Passent

– Mimo że jestem rodzinnym typem, nie cierpię typowych rodzinnych aut. Wszystkie są do siebie podobne i kojarzą mi się z samochodami, które na co dzień są w różnych małych instytucjach, typu biblioteka czy instytut, przeznaczone do wożenia gości. Rodzina to nie przedszkole, a mama to nie szofer busika. Lubię auta z osobowością. Sama jestem typem, który ceni ładną linię bardziej niż praktyczność – mówi w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” Agata Passent, znana felietonistka i dziennikarka.

Jakub Ziębka: Chciałbym zapytać panią, rodowitą warszawiankę, jak wygląda stolica widziana oczami kierowcy. Czy nie lepiej być jednak pasażerem, np. komunikacji miejskiej?

Agata Passent: To zależy, jak traktujemy nasze auto! Jeśli męczą nas korki, to jest i tak lepiej niż dekadę temu, bo jednak powstało metro i dwa nowe mosty. Ja lubię jeździć autem, lubię prowadzić. Ale przede wszystkim auto traktuję jak twierdzę – mam okazję pobyć sama ze swoimi myślami, co jak wiedzą wszyscy pracujący rodzice, nie jest łatwe. To czas spędzany nie w biurze i nie z dziećmi w domu… Natomiast komunikacją miejską lubię jeździć w każdym mieście na świecie, bo to jak bycie w teatrze – tylu ludzi do podpatrywania!

W jednym z wywiadów przeczytałem, że pani przygoda z motoryzacją zaczęła się dosyć wcześnie – od kierowania autem zabawką, które napędzało się nogami. Była to jazda bezkolizyjna?

Jasne. To był drewniany samochodzik. Teraz mój mały syn ma takie autko policyjne. Byłam leniwym kierowcą, który kombinował, jak zagonić nianię i rodziców do tego, by mnie pchali. Do dziś marzy mi się choć kilka tygodni życia, w których mogłabym być wożona przez szofera jakimś wygodnym autem. Z tylnego siedzenia świat wydaje się bardziej przyjazny, no i można dogadywać przez ramię.

Idźmy dalej. Kurs na prawo jazdy i egzamin – dobrze pamięta pani te wydarzenia?

Oczywiście, że pamiętam kurs na prawo jazdy. To 1998 rok, byłam na wczasach w Krośnie. Wzięłam mnóstwo dodatkowych jazd, bo się bałam, czy zaskoczę. Mój nauczyciel okazał się patriotą okolic Bieszczad i jeździliśmy daleko w góry po serpentynach, pięknych wioskach.

Egzamin zdałam za pierwszym razem, chociaż raz wymusiłam nieco włączenie się do ruchu, ale egzaminator tylko skrytykował mnie za to, a nie ukarał. Potem wzięłam kilka jazd po mieście w Warszawie. Było bardzo wesoło, bo pan głównie używał mnie jak prywatnego kierowcę. Woziłam go np. do pralni, żeby odebrał koszule.

Małe czy duże – jakie samochody woli Agata Passent?

Teraz mam auto średniej wielkości. To volkswagen eos, takie coupé ze szklanym dachem, ma już dziesięć lat. Ale zwykle miewałam długie auta – najpierw starego fiata 125p, jeszcze z prędkościomierzem – czerwoną linijką. Chyba był bez wspomagania, bo miałam wyrobione ramiona. Potem seria starych volvo: 740, 850, V70. Zupełnie małe auta, takie jak np. fiat 500, podobają mi się, ale się ich boję. Wizja zderzenia w takiej łupince mnie przeraża. Zmieniłam auto na mniejsze, bo volvo dużo paliły, szkoda mi było środowiska. Mam dwoje dzieci, starszy syn trenuje piłkę nożną, więc ciągle gdzieś jeździmy na turnieje, mecze.

To auto jest dla nas ciasne, ale na razie niezawodne, więc się w nim ściskamy. Cztery osoby plus pies. Byliśmy tym coupé nawet na campingu we Francji. Ludzie nas pokazywali palcami. Cabrio na campingu to dziwactwo.

Jak powinno być wyposażone auto Agaty Passent?

Jak wspomniałam, mam volkswagena eosa. Chciałam mieć wreszcie auto z otwieranym dachem i lubię jeździć tak, kiedy jest cieplej. Mimo że jestem rodzinnym typem, nie cierpię typowych aut rodzinnych. Wszystkie są do siebie podobne i kojarzą mi się z samochodami, które na co dzień są w różnych małych instytucjach, typu biblioteka czy instytut, przeznaczone do wożenia gości. Rodzina to nie przedszkole, a mama to nie szofer busika. Lubię auta z osobowością. Sama jestem typem, który ceni ładną linię bardziej niż praktyczność.

A czy jest samochód, do którego ma pani jakiś szczególny sentyment?

Tak, to moje czerwone volvo 740 sedan. Było najlepszym autem, jakie prowadziłam. Sprzedałam je, gdy miało trzynaście lat. Ale tylko dlatego, że koleżanka była nim zachwycona i zaoferowała wysoką cenę. Głupio z takiej oferty nie skorzystać. To auto potem uratowało jej życie, bo podczas wypadku ocalała, zaś samochód nadawał się na złom. Wspaniale trzymał się drogi, była w nim świetna widoczność, był bardzo skrętny. Wygodny jak salon domowy.

Sporo ostatnio mówi się o samochodach autonomicznych, które za jakiś czas miałyby zastąpić auta kierowane przez ludzi. Czy pani zdaniem taka wizja się ziści?

Tak, będziemy tylko pasażerami nowych pojazdów, ale nie wiem, czy będą to jeszcze samochody. Raczej urządzenia kierowane przez sztuczną inteligencję. Potem może jakieś kapsuły? Za kilka lat zapewne zaleją nas tanie auta elektryczne z Chin. Transport szynowy będzie udoskonalany, więc chyba rzadziej będziemy wybierać się w dalszą podróż samochodem. Za chwilę modny powinien stać się car-sharing, pod warunkiem, że jasne będą kwestie związane z ubezpieczeniem.

A jak, pani zdaniem, wyglądałby świat bez samochodów?

Należę do pokolenia, które po prostu lubi mieć auto. Bo to trochę drugi dom, twierdza, czasem można się w nim schować, poprawić nastrój słuchając radia, albo uciec w nieznane. Natomiast prawda jest taka, że auta emitują za dużo hałasu, niszczą przyrodę i powodują niestety ogromną liczbę wypadków, są przyczyną ludzkich tragedii. Ale piękne, kochane auto, do którego się przywiążemy, jest trochę jak członek rodziny. Trudno bez niego żyć. Przyznam, że obecny samochód tak polubiłam, że myślę, czy nie zatrzymać go aż do osiemnastych urodzin syna i nie podarować mu go jako takiego vintage reliktu.

 

Agata Passent – felietonistka i dziennikarka. Ukończyła germanistykę na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała także na Uniwersytecie Harvarda. Pisze felietony, m.in. do „Twojego Stylu”. Jest autorką takich książek jak „Miastówka”, „Stacja Warszawa” czy „Kto to pani zrobił?”. Na antenie TVN24 prowadzi program „Xięgarnia”.

Jest założycielką i prezesem Fundacji Okularnicy im. Agnieszki Osieckiej, która zajmuje się opieką nad dorobkiem poetki – matki Agaty Passent, m.in. organizuje konkurs na interpretację jej piosenek „Pamiętajmy o Osieckiej”.

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.