Likwidacja szkół zawodowych kształcących kierowców - mechaników była jednym z gorszych pomysłów. Branża transportowa odczuwa skutki takiej decyzji do dziś. Przedstawiciele resortu gospodarki nadal zdają się nie dostrzegać problemu - pisze Natalia Blok - Cygańska z Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Na początku marca w Gdańsku odbyła się konferencja „Stawiamy na szkolnictwo zawodowe”. Jej celem była odpowiedź na pytanie czy możliwa jest efektywna współpraca szkół zawodowych z biznesem. Uczestnicy doszli do budującego wniosku, że wypracowanie takiego modelu działania jest realne. Czy jednak w każdej branży młodzi ludzie są kształceni w sposób odpowiadający oczekiwaniom potencjalnych pracodawców? Przebieg konferencji zdaje się wskazywać na to, że tak w rzeczywistości jest. W końcu wyróżnienia Ministerstwa Gospodarki odebrało kilku przedsiębiorców i  kilka szkół…


Kierowca - mechanik? Zawód deficytowy


Transport drogowy to potężna branża wypracowująca ok. 10 proc. PKB, według licznych opracowań zatrudniająca ok. miliona osób, co stanowi 7,5 proc. wszystkich pracujących  w Polsce. Samym transportem międzynarodowym rzeczy zajmuje się prawie 30 tys. firm dysponujących łącznie ponad 168 tys. pojazdów. Jeżeli jakaś branża może nie zgodzić się z wnioskami płynącymi z marcowej konferencji, to jest nią właśnie transport drogowy. Wypada zatem zapytać: dlaczego? Jakie uwagi do polskiego systemu kształcenia mają transportowcy? Czy szkoły ponadgimnazjalne nie dostarczają im bezustannie techników spedytorów, logistyków i techników transportu drogowego? Owszem, dostarczają, ale pamiętajmy, że transport drogowy to przede wszystkim… kierowcy.


Według szacunków Instytutu Transportu Samochodowego do 2018 r. w Polsce brakować będzie 25 tys. kierowców. Potwierdzają to również inne opracowania, z których treści wynika, że kierowca - mechanik znajduje się w czołówce rankingu najbardziej deficytowych zawodów w Polsce.  Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Skupmy się może na kilku najważniejszych.


Gdzie są szkoły zawodowe?


Po pierwsze - kierowcy to starzejąca się grupa zawodowa, w której odsetek osób w wieku  okołoemerytalnym jest wysoki. Wiele osób wykonujących ten zawód to osoby, które uprawnienia do kierowania pojazdami uzyskały w latach 70-tych i 80-tych.


Po drugie - tak jak w każdej innej grupie zawodowej, mamy do czynienia z powszechnym zjawiskiem migracji zarobkowej. Wiele osób skuszonych wizją wyższych zarobków podejmuje pracę w zagranicznych firmach.


Po trzecie - transport drogowy to branża dynamicznie się rozwijająca. Mimo trwającego od kilku lat kryzysu gospodarczego, który przyczynił się do zamknięcia wielu firm, na rynku ciągle pojawiają się nowi przedsiębiorcy, a co za tym idzie nowe miejsca pracy.


Po czwarte - kierowcami, obecnymi na rynku pracy transport drogowy dzielić się musi z firmami realizującymi tzw. przewozy na potrzeby własne, ponieważ ustawodawca nakłada na kierowców pracujących w obu rodzajach przewozów obowiązek posiadania identycznych kwalifikacji.


Po piąte - nie istnieją szkoły zawodowe, które kształciłyby kierowców - mechaników. Mało tego, w oficjalnej klasyfikacji zawodów nie istnieje taki zawód. Żeby nie być gołosłownym, zapoznaliśmy się m.in. z ofertą gdyńskich szkół ponadgimnazjalnych i znaleźliśmy w niej informacje o możliwości kształcenia  w następujących „transportowych” zawodach: technik spedytor, mechanik pojazdów samochodowych, technik logistyk, technik transportu drogowego, technik drogownictwa. Ani słowa o kierowcach.


Zdani tylko na siebie


Wykonywanie zawodu kierowcy wymaga posiadania określonych kwalifikacji  i uprawnień, czyli prawa jazdy kategorii adekwatnej do rodzaju prowadzonego pojazdu oraz odpowiedniego szkolenia. Dodatkowo kierowcą może zostać osoba, która osiągnęła wymagany przepisami wiek, nie ma przeciwwskazań natury zdrowotnej i psychologicznej   do pracy na takim, a nie innym stanowisku. Skoro nie ma szkół, w których młodzi ludzie mogliby bezpłatnie przygotowywać się do pracy za przysłowiowym „kółkiem”, powinni móc liczyć na pomoc ze strony… I tu powstaje pytanie: z czyjej strony? Pracodawcy nie chcą finansować szkoleń, ponieważ nie mają żadnej gwarancji, że osoba, w którą zainwestują nawet ok. 10 tys. zł będzie skłonna u nich pracować na dłuższą metę. Urzędy pracy, posiadające określoną pulę środków na aktywizację zawodową osób poniżej 30 roku życia, nie mogą z nich sfinansować kursów nauki jazdy, Nie finansują również pakietów szkoleniowych, dających pełne kwalifikacje osobom szkolonym. Na dobrą sprawę młodzi kierowcy zdani są sami na siebie  i szkolą się komercyjnie, o ile ich na to stać.


Coś się zmienia, ale brakuje kadr


Czy można tę sytuację w jakikolwiek sposób poprawić? Oczywiście. Należałoby zreformować szkolnictwo zawodowe. Minimalny wiek do rozpoczęcia szkolenia przygotowującego do zawodu kierowcy (kwalifikacji wstępnej) to 18 lat. Żeby w nim uczestniczyć, wystarczy posiadać prawo jazdy kat. B. Większość uczniów ostatnich klas szkół zawodowych i techników spełnia oba te wymogi. Ukończenie kwalifikacji wstępnej w szkole, zdanie kończącego ją egzaminu państwowego, umożliwia uczniowi uczestnictwo w kursach nauki jazdy kat. C i C+E i finalnie pozwala na podjęcie pracy kierowcy tuż po zakończeniu nauki. W warunkach komercyjnych szkolenia dla młodych osób w wieku 18 - 21 lat są bardzo drogie. Już sama kwalifikacja wstępna trwająca 280 godz. to koszt sięgający nawet 4,5 - 5 tys. zł, o kosztach kursów nauki jazdy nie wspominając. Większość młodych ludzi, którzy wiążą swoją przyszłość z zawodem kierowcy podejmuje szkolenia dopiero po ukończeniu 21 roku życia. Ten wiek umożliwia m.in. uczestnictwo w szkoleniu zawodowym tzw. kwalifikacji przyspieszonej, która jest o połowę krótsza i tańsza od kwalifikacji wstępnej. I tak osoby między 18 a 21 rokiem życia, które mogłyby zasilić szeregi pracowników firm transportowych, wykonują inną pracę szukając środków na komercyjne szkolenia. Ale widać pierwsze nieśmiałe zwiastuny zmian. W pojedynczych szkołach policealnych pojawiają się inicjatywy związane z tzw. kursami kwalifikacyjnymi. Pytanie co z nich wyniknie, skoro brakuje kadry nauczycielskiej przygotowanej do prowadzenia zajęć dla młodych kierowców.


Wspólny język? Nie ma


Likwidacja szkół zawodowych kształcących kierowców - mechaników była jednym z gorszych pomysłów. Branża transportowa odczuwa skutki takiej decyzji do dziś. Mało tego, przedstawiciele resortu gospodarki, którzy na wspomnianej wcześniej konferencji w Gdańsku wśród burzy oklasków wręczali kolejne nagrody i ściskali kolejne dłonie, nadal zdają się nie dostrzegać problemu. Na pytanie dotyczące możliwości zmian w kwestii kształcenia kierowców usłyszeliśmy sugestię, żeby przeprowadzić badania w gimnazjach i zorientować się czy dzieci są zainteresowane pracą w tym zawodzie. Już to pokazuje, że przedsiębiorcy z branży transportowej i urzędnicy ministerialni nie znajdują wspólnego języka w tej kwestii. Pracodawcy sygnalizują deficyt kierowców na rynku pracy, urzędników interesują badania. I wszystko to w dobie intensywnej promocji ścisłej współpracy między biznesem a szkołami…


Natalia Blok - Cygańska, Pomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0