Moim zdaniem plac manewrowy na kategorię B powinien zostać, ale należy wprowadzić pewne zmiany. Jakie? Jestem za likwidacją tyczek i rezygnacją z konieczności „płynnego wykonania zadania”. Dajmy kursantowi na nie np. 5 minut i pozwólmy na jedną korektę toru jazdy. Będzie bardziej życiowo.

Żeby pomysł likwidacji placu manewrowego (wyartykułowali go łódzcy szkoleniowcy) dobrze przeanalizować, trzeba zadać podstawowe pytanie: jaki jest cel tego zadania, czego ma się nauczyć kandydat na kierowcę? Odpowiedź nie wydaje się trudna. Kursant powinien nauczyć się obserwować tor jazdy. Chodzi mi tu oczywiście o jazdę pasem ruchu do tyłu. Bo z jazdą do przodu właściwie nikt nie ma problemu.

Gdzie zaczynają się schody?

Wielu szkoleniowców twierdzi, że wykonywanie takiego zadania nie ma nic wspólnego z rzeczywistą jazdą w ruchu drogowym. Bo przecież nigdzie się taka sytuacja nie zdarzy. Ja akurat mam inne zdanie. I nie chodzi mi o to, że kiedyś nasz kursant będzie musiał na drodze po jakimś skręcie cofnąć, choć i to pewnie może się zdarzyć, np. na jakiejś osiedlowej uliczce. Kierowca musi umieć obserwować drogę jadąc do tyłu, musi wiedzieć, gdzie, w którym momencie i co obserwować, żeby nie narobić szkód sobie i innym. Żeby się nie stresować. Musi wiedzieć, jak się zachowuje auto przy skrętach kierownicy podczas cofania, że żadne kierunki się nie zmieniają, jeśli zaczynamy jazdę do tyłu.

Teraz pozwolę sobie podać przykład. Jedziemy z kursantem drogą jednokierunkową. Widzimy zbliżający z naprzeciwka inny pojazd. Jedzie pod prąd. Ulica jest zastawiona zaparkowanymi pojazdami. Nie ma szans, żebyśmy się minęli. Zatrzymujemy pojazdy. Wysiadam z auta i podchodzę do kierowcy, żeby wytłumaczyć, że jest na drodze jednokierunkowej. Za kierownicą samochodu siedzi zestresowana młoda kobieta. Na moją prośbę, żeby cofnęła pojazd, odpowiada krótko: „ale ja nie umiem”. Ma do przejechania około 50 m. Zachęcam ją więc, żeby, wykorzystując wyjazd z posesji, zawróciła. Co mi odpowiada? „Nie umiem zawrócić w tak ciasnym miejscu”.

Jazda do przodu raczej nie stanowi większego problemu. Schody zaczynają się przy jeździe do tyłu.

Uczenie na schematy

Ilu kursantów, jeśli zapytamy, jak zachowa się samochód, jeśli skręcimy na łuku w prawo, zatrzymamy się i pojedziemy w tym samym kierunku, tylko do tyłu, odpowiada, że kierownicę trzeba skręcić w lewo? Wcale nie tak niewielu. My, instruktorzy, musimy im to pokazać, wytłumaczyć, nauczyć, jak powinna wyglądać jazda samochodem do tyłu na prostej drodze. Wyjaśnić, jak powinna wyglądać jazda do tyłu w zakręcie, gdzie i jak obserwować drogę, jaką zastosować technikę.

Powinniśmy wytłumaczyć i pokazać, jak zachowuje się auto jadące do tyłu. Że jak kręcimy kierownicą w prawo, to tył auta jedzie w prawo, ale przód „odjeżdża” w przeciwną stronę, czyli w lewo. Ile razy okazuje się, że kursant wyjeżdżając tyłem z miejsca parkingowego nie obserwuje pojazdu stojącego obok, zapomina, że jak skręci kierownicą za mocno, uderzy w ten pojazd?

Moim zdaniem tych podstawowych elementów zachowania się przyszłego kierowcy można nauczyć właśnie na placu manewrowym. Na nim pozna podstawy. Niestety, wielu instruktorów uczy tego zadania na schematy. Dlaczego? Bo tak jest łatwiej, szybciej. Bo szkoda na to czasu, bo tak się da. Czy są to marginalne przypadki? Niestety, nie. Co instruktor chce osiągnąć tak szkoląc? Zapewne to, żeby kursantowi łatwiej było zdać egzamin. Czy kandydaci na kierowców chcą się tak uczyć? Z mojego doświadczenia wynika, że nie.

Pięć minut i jedna korekta

Moim zdaniem plac manewrowy powinien zostać, ale należy wprowadzić pewne zmiany. Jakie? Jestem za likwidacją tyczek i rezygnacją z konieczności płynnego wykonania zadania. Dajmy na nie kursantowi np. 5 minut i pozwólmy na jedną korektę toru jazdy. Będzie bardziej życiowo. Jeśli rozpatrywalibyśmy jednak pomysł likwidacji placu w kontekście dodania szkolenia na drogach szybkiego ruchu, nie wydaje się on taki zły. Choć przecież już teraz mamy obowiązkowe jazdy na drogach o podwyższonych prędkościach.

Jeśli zaś chodzi o pomysł posiadania placu manewrowego na wyłączność, łódzcy szkoleniowcy słusznie się z nim nie godzą. W dużych aglomeracjach działki są zajęte przez deweloperów. Komu przeszkadza to, jak jest teraz? Kto wymyślił, że plac ma być na wyłączność? Myślę, że wszyscy wiemy.

 Piotr Rucki, właściciel warszawskiej szkoły jazdy Elmol
Krzysztof Ledzion felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0