Zmiany ? nie zawsze na lepsze

W ostatnim okresie posłowie znaczną część swych zdolności intelektualnych poświęcają wszelkiego rodzaju propozycjom dotyczącym zagadnieniom związanym z prawem jazdy. Czy ma to być zadośćuczynienie za spadek zainteresowania uzyskiwaniem prawa jazdy po zmianach wprowadzonych ustawą o kierujących?

Od kilku lat rząd prowadzi skuteczną politykę dbałości o bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Rozwój infrastruktury drogowej, budowanie nowych odcinków obwodnic miast, dróg szybkiego ruchu, pociąga za sobą ogromne nakłady finansowe. Przekłada się to jednak na zmniejszenie liczby zdarzeń drogowych i ich skutków, a w efekcie okazuje się, że mniej kosztuje budowa nowych dróg, niż ponoszenie kosztów związanych z ofiarami śmiertelnymi wypadków czy chociażby z rannymi. Według JASPERS, koszt jednej ofiary śmiertelnej to strata dla budżetu państwa rzędu 1,9 mln złotych. Osoba ranna to średni koszt sięgający 280 tys. złotych. Od 2009 roku na naszych drogach nastąpiła znaczna poprawa stanu bezpieczeństwa. Liczba wypadków, ofiar rannych i śmiertelnych ulega zmniejszeniu.

Na przestrzeni sześciu lat udało się zmniejszyć liczbę wypadków o ponad 13 tysięcy, liczbę rannych o ponad 18 tysięcy, a liczbę ofiar śmiertelnych o ponad 2100.

Ta tendencja to efekt pracy wielu podmiotów rzetelnie pracujących na rzecz bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Obecnie w parlamencie pojawiają się różnego rodzaju pomysły mające ułatwić zdobywanie prawa jazdy. Chociażby poszerzenie uprawnień kategorii B o możliwość kierowania motocyklem, do kierowania którym obecnie niezbędna jest kategoria A1. Kategoria ta uprawnia do kierowania między innymi motocyklem o pojemności skokowej silnika nieprzekraczającej 125 cm3, mocy nieprzekraczającej 11 kW i stosunku mocy do masy własnej nieprzekraczającym 0,1 kW/kg. Jednym z obecnie obowiązujących warunków uzyskania tej kategorii jest zdanie egzaminu praktycznego, podczas którego egzaminator ocenia stopień opanowania tego pojazdu przez egzaminowanego. Przecież technika kierowania samochodem znacznie odbiega od kierowania motocyklem. Kierowca, który nie uczestniczył w kursie motocyklowym, nie będzie się orientował, jak zachować się na piaszczystej czy mokrej nawierzchni. W jaki sposób pokona nierówności drogi? Jak poradzi sobie z pokonaniem torów tramwajowych? W tym momencie w gruzach legną obowiązujące zasady szkolenia. Uprawnienia uzyskają osoby kompletnie nieprzygotowane do uczestnictwa w ruchu jako kierujący motocyklami. Niska moc silnika nie ma tu żadnego znaczenia.

Kolejną sprawą jest nieobowiązkowe uczestnictwo w zajęciach teoretycznych. Jak instruktor nauki jazdy ma wyjechać na drogę z kursantem, który nie zna znaków drogowych czy podstawowych zasad ruchu? Kto weźmie odpowiedzialność za zdarzenia drogowe, do których doprowadzi kursant nieposiadający przygotowania teoretycznego? Jedynym elementem sprawdzającym będzie egzamin. Pytania testowe można rozwiązywać mając wiedzę lub szczęście. Dopuszczając do egzaminu kursanta, który nie uczestniczył w części teoretycznej, godzimy się na ten drugi sposób rozwiązywania pytań testowych, czyli ze szczęściem.

Wyedukowany przyszły kierowca jest świadom znajomości przepisów ruchu drogowego, a także zagrożeń wynikających z uczestnictwa w tym ruchu. Powyższe propozycje niweczą dotychczasowy dorobek edukacyjny kierowców. W efekcie musi to przełożyć się na zwiększenie liczby zdarzeń drogowych i ich ofiar na drogach.

Jest też propozycja, która przypadła mi do gustu. Chodzi mianowicie o możliwość zdawania egzaminu pojazdem ze szkoły jazdy. Kursant przystępujący do egzaminu płaci za eksploatację pojazdu, na którym będzie zdawał egzamin. Szkole nauki jazdy da to efektywniejsze wykorzystanie pojazdu oraz dodatkowy dochód, co w efekcie pozwoli na wcześniejsze spłacenie ewentualnych kredytów. Kursant będzie zadowolony, jeżeli nie będzie musiał obawiać się zapoznania ze sprzęgłem i innymi elementami pojazdu, mającymi bezpośredni wpływ na kierowanie pojazdem w pojeździe, którym nigdy wcześniej nie jechał. Widzę też pozytywny aspekt dla dyrektorów WORD. Odpadnie im pracochłonna procedura przetargowa i wszystkie związane z nią niedoskonałości przepisów przetargowych. W końcu dojdzie do uzdrowienia rynku samochodowego. Szkoły nie będą uzależnione od jednego producenta samochodów, tak jak obecnie wymuszają to warunki rynkowe, czyli nie będą zabiegały o posiadanie takiego modelu samochodu, jaki jest na wyposażeniu WORD.

Nie jestem przeciwny nowym pomysłom. Jednak jestem przekonany, że dwie pierwsze propozycje (nieobowiązkowe uczestnictwo w zajęciach teoretycznych i poszerzenie uprawnień kat. B o uprawnienia wynikające z kategorii A1) są pomysłami, które w efekcie zniweczą dotychczasowy trud i starania o zmniejszenie liczby wypadków i ich ofiar. Wśród państw Europy zajmujemy niestety niechlubne, przedostatnie miejsce w statystykach wypadkowych (gorzej jest tylko w Rumunii). Wszak oba pomysły dopuszczają do nieuprawnionego uczestnictwa w ruchu drogowym kierowców nieposiadających właściwych kwalifikacji. Pomysły ? tak. Ale poprawiające stan bezpieczeństwa.

 

Marek Rupental

 

Wasze komentarze (2)

  1. Panie Marku, całkowicie zgadzam się z Pana wnioskami.......tylko nasi posłowie mają w d.u.p.i.e BRD ! ! ! W roku wyborczym można wszystko, poseł wyskoczył jak przysłowiowy Filip z konopi i koledzy przegłosowali "pomysła". Całe to procedowanie zmian w ustawie i rozporządzeniach..... a kant stołu rozbić. A naszych tzw liderów do roboty pogonić lub wygonić, ponieważ skuteczność w negocjacjach mają żadną. Nie ma żadnej polityki, a co za tym idzie ścieżki legislacyjnej w celu unormowania szkolenia kandydatów na kierowców, w konsekwencji poprawy tzw BRD. Pozdrawiam
    • Nie widzę powodu do zadowolenia - kto odpowiada za samochód w czasie egzaminu.Ciągle o coś walczymy a może tak zlikwidować WORD-y to od ich powstania zaczęły się patologie na egzaminach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.