Zieloni niewidzialni dla radarów

zielony listek przyklejony na tylnej szybie samochodu

Początkujący kierowcy powinni jeździć ostrożniej, czyli wolniej. Zdrowy rozsądek wzmocniono przepisami, które mogą jednak okazać się martwe. No bo jak sprawdzić, czy autem pędzącym autostradą 140 km/h kieruje rutyniarz czy nowicjusz?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta: „zielonego” kierowcę rozpozna się po zielonym listku. Specjalne oznaczenie pojazdu to jeden z obowiązków regulowanych przepisami tzw. okresu próbnego. Nowe prawo ma wejść w życie, nie wiadomo tylko kiedy. Osoby, które uzyskały uprawnienia do prowadzenia pojazdów, muszą przez osiem miesięcy jeździć wolniej (np. 100 km/h na autostradach), unikać wykroczeń drogowych, zaliczyć dodatkowe szkolenie i ozdobić samochód specjalnymi naklejkami.

Problem polega na tym, że zielonego listka na szybie lub karoserii „nie widzą” fotoradary i inne urządzenia do pomiaru prędkości. Naklejkę trudno będzie dostrzec też nieuzbrojonym okiem, szczególnie gdy przed policjantem z „suszarką” przemyka kilkadziesiąt pojazdów na minutę.

– Zielone listki to możemy sobie oglądać wiosną w parku – ironizuje funkcjonariusz szczecińskiej drogówki. – Przecież wiadomo, że nie wyłapie się początkujących kierowców, niezależnie od tego, czy stoi się z laserowym miernikiem, czy ze starą iskrą.

Iskra to urządzenie pomiarowe starego typu, wyglądające jak suszarka (stąd potoczne określenie radarów). Patrolujący drogi wyposażeni są również w nowocześniejsze ręczne mierniki, ale…

– To nie są lornetki lub kamery z dużym zoomem – tłumaczy potocznym językiem policjant.

Nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem. Może dlatego, że jego szef z wydziału ruchu drogowego wie już, iż przepisy dotyczące początkujących kierowców będzie trudno egzekwować.

Nie zamierzają wypatrywać listków

Komenda Główna Policji również ma tego świadomość.

– Odnosząc się do wskazanej trudności w dostrzeżeniu specjalnego oznaczenia samochodu, którym będzie kierowała osoba przez pierwsze osiem miesięcy posiadania prawa jazdy kategorii B, należy stwierdzić, że policja nie zamierza w żaden sposób celowo wypatrywać tego oznaczenia – informuje nadkom. Radosław Kobryś z biura ruchu drogowego KGP. – Jednak jeśli podczas kontroli drogowej, w szczególności związanej z popełnieniem wykroczenia, policjant stwierdzi, że popełnił je kierowca będący we wskazanym okresie, spowoduje to odpowiednie, zgodne z przepisami, konsekwencje.

W krótkim mailu zapewnia też, że: „Policja śledzi na bieżąco propozycje nowych regulacji prawnych oraz zmiany w przepisach, w tym dotyczących ruchu drogowego”.

Główny Inspektorat Transportu Drogowego też czuje się przygotowany. Problem dostrzega, lecz się go nie obawia.

– Naszym celem nie jest wyłapywanie kierowców z krótszym lub dłuższym stażem, lecz automatyka kontroli – podkreśla Wojciech Król z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym GITD.

To dyplomatyczne stwierdzenie upewnia nas, że skutecznych narzędzi do systemowego selekcjonowania użytkowników dróg brak.

– Samo stwierdzenie przekroczenia prędkości nie jest jeszcze mandatem – przypomina Król. – Ustalenie, kto prowadził auto, czy będzie to na przykład kierowca w okresie próbnym, dokona się w dość złożonym procesie weryfikacji. Zajrzymy do CEPiK-u, przeanalizujemy materiał dowodowy. Jakość naszych urządzeń w większości przypadków pozwala jednoznacznie określić sprawcę wykroczenia. Nie ma już „handlu” punktami karnymi, podszywania się pod kogoś z rodziny. Pamiętam, jakie zdjęcia (z fotoradarów – przyp. red.) otrzymywali kierowcy kilkanaście lat temu, a jakie są dziś.

Przy okazji tłumaczy, że materiał dokumentujący wykroczenie w komputerach GITD czy policji jest bogatszy niż wydruk, który otrzymuje pirat drogowy.

– Mamy możliwość obróbki zdjęć, wyostrzenia, kontrastu – zdradza Wojciech Król.

Zamiast naklejki GPS?

To nas przekonuje, że młody żywiołowy kierowca nie będzie mógł już wrobić w wykroczenie drogowe ojca lub starszego brata. Jednak nadal pozostaje problem, jak określić, czy pędzący autostradą 140 km/h posiada prawo jazdy dłużej niż osiem miesięcy? Czy jadący przez miasto 70 km/h – tam, gdzie znaki na to pozwalają – na pewno może z tego limitu korzystać? Urządzenia pomiarowe – mówiąc w uproszczeniu – są ustawione na konkretną prędkość. Zarejestrują tylko te pojazdy, które ją przekroczyły.

– Rozwiązaniem byłby GPS albo coś podobnego – komentuje Mariusz Markowski, prezes Pomorskiego Stowarzyszenia Instruktorów Nauki Jazdy. – Mamy XXI wiek! Technika pozwala na monitorowanie każdego pojazdu, każdego kierowcy. Przecież nawet małe firmy transportowe dysponują takimi systemami.

No tak! Nic prostszego. Wystarczyłoby wyposażyć początkującego kierowcę nie w naklejki, a w chip. Albo przynajmniej hologram, który będzie sczytywany przez urządzenia pomiarowe. To jednak oznacza koszty. I dość skomplikowany proces organizacyjno-wdrożeniowy.

– Koszty nie byłyby duże. GPS to dziś standard – przekonuje Markowski. – Gdyby ktoś nad tym pomyślał, można znaleźć rozwiązanie.

Zwraca uwagę, że fotoradary, bramki do odcinkowych pomiarów prędkości zaprogramowano nie na tzw. prędkość administracyjną. Te urządzenia są kalibrowane, tak że pojazd jadący 55 km/h tam, gdzie dopuszczalne jest 50 km/h, również nie jest rejestrowany jako popełniający wykroczenie. Tam, gdzie limit wynosi 70 km/h, tolerowana jest prędkość poniżej 80 km/h.

– Czyli taki nowicjusz może sobie jechać 75 km/h na jakiejś dwupasmówce w terenie zabudowanym. I nic! To daje poczucie bezkarności, uczy lekceważenia przepisów – stwierdza prezes PSINJ. – Mój szwagier jechał przez niemieckie miasto 56 kilometrów na godzinę i dostał mandat. Grosze. Ale dostał, bo znaki pokazywały, że ma jechać 50.

Ustawić fotoradary na niższą prędkość

Takiej konsekwencji i dyscypliny chciałby na polskich drogach Arkadiusz Kuzio, dyrektor Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

– W Niemczech potrafią na parkingach przy marketach mierzyć prędkość i nakładać kary, jeśli ktoś jedzie 15 km/h, a można tylko 10 km/h. W Szwecji jeździ się poniżej administracyjnej prędkości, bo przekroczenie nawet o 3-4 kilometry oznacza mandat – opowiada Kuzio. – A u nas jest jakieś dziwne 10 km/h tolerancji! To właściwie po co zmniejszana była dopuszczalna prędkość w terenie zabudowanym z 60 na 50 km/h? Odpowiem. Ponieważ te 10 kilometrów mniej oznacza kilkadziesiąt procent większe szanse na przeżycie potrąconego pieszego.

Postuluje, by początkujący kierowcy byli pod szczególnym nadzorem co najmniej dwa lata. Pytanie, jak zaradzić temu, że „zieloni” są – w kontekście obniżonych limitów prędkości – niewidzialni dla radarów?

– Tak jak w Niemczech. Trzeba ustawić urządzenia na autostradach i ekspresówkach na 100 km/h i później sprawdzać wszystkie pojazdy i kierowców – proponuje Kuzio. – Więcej roboty, ale będzie efekt. No bo jak inaczej wyłapać początkujących, którzy nie przestrzegają obowiązujących ich przepisów? Będą identyfikowani, kiedy spowodują kolizję lub wypadek. Kiedy bardzo znacznie przekroczą prędkość. Albo jeśli akurat będzie za nimi jechał nieoznakowany radiowóz z wideorejestratorem i policjanci zauważą zielony listek.

Kuzio zastanawia się, czy i jak wyraźniej oznaczyć niedoświadczonych kierowców. W środowisku pojawiały się różne pomysły, m.in. chorągiewek, większych naklejek lub magnesów z piktogramem na karoserii.

– Kiedy dyskutowano o specjalnych naklejkach dla kierowców karanych za jazdę w stanie nietrzeźwości, też byłem za – przypomina Kuzio. – Chodzi o bezpieczeństwo. Inni kierujący powinni wiedzieć, że auto przed nimi prowadzi ktoś, na kogo trzeba szczególnie uważać.

Listek nie musi być większy

Czy zielony listek będzie wystarczająco dobrze widoczny? Ustawa o kierujących pojazdami z 5 stycznia 2011 roku oraz ministerialne rozporządzenia określają wielkość znaku i miejsca, w których powinien być umieszczony. Naklejka, znaczek na przyssawki lub magnes ma mieć średnicę co najmniej 11 cm. Zielony listek, koniecznie na białym tle, powinien mieć minimum 10 cm. Należy umieścić go na przedniej i tylnej szybie. W prawym górnym rogu. „W przypadku pojazdu samochodowego konstrukcyjnie nieposiadającego szyby tylnej lub przedniej” naklejkę umieścić należy na nadwoziu.

W zatłoczonym centrum lub na osiedlowej uliczce z uspokojonym ruchem listek na pewno będzie łatwo dostrzec. Przy większych prędkościach, w trudnych warunkach pogodowych, po zmroku – takiego oznaczenia nie zauważą ani inni kierowcy. Ani policja.

– Oznakowanie listkiem jest wystarczające, uregulowane, a jego wielkość odpowiednia. Nie możemy oklejać ogromnymi naklejkami samochodów, bo nie o to chodzi. Już teraz widać na drogach pojazdy z listkami i one rzucają się w oczy – przekonuje Katarzyna Dobrzańska-Junco, prezes stowarzyszenia Centrum Inicjatyw na rzecz Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. – Moim zdaniem sprawcy wykroczeń – początkujący kierowcy – będą w większości ujawniani podczas rutynowych kontroli, których liczba prawdopodobnie się zwiększy. Co do fotoradarów – nie sądzę, aby na tym etapie było możliwe wychwycenie takich osób, chyba że znacznie przekroczą prędkość i dopiero po ich weryfikacji będzie można nałożyć odpowiednie kary. Ustawa jest świeża i myślę, że praktyka pokaże, gdzie są ewentualne luki, które trzeba będzie uzupełnić. Ale z pewnością otwiera drzwi do większej kontroli i zmierza do poprawy bezpieczeństwa.

Dodaje, że policjanci mogą zidentyfikować początkującego kierowcę nie tylko po naklejce, ale również oceniając jego wiek. Wiadomo, że bardzo młoda osoba za kierownicą musiała niedawno uzyskać uprawnienia.

Może go nawet nie być?

– Taki małolat, osiedlowy cwaniaczek, który dwa miesiące temu odebrał prawko, nie będzie robił sobie siary zielonym listkiem – komentuje z humorem Arkadiusz Kuzio.

Co mu grozi za brak naklejek? Okazuje się, że nic.

– Jest obowiązek umieszczenia zielonego listka, ale nie przewidziano żadnej sankcji za jego nieumieszczenie – potwierdza Wojciech Król. – Policjant może takiego kierowcę tylko pouczyć.

Prezes stowarzyszenia Centrum Inicjatyw BRD jest optymistką.

– Zielony listek nie powinien być odbierany jako stygmatyzacja. Może kiedyś tak było. Ale nastawienie się zmienia i poziom świadomości ryzyka oraz podejścia do bezpieczeństwa w ruchu drogowym także. Nowe pokolenia inaczej już podchodzą do pewnych spraw, a naszą rolą – ekspertów, polityków i mediów – jest przekazywanie otwartości, pozytywnego podejścia do takich zmian oraz propagowanie bezpieczeństwa – podsumowuje Dobrzańska-Junco.

Specjalista z GITD też jest człowiekiem dużej wiary.

– Jako przedstawiciel organu administracji państwowej zakładam, że obywatele są uczciwi. Że nie będą tych naklejek maskować. Że nie będą unikać odpowiedzialności za ewentualne złamanie przepisów – stwierdza Król. – Ale znam przypadki oklejania tablic rejestracyjnych prawdziwymi liśćmi i różne inne sposoby utrudniania identyfikacji.

– Nie ma sankcji za brak zielonego listka? To farsa! Te przepisy są przygotowywane i wprowadzane od dziesięciu lat – przypomina Kuzio. – Pomysł okresu próbnego był zacny. Wykonanie – gorsze. Trzeba poprawić ten bubel.

Tomasz Maciejewski

Wasze komentarze (1)

  1. Z tego co pamiętamy kilkadziesiąt lat wstecz, to listek nie jest dla policji, tylko jest informacją dla innych uczestników ruchu drogowego "ostrzeżeniem", że pojazdem kieruje ktoś niedoświadczony. Policji do identyfikacji kierującego potrzebny jest działający CEPIK a nie listek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.