Od zawsze byłem zdecydowanym przeciwnikiem placu manewrowego. Nawet w obowiązującej do dzisiaj ograniczonej formie. Uważam, że popełniono w przeszłości błąd, który ciągle jeszcze przynosi negatywne skutki w procesie szkolenia i egzaminowania. Poświęcanie znacznej ilości czasu na ćwiczenie manewrów w cieplarnianych warunkach placu nie powoduje zwiększenia umiejętności bezpiecznej jazdy w realnym ruchu drogowym.

Pierwszy kwartał roku dostarczył nam dużej dawki adrenaliny. Było to związane z publikacją i wprowadzeniem w życie dwóch rozporządzeń. Tak szerokiej wymiany poglądów (z udziałem najważniejszych mediów) chyba nikt się nie spodziewał. Dobrze, że problemy związane ze szkoleniem i egzaminowaniem zaczynają coraz częściej docierać do szerszej opinii publicznej. To przecież klienci OSK (rocznie jest ich ok. 400 tys.) powinni być podmiotem wszystkich działań legislacyjnych. Czy jesteśmy jednak przekonani o słuszności tak postawionej tezy?


Zwolennicy kontra przeciwnicy


Uważam, że pomimo szczytnych haseł o ukierunkowaniu działań resortu (oraz wielu innych agend rządowych i pozarządowych) na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego i wzrostu poziomu wyedukowania przyszłych kierowców niektóre dotychczasowe rozwiązania prawne mają charakter komercyjny. O zapisach regulujących i ułatwiających biznesowe działania ODTJ i Super OSK pisałem wielokrotnie. Liczne komentarze na ten temat potwierdzają tylko moją opinię. Z takim rozmachem prowadzona dyskusja udokumentowała ostatnio powszechne niezadowolenie z istniejącego i odziedziczonego po poprzednich rządowych ekipach systemu szkolenia kandydatów na kierowców i kierowców.


Dzisiaj na pierwszy plan wychodzi powracający jak bumerang problem związany z istotą zadań przewidzianych do wykonania na placu manewrowym i ich rolą w ocenie przygotowania kursanta do samodzielnej jazdy w ruchu drogowym. Trzeba jeszcze raz przeanalizować argumenty przytaczane zarówno przez zwolenników utrzymania w dotychczasowej formie placu manewrowego, niezbędnego ich zdaniem do prawidłowego szkolenia podstawowego kategorii AM, B1, B, BE, oraz zdecydowanie negatywnie nastawionej opiniotwórczej części naszego środowiska. Co ciekawe, linia podziału pomiędzy rzecznikami obu tych rozwiązań nie przebiega tradycyjnie. W żadnym wypadku nie jest to spór pomiędzy przedstawicielami WORD-ów i ośrodków szkolenia kierowców.


Koniec placu? To tylko kwestia czasu


Działalność organizacji zrzeszających znaczną część OSK, które powstały w latach 90., ukierunkowana była na starania o ucywilizowanie placu manewrowego. Naszym wspólnym znaczącym sukcesem, pomimo zdecydowanie negatywnych opinii ministerialnych i WORD-owskich teoretyków, stało się wymuszenie na przedstawicielach rządu koniecznych z naszego punktu widzenia oraz korzystnych dla kursantów zmian. Udało się znacznie zminimalizować i ograniczyć rolę placu manewrowego w szkoleniu i egzaminowaniu. Pamiętamy, jak wyglądał, jaka była geometria (wymiary i liczba manewrów do wykonania na placu) wtedy. Teraz wygląda to zupełnie inaczej.


Od zawsze byłem zdecydowanym przeciwnikiem placu manewrowego. Nawet w obowiązującej do dzisiaj ograniczonej formie. Uważam, że popełniono w przeszłości błąd, który ciągle jeszcze przynosi negatywne skutki w procesie szkolenia i egzaminowania. Poświęcanie znacznej ilości czasu na ćwiczenie manewrów w cieplarnianych warunkach placu nie powoduje zwiększenia umiejętności bezpiecznej jazdy w realnym ruchu drogowym. Mogę tylko się cieszyć, że wraz z wieloma koleżankami i kolegami mającymi podobny punkt widzenia doczekaliśmy się sytuacji, w której jest tylko kwestią czasu osiągnięcie sukcesu polegającego na powrocie do normalnego i powszechnie znanego w większości zmotoryzowanej Europy modelu egzaminowania na kategorię AM, B1, B, BE bez placu manewrowego!


Ważne pytania


Pozostając w temacie, postawię teraz kilka ważnych pytań.


- Czy utrzymywanie generującego wysokie koszty placu wyłącznie w celu nauki jazdy do tyłu, czyli cofania, które w ruchu drogowym jest praktycznie zabronione (stwarza poważne zagrożenia, powinno być ograniczane do naprawdę niezbędnego minimum) ma sens?


- Czy jest to konieczne i niezbędne z punktu widzenia dydaktyki, skoro w większości podręczników do nauki jazdy zaleca się większą niż wymagana przepisami szczególną ostrożność w trakcie cofania i zaleca dalszą jazdę na wprost, jeśli jest to możliwe?


- Czy nie jest już najwyższy czas, żeby zauważyć zmiany w konstrukcji i wyposażeniu średniej klasy samochodów używanych do szkolenia i egzaminowania? Myślę tutaj o wszelkich elektronicznych asystentach.


- Czy naprawdę umiejętność kontroli i sprawdzenia jednego z czterech rodzajów płynów i jednego z dziewięciu świateł jest konieczna?


- Czy to, że aż 40 proc. kandydatów na kierowców oblewa jazdę tyłem po łuku, ma jakiekolwiek znaczenie, jeżeli ten element praktycznie nie występuje w realu?


- Czy utrzymywanie placu, który często staje się miejscem towarzyskich spotkań, gdzie instruktorzy mogą rozprostować nogi i trochę się zrelaksować po stresującej pracy, ma sens?


Rezygnować czy nie?


Znam również podstawowe argumenty strony przeciwnej. Zanim wyjedziemy na miasto, musimy przecież sprawdzić:


- pojęcie kandydata na kierowcę o czynnościach kontrolnych i obsłudze pojazdu, które zdaniem tej grupy fachowców są niezbędne, stanowią wręcz warunek podstawowy do dalszej oceny


- niezbędne umiejętności potrzebne do ruszania, zatrzymywania, utrzymywania pojazdu w linii prostej w trakcie jazdy tyłem i przodem na niebagatelnym odcinku długości ok. 40 metrów


- umiejętności jazdy przodem i tyłem po łuku bez najeżdżania, przekraczania linii i potrącania pachołków


- umiejętności precyzyjnego zatrzymania pojazdu w wybranym miejscu.


Wobec tego pojawiają się wciąż pytania:


- czy można zrezygnować z komfortu pracy egzaminatorów rozpoczynających i kończących egzamin na placu?


- czy można zrezygnować z generowanych dochodów, które według raportu NIK-u stanowią bardzo znaczną pozycję w budżetach WORD-ów?


Mali i duzi


Do ciekawych i zaskakujących wniosków można dojść obserwując wyniki ankiety, w której pomysłodawcy na jednym z portali zadali następujące pytanie: Czy jesteś za, czy przeciw utrzymywaniu w dotychczasowej formie placu manewrowego? Zdania większości osób popierających likwidację placu zostały zrównoważone. Dzisiaj mamy praktycznie remis! Jak obecnie można przeprowadzić linię podziału? Myślę, że należy uwzględnić stan posiadania i indywidualne interesy właścicieli. Po ponad dwudziestu latach działalności prowadzonej w wolnej, ale nie zawsze uczciwej konkurencji, mamy zróżnicowany pod względem wielkości oraz zamożności rynek OSK. Jednak to prawie 80 proc. małych i rodzinnych ośrodków szkolących rocznie ok. 100 kursantów nadaje ton i jest odpowiedzialne za prawidłowy przebieg szkolenia. To właśnie one w aglomeracjach miejskich mają problemy z wynajęciem i utrzymywaniem placu.


Oczywiście na drugim i bardzo odległym biegunie znajdują się firmy prowadzące szkolenia w pełnym zakresie. One i tak muszą posiadać place. Szkolenie kandydatów na kierowców na omawiane kategorie to dla nich istota działalności. Właściciele mogą więc uważać, że wygoda i luksus, ułatwienie pracy, wynikające z posiadania ogrodzonego placu, są ważne. W tzw. kuluarowych rozmowach usłyszeć też można, że kłopoty związane z trudnościami znalezienia odpowiedniego do potrzeb placu oraz koszt jego wynajęcia mogą stanowić zaporę nie do przejścia dla powstających nowych OSK. Podobne ekonomiczne problemy mogą pojawić się również w ośrodkach egzaminowania. Otwieranie od dwóch lat nowych miejsc egzaminowania uzmysłowiło przedstawicielom samorządów i dyrektorom WORD-ów kłopoty związane z pozyskaniem i posiadaniem placu.


Bezlitosna ekonomia


Jest już decyzja ministra umożliwiająca wynajem prywatnych placów od OSK. Ułatwia ona organizację nowych miejsc egzaminowania. W wielu komentarzach pojawia się jeszcze jeden bardzo poważny argument za możliwie szybkim zniesieniem obowiązku posiadania placu. Mianowicie to system, którego my, szkoleniowcy, jesteśmy poważną częścią, powoduje niechlubne i nikogo chyba niesatysfakcjonujące miejsce w tabelach tragicznych wypadków drogowych. W jakim kierunku pójdą zmiany? Przekonamy się o tym już niedługo.


Mam jeszcze jeden temat, który pojawia się w momencie końca okresu eksploatacji samochodów egzaminacyjnych w WORD-ach. Czy to się nam podoba, czy nie, ustawa o zamówieniach publicznych obliguje ośrodek egzaminacyjny do uzupełniania swojego taboru wyłącznie na drodze przetargu. Jak to działa? Wiemy aż za dobrze. Ostatnie informacje o wynajmowaniu samochodów, bo jest i taka możliwość, za śmieszne pieniądze budzą wśród właścicieli OSK i instruktorów nauki jazdy emocje. Dlaczego? Bo w dalszym ciągu nie są oni partnerami sprzedawców.


Jeśli jeden zdołał kupić tanio, inny za to samo musi zapłacić więcej. Znacie tę zasadę? Handel i ekonomia nie mają litości. Wszyscy wiemy, że bilans musi wyjść co najmniej na zero! Od lat zajmuję się współpracą z przedstawicielami największych firm samochodowych. Ma ona na celu zmniejszenie uciążliwych dysproporcji w traktowaniu małych i słabych OSK. Pamiętacie próby wyjścia z impasu, jakimi były starania utworzenia konsorcjum do wspólnych z WORD-em zakupów samochodów do szkolenia i egzaminowania?


Klimat i ustawodawstwo wciąż nie przewidują możliwości połączenia jednostki samorządowej, (jaką jest WORD) z prywatnymi indywidualnymi podmiotami (OSK). Z zamierzeń nic nie wyszło. Dopiero masowe protesty w Zielonej Górze i Gdańsku oraz Pile, a także powszechne i skumulowane niezadowolenie zmusiły rząd, a następnie Sejm do nowelizacji ustawy.


Początek drogi do normalności


Czekaliśmy na to dwadzieścia lat, ale w końcu mamy prawo zezwalające na wykorzystywanie własnych (oczywiście odpowiednio wyposażonych) samochodów do egzaminowania. To wielki sukces! Tylko jakoś mi smutno, że po dwóch latach od uchwalenia ustawy jeszcze nie widać i nie słychać o entuzjazmie i masowym udziale samochodów OSK w egzaminowaniu.


Ustawa nie reguluje spraw finansowych. Powoduje, że tak od dawna oczekiwane rozwiązanie jest z ekonomicznego punktu widzenia całkowicie nieopłacalne! Kursant musi ponosić dwukrotną opłatę egzaminacyjną za obsługę egzaminu praktycznego w OSK i w WORD-zie. Kłopoty z precyzyjnym określeniem czasu rozpoczęcia egzaminu powodują problemy organizacyjne ośrodka i podnoszą koszty przedsięwzięcia. Dodajmy jeszcze czas potrzebny na kontrolę stanu technicznego i dodatkowego wyposażenia pojazdu szkoleniowego. Łatwo wtedy zrozumiemy, że stoimy na początku długiej drogi do normalności.


Doskonale rozumiem wszystkie obawy i uwarunkowania powodujące, że znaczna część koleżanek i kolegów zmagających się z codziennymi problemami jest bardzo sceptyczna, wręcz konserwatywnie nastawiona do podejmowania nowych ekonomicznych wyzwań. Woli sprawdzony od lat, choć kosztowny sposób wymiany samochodów. Często też przerzuca wysokie koszty zakupu lub leasingu na barki swoich pracowników!


Intryguje mnie postawa organizacji, które mają wpisane na sztandarach hasła o obronie interesów, w tym szczególnie ekonomicznych, swoich członków. Myślę o izbach gospodarczych, klastrach, fundacjach i wszystkich stowarzyszeniach regionalnych mających za zadanie tworzenie warunków sprzyjających rozwojowi szeregowych członków. I to by było na tyle, jak powiedział profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski.


Wojciech Szemetyłło

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0