- Staliśmy kiedyś naszym jachtem w marinie pod Lizboną. Miejsce okazało się dosyć popularne. Zauważyliśmy, że w weekendy pod pobliskie kluby nocne podjeżdżały wypasione fury, często bugatti, maserati i lamborghini. Wtedy ktoś z naszej załogi, przyglądając się tym pięknym autom, powiedział: „nam nie zaimponują, nasz jacht jest wart kilka razy więcej, a na pewno wygląda ładniej...”. Żeglarze chyba jednak najbardziej kochają swoje jachty... - mówi w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” kapitan Roman Paszke.

Jakub Ziębka: Większość Polaków kojarzy pana nazwisko z organizacją wielkich przedsięwzięć, choćby rejsów dookoła świata. Mało kto jednak wie, że kilka lat temu doszło do nietypowego pojedynku na trasie Świnoujście - Gdynia. Pana katamaran nie zdołał jednak pokonać tej trasy szybciej niż jadące po lądzie renault.


Roman Paszke: Rzeczywiście, taki wyścig się odbył. Auto tym razem wygrało, ale tylko dlatego, że nam w pewnym momencie zabrakło wiatru...


Sam pomysł miał trzy aspekty. Po pierwsze, zwrócić uwagę na to, że ruch na naszych drogach jest już taki, iż pokonanie samochodu przez szybki jacht regatowy jest możliwe. W zasięgu katamaranu „Gemini 3” jest dopłynięcie ze Świnoujścia do Gdyni w czasie nieco powyżej sześciu godzin (ciągle aktualny żeglarski rekord Polski na trasie Świnoujście - Gdynia wynosi 8 godzin i 55 minut, został ustanowiony w 2009 roku przez maxi katamaran „Gemini 3” pod komendą kpt. Romana Paszkego. Katamaran „Gemini 3” ma 28 metrów długości, 14 metrów szerokości i pod żaglami podnoszonymi na wysokim na 33 metry maszcie osiąga prędkość ponad 38 węzłów, czyli ponad 70 km/h - przyp. red.). Samochód, jeśli jedzie w zgodzie ze wszystkimi przepisami ruchu drogowego i respektuje wszystkie ograniczenia prędkości na tej trasie, dystansu Świnoujście - Gdynia szybciej nie pokona.


Po drugie, technologia i technika pozwalają na zbudowanie takich rakiet na wodzie, które mogą rywalizować z pojazdami na lądzie. Są oczywiście granice, ponieważ środowisko wody to poważna przeszkoda, jeśli chodzi o tarcie, ale prędkości pod żaglami na wodzie dzisiaj wynoszą około 90 km/h.


No i najważniejsze - chodziło o pokazanie marki Renault, która chociażby we Francji, Hiszpanii i Anglii kojarzona jest także z dbałością o środowisko i z żeglarstwem. Pomyśleliśmy więc, że może pora, aby to zauważyć także i u nas.


Pana największą pasją jest żeglowanie. Czy motoryzacja zajmuje chociaż jedno z dalszych miejsc na liście zainteresowań?


- Samochód traktuję jako narzędzie do przemieszczania się. Jest oczywiście ważne, w jakich warunkach to przemieszczanie się następuje. Teraz jeżdżę bardzo komfortowym renault espace initiale i doceniam przyjemność jazdy. Mam w tym samochodzie przestrzeń, komfort komunikacji, a nawet czasami używam możliwości masażu, który pomaga przetrwać długą jazdę. System zainstalowany w samochodzie jest bardzo przyjacielski.


Oprócz żeglowania, szczególnie o tej porze roku, ważne dla mnie są też narty. W spełnianiu tej pasji mój samochód też będzie uczestniczył. Na stoki trzeba przecież dotrzeć. I mieć przestrzeń na sprzęt. Tutaj espace jest idealny.


Czy jest jakaś marka auta, którą darzy pan szczególnym sentymentem?


- Kiedyś jeździłem kilka lat volkswagenem borą i touranem. Szczególnie ten drugi samochód dobrze wspominam.


Przyznam, że oprócz malucha i poloneza w dawnych latach innych marek nie próbowałem…


A jak wspomina pan swój pierwszy kontakt z samochodem, motoryzacją?


- To było tak dawno, że prawie nie pamiętam. Z pewnością był to maluch. Pamiętam, że długo się rozpędzał i że zmiotka służyła do dwóch czynności: sprzątania i do zastępowania linki rozrusznika.


Czy pamięta pan swój egzamin na prawo jazdy?


- Pamiętam... Zdałem za pierwszym razem.


Prowadzenia samochodu może się nauczyć każdy?


- Z pewnością wśród kierowców są i bardziej uzdolnieni czy wręcz talenty… Mamy przecież Kubicę, „Hołka”... Ale - jak to w życiu - trafiają się też antytalenty. Mnie osobiście nauka prowadzenia auta szła dość dobrze... Ale mówiąc szczerze, nie za bardzo lubiłem testy i zajęcia z teorii…


Niektórzy mówią, że samochód jest jednym z atrybutów męskości. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?


- Taaak? Może jednak nie do końca... Bo co w takim razie mam powiedzieć na przykład swojemu sportowemu rowerowi z węglową ramą?


A tak na marginesie, staliśmy kiedyś naszym jachtem w marinie pod Lizboną. Miejsce okazało się dosyć popularne. Zauważyliśmy, że w weekendy pod pobliskie kluby nocne podjeżdżały wypasione fury, często bugatti, maserati i lamborghini. Wtedy ktoś z naszej załogi, przyglądając się tym pięknym autom, powiedział: „nam nie zaimponują, nasz jacht jest wart kilka razy więcej, a na pewno wygląda ładniej...”. Żeglarze chyba jednak najbardziej kochają swoje jachty...


Czy czuje się pan na polskich drogach bezpiecznie? Jakie błędy najczęściej popełniają polscy kierowcy?


- Poczucie bezpieczeństwa na polskich drogach? Nie do końca. Mówię to z pozycji kierowcy, który rocznie pokonuje ok. 40 - 50 tys. km. Obserwując naszych kierowców widzę, że najchętniej jeździmy lewym pasem, zapominamy o lusterku wstecznym, zasłaniamy sami sobie widoczność różnymi towarami oraz najważniejsze - przeceniamy swoje umiejętności.


Inne zjawiska - jeżdżąc w nocy spotykam często, choć ostatnio może rzadziej, samochody „jednookie”. Bywa, że do ostatniej chwili nie wiadomo, że to auto. Moim zdaniem, jest to szczególnie niebezpieczne. Za dnia widać też, że sporo samochodów kopci, niszcząc środowisko, nie dbając o zdrowie swoje i innych, i o własne auta...


A z czego bierze się skłonność niektórych Polaków do wsiadania do samochodu po spożyciu alkoholu?


- To niechlubna tradycja... Jestem absolutnie przeciwko. Sam zresztą od wielu lat w ogóle nie piję alkoholu. Ale sporo osób kiedyś przymykało na to oczy, za komuny picie było na porządku dziennym. Teraz spotyka się z powszechnym potępieniem, i słusznie. Spożyty alkohol utrudnia prowadzenie. Warto i trzeba o tym pamiętać, zanim zdarzy się tragedia.


Ostatnio dużo mówi się o relacji na linii kierowcy - piesi. Czy piesi są, pana zdaniem, dobrze traktowani przez użytkowników pojazdów?


- Wszyscy kierowcy są przecież pieszymi. Ale często o tym zapominają. Trudno mi o tym mówić, bo nieostrożny kierowa był sprawcą tragedii w mojej rodzinie. Trzy miesiące temu moja mama została przejechana na parkingu osiedlowym przed domem przez cofające auto. Kierowca nie zauważył powoli idącej starszej kobiety. Cofał, nie upewniwszy się, czy ma wolną drogę. Nie pomyślał, że oprócz samochodów wokoło mogą być piesi. Spieszył się. Czy można, trzeba coś tu zmienić? Poprawić uwagę, nauczyć rozsądku, szacunku dla innych użytkowników drogi, nawyku patrzenia w lusterko wsteczne? Nie wiem. Może pan albo pana czytelnicy wiedzą lepiej?


Roman Paszke to kapitan jachtowy, regatowiec, żeglarz, budowniczy jachtów. Twórca zespołów ludzkich podejmujących się wyjątkowych wyzwań. Pomysłodawca i organizator wielkich projektów sportowych. Wykładowca i instruktor.


Wielokrotny mistrz Polski oraz zwycięzca wielu regat europejskich i światowych, m.in. prestiżowego Admirals Cup. Roman Paszke przepłynął łącznie ok. 200 tys. mil morskich (ok. 370 tys. km, dystans Ziemia - Księżyc).

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0