Na 15 lat więzienia wymierzył poznański sąd Bartoszowi P. za zaduszenie pracownicy szkoły jazdy.

Do zabójstwa doszło w tuż przed sylwestrem 2010 roku przy ul. Półwiejskiej w Poznaniu. - Sąd uwzględnił zarówno okoliczności świadczące na korzyść jak i niekorzyść oskarżonego - mówiła w uzasadnieniu sędzia Karolina Siewierska, uzasadniając wyrok. - Oskarżony, w trakcie postępowania przygotowawczego, kilkukrotnie przyznał się do winy. Wyraził żal i skruchę. Dzięki temu śledczy mogli bardzo dokładnie odtworzyć to, co wydarzyło się 29 grudnia 2010 roku. Później zmienił swoje zeznania i przyznał się tylko do kradzieży telefonu komórkowego. Tłumaczył, że był bity przez policjantów, ale gdy został przyjęty do aresztu śledczego nie miał żadnych obrażeń. Sąd uwzględnił opinię psychologów, którzy stwierdzili, że oskarżony nie jest osobą zdemoralizowaną. Wyrok jest jak najbardziej adekwatny.


Z wyrokiem nie zgadza się jednak ani rodzina oskarżonego ani jego obrońca, który zapowiada złożenie apelacji do wyroku.


Do zabójstwa doszło 29 grudnia 2010 roku w siedzibie szkoły nauki jazdy przy ul. Pólwiejskiej w Poznaniu. Oskarżony o uduszenie Beaty K. - pracownicy szkoły, został zatrzymany dzięki nagraniu, pochodzącemu z kamery monitorującej m.in. ul. Półwiejską. Tuż po zatrzymaniu Bartosz P. przyznał się do winy. Śledczym opowiedział jak przyszedł do szkoły z nadzieją, że znajdzie tam gotówkę. Był kursantem w szkole i wiedział, że pracownicy czasami zostawiają klucz nad drzwiami. Kiedy 29 grudnia udał się do siedziby firmy, klucza nie było. Kilkanaście minut czekał na klatce schodowej. Wtedy do pracy przyszła Beata K., sekretarka. Mężczyzna wszedł do lokalu. Beata była wówczas w toalecie. Przeszukał jej torebkę i szuflady biurka. Nie znalazł pieniędzy, ale w pewnym momencie zadzwonił telefon kobiety. Kiedy wyszła z toalety P. trzymał go w reku. Beata zaczęła wołać o pomoc. - Przestraszyłem się, bo mnie rozpoznała i nie wiem co we mnie wstąpiło - tłumaczył później Bartosz P. Ponad godzinę później jedna z kursantek znalazła zwłoki kobiety w wannie. Beata została uduszona. Swoje zeznania Bartosz P. odwołał. W sadzie mówił, że do wszystkiego zmusili go policjanci. Mieli się nad nim znęcać. Dzisiejszy wyrok nie jest prawomocny.


źródło: Głos Wielkopolski


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0