Za co Polacy tracą prawo jazdy? Za brawurę i alkohol

policja, kontrola drogowa

Tylko do połowy 2014 r. roku prawo jazdy w Polsce straciło prawie 33,5 tys. kierowców. Z tego aż 32 tys. za jazdę po alkoholu i nagminne łamanie przepisów. Liczby pokazują, że z każdym rokiem jest coraz gorzej.

Interpelację w tej sprawie złożył Maks Kraczkowski. Poseł podejrzewa, że nagły wzrost zatrzymań praw jazdy jest nadgorliwością policji. „Czy nagle polscy kierowcy zaczęli nagminnie łamać przepisy ruchu drogowego, popełniając przestępstwa lub wykroczenia, za które może być orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów?” ? pyta w piśmie do ministra spraw wewnętrznych. Okazuje się jednak, że statystyki są zatrważające.

Chętnie wsiadamy za kierownicę po alkoholu

W 2010 roku prawo jazdy z powodu prowadzenia na podwójnym gazie straciło 48445 osób. W roku kolejnym było ich 53011, w 2012 ? 50208. Sytuacja poprawiła się w 2013 roku, kiedy złapano 48256 pijanych kierowców, czyli mniej niż trzy lata wcześniej. Jednak statystyki z pierwszych siedmiu miesięcy 2014 roku nie są optymistyczne. Od stycznia do końca lipca prawo jazdy straciło za alkohol 29168 osób, z czego tylko w czerwcu i lipcu blisko 10 tysięcy. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, to do końca roku szacunkowo prawo jazdy zostanie odebrane około 60 tys. pijanych kierowców.

Nagminnie łamiemy przepisy, punkty nam niestraszne

Osobne miejsce w policyjnych statystykach zajmują kierowcy, którzy stracili prawo jazdy za uzbieranie 24 punktów karnych w ciągu jednego roku. Cztery lata temu było ich 2186, w roku 2011 – 2129, rok później liczba spadła do 1857, by w roku 2013 znów wzrosnąć do 2234. Wyniki z roku 2014 (od stycznia do końca lipca) nie nastrajają optymistycznie. Za punkty zatrzymano już 1617 praw jazdy. Dodatkowo 41 osób straciło uprawnienia do prowadzenia samochodu za to, że przekroczyło liczbę 20 punktów karnych w ciągu roku od uzyskania prawa jazdy. Rok temu, przez dwanaście miesięcy, takich osób nazbierało się 79, dwa lata temu 77. Tu widzimy tendencję spadkową, bo w 2010 roku nowych kierowców, którzy nagminnie łamali przepisy, było aż 105.

Jakie przepisy kierowcy łamią najczęściej?

Jak twierdzą policjanci, Polacy przede wszystkim jeżdżą za szybko. Przekraczanie prędkości o 40 czy 50 km/h w odniesieniu do dozwolonej jest na porządku dziennym. Do tego jazda na czerwonym świetle, omijanie samochodów ustępujących pieszym pierwszeństwa na przejściu, nieustępowanie pierwszeństwa przejazdu na drodze podporządkowanej. Kierowcy często też zajeżdżają drogę innym użytkownikom ruchu podczas dynamicznych zmian pasa ruchu.

Czy szkoły jazdy mają wpływ na przyszłych kierowców? Czy da się wychować kursanta tak, żeby w przyszłości nie łamał przepisów? Co zrobić, żeby statystyki się poprawiły? Pytamy o to Tadeusza Wiesława Bratosa, psychologa transportu i prezesa Stowarzyszenia Psychologów Transportu w Polsce.

 

Co powoduje, że Polacy mają tak nonszalancki stosunek do przepisów ruchu drogowego?

Tadeusz Wiesław Bratos: Wynika to przede wszystkim z braku edukacji komunikacyjnej i braku kultury jazdy. Kary są niedostosowane do wykroczeń, a jeżeli już są kary, to egzekucja pozostawia wiele do życzenia. I co najważniejsze, w ogóle nie zajmujemy się prewencją. Ktoś jedzie po alkoholu, powoduje wypadek, w telewizji mówią, że grożą mu trzy lata więzienia. Ale sądy wydają łagodniejsze wyroki. I połowa z tych, którzy jechali po alkoholu, robi to znowu. I to się nie zmieni, dopóki system kar i egzekucja nie będą ewidentne. Jeżeli ktoś jechał pijany, to tego nie cofniemy, to już się stało. Ale niech jego kara będzie czynnikiem prewencyjnym, nauczką dla innych, którzy może w podobnej sytuacji zachowaliby się podobnie. Ale się nie zachowają ze względu na karę. 

Na czym powinna polegać edukacja komunikacyjna?

? Przede wszystkim trzeba ją przeprowadzać od najmłodszych lat. W Niemczech dzieci mają taki przedmiot od przedszkola do szóstej klasy. A u nas nie. Ludzie uczą się dopiero na kursach, na których priorytetem nie jest dobra jazda, a zdanie egzaminu. Poza tym w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii jest już szóste czy siódme pokolenie motoryzacyjne. My jesteśmy dopiero drugim. Dlatego nie ma u nas kultury jazdy.

Czyli winny jest system?

? Tak. Nie edukujemy, nie egzekwujemy kar. Dlaczego w Niemczech nie łamiemy przepisów? Dlaczego tam, widząc żółte światło, hamujemy, a w Polsce myślimy „a może zdążę”? Bo tam kary są bardzo dotkliwe i nie ma od nich odwołania.

Czyli jedynym sposobem jest straszenie karą?

? Są dwa sposoby. Pierwszy to wychowanie. Jeżeli człowiek z domu wyniesie odpowiedni kodeks etyczny, to nie będzie jeździł pijany, nie będzie łamał przepisów. A jeżeli nie wyniesie, to w wieku 20 lat już się go tego nie nauczy. Wtedy zostaje tylko strach przed karą.

Myślałam, że powie pan coś bardziej optymistycznego. Że np. są sposoby na uczenie odpowiedzialności kierowców w każdym wieku.

? Nie ma. I przestańmy się pocieszać. Dopóki nie zmieni się system, nie poprawią się statystyki. Jednak trzeba podkreślić, że wszystko, co powiedziałem, dotyczy części kierowców. Optymistyczne jest to, że większość kierowców jeździ odpowiedzialnie, zgodnie z przepisami i zachowuje kulturę jazdy.

Anna Łukaszuk

Wasze komentarze (4)

  1. Warto przeczytać wypowiedź lekarza /marc/ sama prawda...http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rzeczpospolita-pijanym-kierowcom-natychmiast-zabierac-prawo-jazdy/62t30
  2. Moim zdaniem wysoka kara ( nie koniecznie finansowa, np. prace społeczne lub kilkudniowa pomoc przy osobach niepełnosprawnych) rozwiązała by problem. Prowadzę szkołę jazdy kilkanaście lat i z roku na rok obserwuję zachowanie młodzieży. Im młodsze pokolenie tym bardziej aroganckie. Nie straszne im są punkty karne lub kilkusetzłotowe mandaty. Na kursach tłumaczy im się dokładnie jakie są konsekwencje nieprzepisowej jazdy, ale do nie których to wcale nie dociera. Dopóki nie zmieni się prawo i egzekwowanie go to będą jeździli w terenie zabudowanym 100 km/h. ( Oczywiście nie dotyczy to wszystkich).
  3. Mojej znajomej mąż jadąc przez Słowację, wyprzedzał pojazd na przejściu dla pieszych jednocześnie przekraczając dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym o 50km/h. Za to został zatrzymany i ukarany mandatem w wysokości 1000 euro (tysiąc euro). Zabrali samochód, gdyż nie miał przy sobie takiej kwoty. Samochód oddano po uiszczeniu "pokuty". Że to się u nas tak nie da?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.