Elki to zawalidrogi, a instruktorzy za słabo pilnują kursantów - twierdzą doświadczeni kierowcy. Im zarzuca się za to brak wyrozumiałości, agresję i popisy na jezdni.

- Niedawno stałam na jednym z ruchliwych skrzyżowań w Szczecinie, pierwszy w kolejce - samochód nauki jazdy - wspomina Anna Michalak, która sama prawo jazdy ma od zaledwie dwóch lat. - Światło się zmieniło, kursant chciał gwałtownie ruszyć i auto oczywiście zgasło. Jego próby zapalenia silnika trwały tak długo, że światła dwukrotnie się zmieniły. Wcale mnie to nie zdziwiło. Szokiem było dla mnie natomiast zachowanie innych kierowców z kolejki, którzy po sekundzie zaczęli trąbić, przy drugich światłach próbowali wyminąć nieszczęśnika, zmieniali pasy, żeby tylko przejechać, a niektórzy, kiedy go mijali, nawet wymachiwali w stronę elki pięściami! Sama podczas kursu z niczym takim się nie spotkałam i byłam zszokowana, że kursanci mogą wzbudzać taką złość u pozostałych kierowców.


Elka to koszmar kierowcy…


Taka eskalacja negatywnych emocji to może nie codzienność na naszych ulicach, ale dla nikogo nie jest tajemnicą, ze spotkanie z elką w najlepszym wypadku kwitowane jest westchnięciem. Najczęściej chodzi oczywiście o prędkość.


- Mieszkam w okolicy tzw. trasy egzaminacyjnej, która tradycyjnie oblegana jest zarówno przez elki, jak i wozy egzaminacyjne - mówi pani Natalia. - Oczywiście nie mam pretensji do osób, które się dopiero uczą, ale przyznam, że w godzinach szczytu to duży problem, jest więcej utrudnień i trzeba być bardziej uważnym.


- Szybkość jazdy to jedno, ale często dochodzi do tego brak zdecydowania - dodaje pan Jakub. - Ja się generalnie z powodu tych sytuacji nie denerwuję, ale czasem się im przyglądam i rozumiem, że kierowcy mogą się złościć, kiedy nie są w stanie przewidzieć, jak zachowa się auto przed nimi, bo na przykład włącza prawy kierunkowskaz, zjeżdża na lewy pas, potem gwałtownie wraca na prawy… Ja sam na pewno oczekiwałbym większej czujności od instruktorów. Niestety, często można zobaczyć, jak kursant się miota, a obok instruktor zajęty jest rozmową telefoniczną.


…ale nie każdego!


Są i tacy, którym elki nie przeszkadzają.


- Muszę przyznać, może przewrotnie, że kibicuję elkom - mówi Bartosz Rajewski z Poznania. - Doskonale pamiętam, jak duży stres związany jest z kursem oraz egzaminem. Gdy widzę auto egzaminacyjne, staram się przejechać możliwie asekuracyjnie, tak żeby dodatkowo nie stresować kursanta. W Poznaniu szkoły nauki jazdy opanowały pewien obszar miasta w okolicy ośrodka egzaminacyjnego, gdzie rzeczywiście kursanci pojawiają się bardzo często. Mam jednak wrażenie, że przepustowość tych ulic jest na tyle duża, że zarówno nauka jazdy, jak i same egzaminy nie stanowią dużego problemu. Z pewnym niepokojem obserwowałem natomiast kolumnę samochodów z kursantami podążającą za egzaminem. Być może to dobry sposób na przetestowanie potencjalnej trasy egzaminacyjnej, jednak zarówno osoba egzaminowana, jak i inni uczestnicy ruchu mogą nie być z tym zachwyceni.


Sytuację z drugiej strony najlepiej obserwują instruktorzy jazdy, którzy mają mnóstwo uwag względem doświadczonych kierowców. Główny to nadmierna nerwowość, pośpiech i chęć pokazania, kto rządzi na drodze.


- Najczęściej z nieprzyjaznymi gestami czy atakami słownymi spotykam się w momentach, kiedy kursantowi gaśnie silnik na skrzyżowaniu, przepuszcza pieszego na światłach albo za wolno, zdaniem innych kierowców, przejeżdża przez światła - mówi Anna Lewicka, która jest zawodowym kierowcą.


Klaksony, wulgarne gesty, wyzwiska


„Normalne” w takiej sytuacji zachowanie to nerwowe klaksony z tyłu czy ostentacyjne wymijanie z piskiem opon. Przy okazji doświadczeni kierowcy lubią sobie też pomachać rękoma, postukać się w czoło, posłać elce kilka niecenzuralnych słów.


- Pół biedy, jeśli ta agresja przejawia się tylko w słowach i gestach - dodaje Anna Weronika Stortz-Skręty ze Szkoły Jazdy Crazy-Driver. - Wtedy każdy inteligentny człowiek wie, że najlepiej taką agresywną i niekulturalną osobę po prostu zignorować. Gorzej, jeśli ta złość wpływa na jego dalszą jazdę. Niestety, bardzo często tacy wkurzeni kierowcy odreagowują po chwili na jezdni, wykonując bardzo niebezpieczne manewry, zajeżdżając drogę kursantom czy próbując wymusić pierwszeństwo.


Również Marian Komarczyk, właściciel Szkoły Jazdy MaKo z Olsztyna, nie szczędzi gorzkich słów innym kierowcom.


- To wręcz absurdalne, bo przecież każdy z nich był kiedyś kursantem, potem początkującym kierowcą, a dziś zachowuje się jakby o tym zapomniał i wydaje mu się, że urodził się za kierownicą, choć jego umiejętności na drodze często wcale nie są powalające - mówi instruktor jazdy. - Klaksony są na porządku dziennym, także wulgarne gesty czy głośne uwagi, wyzwiska.


Anna Łukaszuk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0