- Jeżeli ktoś ma możliwości finansowe, to zwykle doradzam od razu zakup mocniejszych, szybszych i nowocześniejszych samochodów - opowiada Adam Kornacki, prowadzący program „Zakup kontrolowany” na antenie TVN Turbo.

Maciej Piaszczyński: Od kilku lat w TVN Turbo doradza pan osobom chcącym kupić swoje wymarzone cztery kółka. Łatwiej jest wybrać samochód dla kogoś czy dla siebie?


Adam Kornacki: - Ogólnie uwielbiam przebierać w ofertach samochodowych. Własny samochód zmieniam średnio co trzy lata, chociaż, niestety, jeżdżę nim dość rzadko. Rocznie objeżdżam około dwustu modeli samochodów, więc tygodniowo wsiadam statystycznie do trzech, dzięki czemu mogę motoryzację poznać od podszewki. Wracając do pytania, to oczywiście przyjemnie jest wybierać auto dla siebie, jednak fajnie jest również doradzać innym i poznawać ich motoryzacyjne gusty.


Ile osób skorzystało już z pańskich rad w TVN Turbo?


- Zrobiliśmy już grubo ponad dwieście odcinków, więc około dwustu osobom udało się w jakiś sposób doradzić. Myślę, że z jednej strony, jest to spore wyzwanie i odpowiedzialność, a z drugiej - duża przyjemność. Co tydzień poznaje się inne samochody i inny motoryzacyjny gust.


Porozmawiajmy o pana guście motoryzacyjnym. Które marki lubi pan najbardziej?


- Powiem przewrotnie, że moje ulubione marki to te, których nie widzi się codziennie na ulicach. Taką marką na pewno jest Gumpert, mała niemiecka manufaktura. Kolejne marki, już nieco bardziej popularne, to tak zwana wielka trójka, czyli Lamborghini, Ferrari i Porsche.


Czym jeździ pan prywatnie?


- Staram się tego nie ujawniać, jednak powiem, że jest to mały niemiecki granatowy samochód sportowy.


Młodzi kierowcy, którzy są świeżo po egzaminie na prawo jazdy, często marzą o autach o zacięciu sportowym. Czy pana zdaniem powinni spełniać marzenia od razu, czy raczej zaczynać od samochodów o małych osiągach?


- Są to dwie drogi, które obserwuje się przy wyborze pierwszego auta. Podobne dylematy są w sportach motorowych. Zawsze jest pytanie, czy wsiadać od razu do szybkiej wyścigówki, czy zacząć od małego zwinnego samochodu i stopniowo przesiadać się do większych aut. Początkowo byłem zwolennikiem właśnie tej drugiej drogi. Uważałem, że pierwsze auto powinno być tanie, małe i wolne, bo będzie można je bez większego żalu przytrzeć na parkingu. Z biegiem lat zmieniłem nieco zdanie i uważam, że w miarę możliwości trzeba wsiadać do auta, które daje nam nie tylko satysfakcję z jazdy, ale również poczucie bezpieczeństwa. W lepszych autach zwiększa się zarówno bezpieczeństwo bierne, jak i czynne. Mamy systemy kontroli trakcji i inne zaawansowane systemy dbające o nasze bezpieczeństwo. Jeżeli ktoś ma możliwości finansowe, to zwykle doradzam od razu mocniejsze, szybsze i nowocześniejsze samochody. Wtedy można czerpać z motoryzacji to, co najpiękniejsze.


Czy jednak młodzi kierowcy w Polsce są przygotowani do wsiadania od razu do takich samochodów?


- Pamiętajmy, że nikt nie może powiedzieć o sobie, że jest dobrym kierowcą. Osoby, które kończą szkolenie, są oczywiście dopiero na początku swojej drogi. Po egzaminie na prawo jazdy stajemy się uprawnionym do tego, aby uczyć się jeździć. Trzeba podejść do tej nauki z dużą pokorą. Nastawić się na zdobywanie doświadczenia tygodniami, miesiącami, a potem latami, a to, w jakim samochodzie się tych doświadczeń nabiera, jest drugorzędne.


Czy jazda samemu wystarcza, aby poczuć się w miarę dobrym kierowcą, czy też powinniśmy doskonalić swoją technikę w specjalnych ośrodkach?


- W Polsce ogólnie jazda samochodem jest dość ekstremalną sprawą. Ciągle mamy kiepskie drogi, a do tego skłonności do łamania przepisów. Zmienne są również warunki atmosferyczne. Latem bywa 30 stopni, a zimą -20. Na to wszystko musimy być przygotowani, więc moim zdaniem nie ma nic lepszego niż stałe doskonalenie swoich umiejętności. Sztuką jest przyznać się, że nie jest się idealnym kierowcą i zdecydować się na kurs doszkalający, bo przecież my, Polacy, wszyscy uważamy się za mistrzów kierownicy. Ja podziwiam ludzi, którzy takie decyzje podejmują i chcą się uczyć na kursach doszkalających.


Przez jakiś czas media żyły stłuczką, która przydarzyła się na planie „Zakupu kontrolowanego”. Jakie to uczucie siedzieć w samochodzie za 325 tys. zł, któremu nagle bok kiereszuje autobus? (luksusowe maserati GranTurismo ucierpiało podczas kręcenia programu „Zakup kontrolowany”. Gościem Kornackiego była aktorka Małgorzata Socha - przyp. red.)


- Popularność tej stłuczki jest fenomenem naszych czasów. Myśleliśmy, że będzie zainteresowanie, ale bardziej w kręgach motoryzacyjnych, a nie ogólnopolskich. Cóż można powiedzieć… Ja cztery razy dachowałem na torze wyścigowym, były to duże wypadki, o których nikt się nawet nie zająknął. Auta były prawie zmielone, a medialnego oddźwięku tu nie było. Stłuczka w maserati nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Właściwie to ja byłem tylko jej świadkiem i osobą, która te feralne drzwi otworzyła. Auto jest już naprawione, jeździ, a ja już właściwie zapominam o całej sprawie.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0