Władysław Drzazga: czy OSK to chłopiec do bicia?

Po przeczytaniu artykułu zamieszczonego w styczniowym numerze „Szkoły Jazdy” zatytułowanego „OSK – chłopiec do bicia”, postanowiłem napisać kilka refleksji oraz moich spostrzeżeń dotyczących funkcjonowania OSK w naszym kraju.

Jest wiele publikacji krytycznych o szkoleniu, egzaminowaniu, a także o funkcjonowaniu całej branży. Znane są przyczyny ogromnej frustracji osób zajmujących się prowadzeniem ośrodków szkolenia kierowców, a także każdy z nas jest w stanie wskazać, co należy zrobić, aby zmienić istniejący stan rzeczy. W moim przekonaniu, przepisy dotyczące programów szkolenia są bardzo dobre, tylko sposoby ich realizacji mają wiele do życzenia. Odpowiadając kol. Wiesławowi Wyżyckiemu autorowi wspomnianego artykułu na pytanie o choć jeden przykład realnego działania, który ma wpływ na poprawę BRD, wskazuję, że to właśnie my wykładowcy, instruktorzy mamy znaczący wpływ na bezpieczeństwo ruchu drogowego, poprzez uświadamianie naszych kursantów o skutkach nieprzestrzegania przepisów, a także prowadzeniu profilaktyki wspartej pokazem filmów, slajdów, których jest niezliczona ilość na rynku pomocy dydaktycznych. Robię to nieustannie na moich wykładach, między innymi po to, aby wywołać refleksję u przyszłych kierowców. Rozmawiam, dyskutuję i zapewniam, że są to najbardziej interesujące wykłady. Przepisów ruchu drogowego można nauczyć się z podręczników oraz świetnie opracowanych programów wizualnych z komentarzami lektora.

My instruktorzy musimy mieć pasję w naszej pracy, a także świadomość tego, że mamy misję do wykonania. W sytuacji, gdzie jeszcze około czterech tysięcy ludzi ginie na drogach rocznie, a dziesiątki tysięcy doznaje trwałego uszczerbku na zdrowiu, żeby nie powiedzieć staje się kalekami. Są to olbrzymie koszty społeczne. Żaden premier, minister nie zrobi za nas tej olbrzymiej pracy. Jeżeli w naszej pracy jako priorytet przyjmiemy zarabianie pieniędzy, a nie realizację misji, to efekty będą takie, jakie są. Nie pokazujmy na innych, niech każdy z nas robi swoje i robi to dobrze. Myślę, że jeżeli ktoś nie ma efektów finansowych, a także osobistych satysfakcji z pracy, nie musi tego robić i nie powinien narzekać. Powiem więcej, mnie również wiele się nie podoba w szkoleniu i egzaminowaniu kierowców oraz działalności OSK, o czym wielokrotnie pisałem, ale dawno doszedłem do wniosku, że nie będę kopał się z koniem i realizuję hasło „Polaku i obywatelu ratuj się sam”. Umiesz liczyć, licz na siebie. Od ponad 21 lat prowadzę firmę, szkolę wyłącznie na kategorię B. Na reklamę od lat nie wydaję ani grosza. Najlepszą reklamą jest polecenie osób, które odbyły kurs w moim OSK. Jak do tej pory nigdy nie narzekałem, że nie mam co robić. Jeżeli będę prowadził dalej OSK, to jestem pewien, że pracy mi nie zabraknie. I nie jest tak, że wszyscy zdają za pierwszym razem, z tym bywa różnie w zależności od poziomu stresu, a także nabytych umiejętności i wiedzy. Jedno jest pewne, że kursanci spotykają się życzliwością, pomocą, a także wyjątkową atmosferą. Z każdym rozmawiam osobiście, zapoznaję z regulaminem obowiązującym w ośrodku szkolenia oraz przedstawiam jak przebiega szkolenie i w jakim terminie. Na pytanie, jaka jest cena kursu, odpowiadam: jeżeli pan, pani decyduję się na szkolenie, to proszę możemy zaczynać i umówmy się, że jak się spodoba i będzie dobrze, to pani, pan mi dobrze zapłaci. Jeżeli uznacie, że ja szkolę źle, to nic nie płacicie i nie będę miał pretensji. Będę miał satysfakcję, że uczestniczył w kursie teoretycznym, a także pozbył się przysłowiowego kalectwa. Bo jak można nazwać osobę dorosłą, która nie zna zasad uczestnictwa w ruchu drogowym. Po szkoleniu teoretycznym, może przejechać trzy godziny bezpłatnie (po uzyskaniu orzeczenia lekarskiego) i wówczas może zdecydować, czy będzie się szkolił, czy nie. Jeżeli tak, wpłaca połowę ceny kursu i szkoli się. Aby było jasne, to informuję, że od 2008 r. mam cenę 1550 zł, a od 2012r 1600 zł.

Tak więc podaję pod rozwagę, czy warto prowadzić profesjonalnie szkolenie i spokojnie spać, nie bojąc się nalotu UKS-su oraz kontroli prowadzonych przez starostwo powiatowe? Ciągłe narzekanie na to, że ktoś przeszkadza, konkuruje ceną, a to są jakieś firmy krzak, a to przepisy mu przeszkadzają itp. Proszę skupcie swój wysiłek na pracy dla siebie i róbcie to dobrze, a efekty same przyjdą. Korzystając z okazji u progu 2012 r tego Wam życzę koleżanki i koledzy.

 

Władysław Drzazga – Gorzów Wlkp.

 

 

7 komentarzy do “Władysław Drzazga: czy OSK to chłopiec do bicia?”

  1. Drogi Władku! Przekazuję najlepsze życzenia Noworoczne.Róbmy swoje jak zalecał Pan Wojtek Młynarski.Ale nie mieszkamy w Belgi,która przez prawie dwa lata obywała się bez władz a Państwo funkcjonowało wspaniałe.My niestety musimy mieć dobre przepisy reguląjące podstawy Naszej działalności i mamy prawo się domagać aby na wszystkich szczeblach władzy traktowano nas poważnie.
    Życzę zdrowia i sukcesów Wojciech Szemetyłło

    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie Wojtku. To prawda co piszesz o władzy oraz relacjach władza-obywatel.
      Skoro nie możemy liczyć na polepszenie sytuacji w branży, starajmy się radzić sami i twórzmy życzliwą
      atmosferę koleżeńskiej współpracy. Co ja sądzę o władzy w Polsce, przesyłam mój artykuł zamieszczony
      w „Gazecie Lubuskiej” Pozdrawiam Wł. D.

  2. 12 stycznia zdałam egzamin za pierwszym razem i jestem jedną z tych, które takie rozmowy odbyły i taką procedurę przeszłam. Miałam wiele wątpliwości czy podołam zdobyć prawo jazdy, ale konsekwentna praca
    na de mną pana Władysława doprowadziła do wspaniałej radości „mam, mam,mam prawko” na które decydowałam się bardzo długo. Zapewniam, że przyślę znajomych na szkolenie do „DRIVERA” w Gorzowie

  3. Pingback: this content

Dodaj komentarz