Felieton Janusza Ujmy.

4 kwietnia nad Warszawą świeciło słońce, wielu już myślało o prawdziwej wiośnie tego roku. Tymczasem zmroziło nie tylko jajka na Wielkanoc, ale i naszych trzech liderów z PIGOSK,OIGOSK i PFSSK, którzy tego dnia przybyli do MTBiGM na umówione spotkanie w ramach konsultacji społecznych nad ustawą o kierujących pojazdami z sekretarzem stanu Tadeuszem Jarmuziewiczem i dyrektorem DTD Andrzejem Bogdanowiczem. Każdy z liderów reprezentujących nasze środowisko miał tylko jedną prośbę. OIGOSK - aby w art.53 ustawy był zapis o umożliwieniu brania udziału w egzaminach samochodów OSK. Przedstawiciele ministerstwa odpowiedzieli, że w tej sprawie zdanie należy i zależy od WORD (?!). PIGOSK prosiła o wprowadzenie cen minimalnych za jedną godzinę nauki jazdy. Panowie z ministerstwa oświadczyli, że w kryzysie premier naszego rządu źle widzi wszelkie manipulacje przy cenach i temat należy odłożyć ad acta. Prezes PFSSK chciał przeforsować likwidację z ustawy e-learningu. Dyrektor A. Bogdanowicz uznał to za wstecznictwo przy dzisiejszych technikach informatycznych i chęci korzystania z nich przez społeczeństwa świata.


Zdegustowani liderzy wydali na tę okoliczność do gawiedzi „Komunikat” i powrócili do siebie. Tymczasem na łamach portalu „Prawo Drogowe Image”, red. Michalewicz pyta o trendy w kierunku szkolenia i egzaminowania w Polsce. Kogo pyta? A jakże, bezpośrednio zainteresowanych - czyli dyrektorów WORD, którzy na stawiane pytania odpowiadają.


Pana ocena projektu rozporządzenia w sprawie egzaminowania?


Odpowiada pan Jacek Kobyliński, dyrektor WORD w Siedlcach. „Projekt znacząco zmieni egzaminowanie. Jest innowacyjny w zakresie egzaminu teoretycznego i na kategorie motocyklowe. Obecnie egzaminy świadczą o niskim poziomie wiedzy teoretycznej i zdawalność powyżej 80 procent jest utopią, bo testy kute są na pamięć i potem w czasie egzaminu spotykamy się z prawdą objawioną - gdyż 1/3 nie zdaje egzaminu praktycznego . Ci niedouczeni kierowcy potem powodują zagrożenia na drodze”. Wynika z tego, że wykaz deregulacji min. Gowina, proponowany e-learning i utajnione testy egzaminacyjne nie będą najlepszym rozwiązaniem w przyszłości. A więc należy stworzyć taki system, którego głównym celem będzie uzdrowić finanse WORD pod płaszczykiem dobra bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Z pewnością obecny stan jest wadliwy, gdyż ponad połowa kandydatów na kierowców oraz kierowców na kursach podwyższających uprawnienia i kwalifikacyjnych nie bierze w ogóle udziału w zajęciach, a zaświadczenia są wydawane. Jeśli ustaliliśmy, że OSK może być firmą jednoosobową, to taki „przedsiębiorca” jest alfą i omegą i nie ma czasu na zajmowanie się wykładami, praktycznym instruktażem i do tego coraz większą biurokracją. Przedsiębiorca działa po linii najmniejszego oporu, obniża ceny i poziom szkolenia, zajmuje się kompletowaniem akt i wypisywaniem zaświadczeń - tym bardziej że to właśnie u niego można uzyskać taką usługę najszybciej i najtaniej. Nie musi się reklamować, a i tak klientów mu przybywa, bo ważne jest zaświadczenie, a nie umiejętności i wiedza. W sytuacji, gdy chwalimy się w Polsce liczbą (nie jakością) studentów i wzrostem wyższego wykształcenia, powracanie w deregulacji do wykształcenia średniego wśród egzaminatorów, a poniżej średniego wśród wykładowców i instruktorów nauki jazdy, jest jakimś urojeniem. Czyżby Dyzma i ciemnogród byli preferowani przez byłego rektora?


Nie sądzę, że to jego pomysł. Dzisiaj Sejm może wszystko przepchnąć i nie dziwota, że w Chinach przestrzegają o powrocie rewolucji kulturalnej. Inteligenci do łopat, a J. Kaczyński bez prawa jazdy i szofera nie prześcignie Tuska. Więc jest tutaj jakaś idea. W większości krajów unijnych te zawody wymagają coraz wyższego specjalistycznego wykształcenia. Chyba że weźmiemy przykład z Brazylii, gdzie swego czasu można było jeździć samochodem czy motocyklem bez prawa jazdy.


Dzisiaj, jeśli pytamy jakiegoś parlamentarzystę o zawód i w czym jest dobry, odpowiada, że jest politykiem. W polskiej klasyfikacji nie ma takiego zawodu ani szkoły, są spin doctorzy, którzy podpowiadają rozwiązania bez merytorycznego przygotowania. Najlepszym rozwiązaniem jest to, co podpowiedzą im dyrektorzy WORD. Pozycja materialna i społeczna instruktora nauki jazdy zatrudnionego na etacie jest dzisiaj bardzo marna. Obwarowany jest przepisami, że nie może jeździć więcej jak osiem godzin dziennie przy stawce 10 złotych brutto (bo nikt go nie ubezpieczy na wyższą) i przynosi do domu żywą gotówkę 1200 zł. Więc aby wyżyć, będzie uciekał w szarą strefę, do której zmusza go ustawodawca. Na etatach na 35 tysięcy instruktorów zatrudnionych jest nie więcej jak 20 procent, reszta na umowach śmieciowych. Wszyscy o tym wiedzą, ale udają głupa, a w nowej ustawie o kierujących na ten temat grobowa cisza.


Po rządzących spływa to jak woda po kaczce. Oby nie mówili, że nie wiedzieli, iż chcą nam wepchnąć następnego knota, który niczego nie porządkuje, a wprowadzi jeszcze większy chaos. Delegaci PFSSK na ostatnim walnym zebraniu domagali się zbiorowego protestu pod ministerstwem TBiGM. Podają wszystkie luki prawne i zaniedbania w zakresie szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców i kierowców oraz konkretne rozwiązania. Wśród instruktorów i kierowników ośrodków szkolenia kierowców wrze.


Dalsze zasłanianie się rządzących zasadami wolnego rynku dowodzi, że nie są merytorycznie przygotowani do sprawowania zajmowanych stanowisk, działają na szkodę naszego środowiska, szkodę bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Nikt się nie martwi, że wiele ośrodków szkolenia upadnie, że zapanuje jeszcze większe bezrobocie. Bezsensowne są szkolenia instruktorów i kadry OSK w ramach Kapitału Ludzkiego z UE - jest to tylko trwonienie pieniędzy z wyzyskiwaniem rynku przez niektóre sprytne jednostki i organizacje. Federacja jako organizacja społeczna nie ma sił i środków, aby się tym złym zjawiskom przeciwstawić. Delegaci mają uzasadnione pretensje, że już upłynął kwartał od vacatio legis, a w sprawie ustawy o kierujących pojazdami i innych rozporządzeń nic się nie robi. Czeka się, że sprawy przyschną i podda się posłom pod głosowanie zdechłą ustawę i przygotowane przez „zegarmistrzów” rozporządzenia. Będzie to dla wszystkich wielka szkoda i jeszcze okaże się, że w niczym nie umiemy sobie poradzić. Zawsze stosujemy jakieś półśrodki. Brak jest zrozumienia i dobrej woli.


Konsultacje społeczne w sprawie ustawy o kierujących pojazdami będą kontynuowane. Miejmy nadzieję, że kwietniowe spotkanie naszych liderów w ministerstwie było tylko wiosennym przesileniem i ostatnie przymrozki przyniosą jakieś otrzeźwienie.


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0