Andrzej P. pomógł swojemu krewnemu zdać egzamin na prawo jazdy. Wziął za to 400 euro, koniak i ... czekoladki. Przestępstwo popełnił 10 lat temu, ale wyrok usłyszał dopiero kilka dni temu.

Rok więzienia (w zawieszeniu na trzy lata), 2 tysiące złotych grzywny oraz zakaz piastowania stanowisk kierowniczych związanych z egzaminowaniem kandydatów na kierowców - taka jest cena łapówki, którą przyjął Andrzej P., wicedyrektor Pomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Gdańsku. Zakończony w ubiegłym tygodniu proces relacjonował „Dziennik Bałtycki”.


Sprawa, którą badała prokuratura rejonowa w Pruszczu Gdańskim, zdarzyła się w 2006 roku. Z ustaleń śledczych wynika, że Andrzej G., krewny wicedyrektora PORD, uzyskał prawo jazdy, mimo że nie wziął udziału w egzaminie teoretycznym. Test wypełniła za niego inna osoba?! Egzaminator, który do tego dopuścił, nie usłyszał zarzutów. Na ławie oskarżonych zasiadł tylko wicedyrektor PORD. Bo to on miał organizować cały „przekręt” i przyjął za to korzyść majątkową: 400 euro, koniak i pralinki.


Przestępstwo ujawnił G. i jego matka Elżbieta Ł. (poszli na współpracę z prokuraturą, kiedy groziła im kara za inne przestępstwo). Andrzej P. przekonywał, że to pomówienia i zemsta. Za co? Za zwolnienie ze stanowiska egzaminatora drugiego syna Elżbiety Ł. Wicedyrektor PORD - w ocenie prokuratury - stosował wobec Ł. I G. - groźby bezprawne. Próbował ich nakłonić, by nie składali obciążających go zeznań.


Jednym z kluczowych dowodów w sprawie była... nieznajomość języka polskiego. Andrzej G. od dziecka mieszka w Niemczech. Nie umie pisać i czytać po polsku, więc nie poradziłby sobie z egzaminem teoretycznym na prawo jazdy. Dlaczego przystąpił do egzaminu? Bo stracił uprawnienia do kierowania pojazdami za wykroczenia drogowe. Wicedyrektor PORD bronił się, argumentując, że oskarża się go na podstawie „zeznań oszusta i wielokrotnego recydywisty”.


Sędzia, uzasadniając wyrok, stwierdziła, że była to „swego rodzaju przysługa rodzinna”. Ale - jak podkreśliła - nic nie może usprawiedliwiać tego, żeby osoba piastująca takie stanowisko przyjmowała jakiekolwiek korzyści majątkowe związane z naginaniem przepisów prawa - czytamy w relacji reportera „Dziennika Bałtyckiego”.


Andrzej P. może pracować w PORD do momentu uprawomocnienia się wyroku. Jego adwokaci zapowiedzieli apelację.


red                   

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0