Używasz kamery samochodowej? Uważaj!

wideorejestrator

Mimo że do używania kamer samochodowych zachęcają nas ubezpieczyciele i policja, ich legalność wzbudza duże zastrzeżenia. Czy można z nich korzystać? Tak, lecz nie należy publikować nagrań w internecie.

Kamera w aucie. Z czym może się kojarzyć? Niejednemu kierowcy z nieoznakowanym radiowozem i policjantami rejestrującymi zdarzenia drogowe. Z kolei pracownikom salonów samochodowych z najnowocześniejszymi rozwiązaniami zwiększającymi bezpieczeństwo podróży. A sprzedawcom elektroniki? Z niedrogimi wideorejestratorami, które cieszą się coraz większą popularnością. Można tak jeszcze długo wymieniać – zależnie od profesji i zainteresowań.

Jedno nie ulega wątpliwości. Niewielkie przenośne kamery stały się prawdziwym hitem wśród zmotoryzowanych, tak jak przed laty radio CB. Służą kierowcom nie tylko do dokumentowania najpiękniejszych tras, ale także jako „czarne skrzynki”, dzięki którym w razie jakichkolwiek wątpliwości można odtworzyć przebieg zdarzenia. I ułatwić konfrontację (np. w przypadku sprzecznych zeznań stron), gdy dojdzie do kolizji czy innego zdarzenia drogowego.

Szeroki wybór

Na rynku jest dostępnych mnóstwo urządzeń i rozwiązań. Można kupić niewielkie kamery mocowane do szyby, urządzenia nawigacyjne wzbogacone o funkcję nagrywania filmów albo zmienić smartfon czy tablet w urządzenie rejestrujące dzięki odpowiedniej aplikacji (przykładem jest Rysiek, który łączy funkcję nagrywania filmów z ostrzegaczem drogowym).

– Gadżety i aplikacje skierowane do kierowców cieszą się w naszym kraju niesłabnącą popularnością – mówi Adam Bąkowski, prezes Zarządu NaviExpert. – Coraz więcej kierowców chce korzystać z aplikacji drogowych ubezpieczających ich podróże. Ostrzegacze i wideorejestratory należą do tej samej grupy. My łączymy je w jednej aplikacji. Dla kierowcy to przede wszystkim wyższy komfort podróży – bo nie musi uruchamiać kilku aplikacji czy urządzeń naraz. Kolejny plus to oszczędność – zarówno aplikacja, jak i wszystkie jej funkcje są darmowe

Dostępne produkty różnią się między sobą jakością zapisywanych filmów oraz funkcjonalnościami. Najprostsze umożliwiają jedynie rejestrację krótkich filmów w stosunkowo niskiej rozdzielczości. Nieco lepsze wyróżniają się wyższą jakością obrazu (np. Full HD), automatyczną ochroną plików przed skasowaniem czy geolokalizacją, czyli rejestracją koordynatów GPS. W przypadku najbardziej zaawansowanych urządzeń dodawane są także funkcje nawigacji, ostrzegania przed kontrolami radarowymi oraz wzajemnej komunikacji między kierowcami informującymi się o zdarzeniach na drodze. Niezależnie od klasy sprzętu, ceny i jego funkcjonalności wszystkie dostępne produkty łączy jedno. Kontrowersje prawne związane z użytkowaniem kamer oraz udostępnianiem i publikacją filmów.

Ubezpieczyciele pytają o nagrania

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z perspektywy policji czy firm ubezpieczeniowych wideorejestratory są bardzo przydatne. Nie jest oczywiście tajemnicą, że każdy ma w tym swój interes.

– Z mojego punktu widzenia, jako osoby zarządzającej likwidacją szkód, nagrania z wideorejestratorów to wielki pozytyw – mówi Oktawiusz Ozimski z firmy Link4. – Często rozwiewają wątpliwości, nie dając pola manewru na pojawienie się jakichkolwiek błędów przy ustaleniu odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę.

I trudno mu się dziwić. Jeśli dzięki nagraniu można w sposób bezsporny ustalić przebieg zdarzenia, to jest to ważny krok w stronę ograniczenia oszustw ubezpieczeniowych, polegających na wymuszeniu odszkodowania w ramach sfingowanego zdarzenia. A przy okazji ograniczenia liczby nieuczciwych klientów.

– Od pewnego czasu zarówno poszkodowanego, jak i sprawcę pytamy przy rejestracji szkody, czy zdarzenie nagrano kamerą umieszczoną w samochodzie. Wykorzystujemy tego typu materiały przesłane przez klientów przy ustaleniu odpowiedzialności za szkodę – dodaje Ozimski.

Policjanci czekają na filmy

Także policjanci otwarcie zachęcają do nagrywania sytuacji na drodze i dzielenia się filmami. Uruchomili w tym celu skrzynki poczty elektronicznej w ramach akcji „Stop agresji drogowej”. Zarządzane są one przez właściwe miejscowo komendy wojewódzkie policji, które zajmują się ujawnionymi naruszeniami przepisów ruchu drogowego. Dzięki nagraniom łatwiej jest walczyć przede wszystkim z tymi użytkownikami dróg, którzy stwarzają zagrożenie dla ruchu, a nie są wyłapywani przez patrole. Tylko w województwie dolnośląskim w ciągu pierwszego roku akcji z ponad 700 zgłoszeń aż 430 ukarano zmotoryzowanych za wykroczenie lub skierowano wnioski do sądu. W Małopolsce zaś dwie trzecie z ponad 850 nadesłanych filmów miało finał w postaci prawnych konsekwencji.

Internetowi szeryfowie

A jakie jest z kolei stanowisko generalnego inspektora ochrony danych osobowych? Choć nie piętnuje on zjawiska udostępniania nagrań, to zwraca uwagę na istotny problem. Na stronie urzędu w publikacji „Przy umieszczaniu filmów w sieci potrzebna jest rozwaga” czytamy, że „Jeśli na nagraniu bądź zdjęciu, które zrobiliśmy na swój użytek, pojawi się dowód czy materiał, który może stać się dowodem popełnienia wykroczenia bądź przestępstwa, to nie tylko możemy, ale wręcz musimy przekazać tego typu informacje policji lub organom ścigania. Gorzej, jeżeli sami postanawiamy być szeryfami i umieszczamy np. w internecie lub w inny sposób rozpropagowujemy zdjęcia czy filmy, które nagraliśmy. Wówczas musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nawet jeśli robiliśmy je pierwotnie na prywatne potrzeby, a teraz zaczynamy je udostępniać, wpadamy nie tylko w reżim ustawy o ochronie danych osobowych, ale przede wszystkim w reżim kodeksu cywilnego. Osoba, która uzna, że poprzez taką publikację naruszone zostały jej dobra osobiste, może nas pozwać do sądu”.

Trzeba mieć na uwadze, że skoro w Polsce wciąż nie ma przepisów o monitoringu wizyjnym (prace nad projektem ustawy trwają od kilku lat), sprawy związane z nagraniami rejestrowanymi przez kamery samochodowe rozpatrywane są na podstawie przepisów o ochronie danych osobowych. I nic nie wskazuje na to, by sytuacja szybko uległa zmianie, o czym można się przekonać, sprawdzając stan projektu na stronach rządowego centrum legislacji.

Tak, ale…

Niezależnie od kontrowersji związanych z przestrzeganiem przepisów ustawy o ochronie danych osobowych jedno nie ulega wątpliwości: jak dotąd nie ma regulacji prawnych zakazujących używania kamer samochodowych rejestrujących różnorodne wydarzenia. To oznacza, że kierowcy mogą bez obaw montować sprzęt i dokumentować przejazdy. A w sytuacji, gdy nagranie będzie potrzebne do wyjaśnienia wątpliwości w postępowaniu z policją czy ubezpieczycielem, trzeba pamiętać o zachowaniu określonych wymogów.

– Musimy pamiętać, by nie poddawać nagrań obróbce, modyfikacjom ani żadnej innej technicznej ingerencji – tego typu materiał będzie miał dla sądu nikłą wartość dowodową – tłumaczy adwokat Monika Chajec z Kancelarii Siemianowski, Mietlarek & Partnerzy. – Powinniśmy też zwrócić uwagę na to, by nie umieszczać filmów z wideorejestratora w internecie z uwagi na ochronę danych osobowych. Jeśli bowiem wideo daje możliwość zidentyfikowania osoby będącej sprawcą (np. na podstawie numeru rejestracyjnego auta), zaczynamy podlegać pod reżim ustawy o ochronie danych osobowych, możemy też zostać pozwani o naruszenie dóbr osobistych.

Innymi słowy: korzystajmy z wideorejestratora w samochodzie. Ale uważajmy z publikacją nagrań.

Jakub Ziębka

Wasze komentarze (1)

  1. Izba: Izba Karna Sygnatura: I KZP 33/05 Typ: Uchwała SN Opis: Orzecznictwo Sądu Najwyższego-Izba Karna i Wojskowa 2005/11/106 Wokanda 2006/5/14 Data wydania: 2005-10-27 UCHWAŁA Z DNIA 27 PAŹDZIERNIKA 2005 R. I KZP 33/05 Tablice rejestracyjne pojazdów nie są ,,znakami identyfikacyjnymi" w rozumieniu art. 306 k.k. To tak dla Pani mecenas i Partnerzy :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.