Chciałoby się wakacyjnie, tak po prostu i dosłownie, popleść o rybach i grzybach. Mimo radości przepełniającej telewizory - nie potrafię.

Pisałem, że będę przyglądał się z uwagą dorocznym walnym zebraniom organizacji społecznych środowiska OSK. Niedawno odbyło się takie zebranie OIGOSK z s. w Koszalinie. Sukces, sukces, sukces. Setki kropek i przecinków poprzestawiane, Komisja Rewizyjna i jej słynny raport, szczególnie niemiły dla capo di tutti capi, przemielone i ulepione na nowo, myślący inaczej skutecznie wykopani, a niektórzy nawet wyprowadzeni przez policję. Za płotem doczekali się werdyktu niedawnych kolegów.


Praworządność i demokracja


Capo di tutti capi uznał za stosowne wzmocnić przekaz, zamieszczając triumfalne fotki na oficjalnej stronie OIGOSK. Zawsze twierdziłem, że jedno zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów. Wejdźcie na stronę OIGOSK. Naprawdę warto, choćby dla dwóch zdjęć. Jedno z nich przedstawia promiennie uśmiechniętego już nie byle kogo, bo członka honorowego, prezesa ministerialnie usankcjonowanego, pana Romana Stencla, przekazującego dostęp do konta OIGOSK zaufanemu skarbnikowi. Ofiara poprzedniego skarbnika, który wyleciał na żądanie pana prezesa, najpierw z funkcji, a następnie z organizacji, nie poszła na marne. Po siedmiu latach istnienia OIGOSK, oprócz pana Stencla, dostęp do konta będzie miała druga osoba, skarbnik. Zaiste, szalejąca praworządność i demokracja zapanowały w OIGOSK. Druga radosna fotka przedstawia błogostan zespołu powołanego do rozpatrzenia odwołania wywalonego skarbnika. Staram się domyślić, co tak cieszy naszych, do niedawna, kolegów. Może myśl o przyjemności, jaką za chwilę sprawią panu prezesowi i jego totumfackiemu, a może myśl o zasłużonej wieczornej imprezie. Dobrze jest widzieć radosne twarze znamienitych przedstawicieli naszego środowiska. Polska Partia Uczciwości, na razie pomysł serialowy, przy takim potencjale osobowym ma realne szanse zaistnienia. Chyba że Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju okaże się nierychliwe, ale dociekliwe i wreszcie przyjrzy się oryginalnym dokumentom, świadczącym o nielegalności wyboru pana Romana Stencla na prezesa OIGOSK. Wystarczy zwrócić się do KRS w Koszalinie. Rozumiem, że nie jestem ulubionym petentem urzędników pani minister Bieńkowskiej, ale mam urzędowy dowód, że mój wniosek w tej sprawie dotarł 31 marca 2014 roku do adresata, a nie na pocztę w Berdyczowie. Uprzejmie proszę panią minister Elżbietę Bieńkowską o zachęcenie podległych urzędników do pochylenia się nad moim wnioskiem. Słyszałem, że w naszym wspaniałym państwie nawet takiego marnego raba jak ja trzeba traktować zgodnie z prawem, a nie według urzędniczego widzimisię.


Jarmuziewicz Style czy ghostwriter? 


Teraz kilka zdań o tytułowych rybach i grzybach. Pan poseł Józef Lassota w interpelacji nr 25838 zwrócił się do ministra infrastruktury i rozwoju m.in. z pytaniem o przyczynę, dla której kandydatów na prawo jazdy kat. A2 i A trzeba od pierwszej godziny szkolenia wsadzać od razu i wyłącznie na potężne maszyny pod groźbą zamknięcia OSK, który do tak niebezpiecznej i nieracjonalnej metodyki szkolenia się nie zastosuje. Wiele doświadczeń, w tym tragiczne z Lublina, wskazuje, że jest to pytanie zasadne i bardzo ważne. Zamiast odpowiedzi na temat, pan poseł został poinformowany o przepisach Unii Europejskiej, dotyczących pojazdów egzaminacyjnych. Poseł o rybach, a minister mu na to trzy po trzy o grzybach. Czyżby Jarmuziewicz Style znalazł kontynuatorów? A może ghostwriter w ministerstwie pozostał ten sam? Pragnę w tym miejscu zwrócić uwagę na jeszcze jeden tytuł do chwały dla ministerialnych urzędników. Otóż żaden przepis unijny nie reguluje spraw związanych ze szkoleniem na prawo jazdy kat. A i B. Poszczególne państwa mają w tym zakresie pełną swobodę. Jak ją wykorzystują nasi urzędnicy, na konto państwa polskiego, widzimy. Jest autorski dorobek, jest okazja do zarobienia na sprzedaży polskiej myśli szkoleniowej do najbogatszych krajów Unii. Skoro biedną Polskę stać na wyasfaltowanie, wybrukowanie, zabetonowanie milionów metrów kwadratowych, żeby na nich namalować sztuczne pasy ruchu i koperty, to bogate Niemcy w ramach spójności unijnej nie powinny dłużej się migać. Stadion Narodowy czeka na co najmniej paneuropejską konferencję, poświęconą tym rewolucyjnym osiągnięciom polskiej myśli edukacyjnej.


Na początek proponuję trochę skromniejsze działania. Niech i ciemny lud coś ma. Podpowiedzi znalazłem w UoKP. Tak, tak, to jest beznadziejna ustawa, ale dobre pomysły można znaleźć także w tej kupie... Art. 51 ust. 4b pozwala na przeprowadzanie egzaminów państwowych na prawo jazdy kat. AM, A1, A2, A, B1 lub B w mieście wskazanym przez sejmik wojewódzki na wniosek marszałka województwa. Nic, tylko brać żywcem i stosować. BRD nie ucierpi, a obywatele ogromnie zyskają. Natomiast art. 51 ust. 5. pkt 1 pozwala WORD-om wynajmować place manewrowe od podmiotu wykonującego przewozy tramwajowe. Nieznaczna modyfikacja tego artykułu pozwoli WORD-om wynajmować place manewrowe od OSK. Zyskają kandydaci na kierowców, WORD-y, OSK i samo szkolenie. To na wypadek, gdyby tzw. ustawodawca upierał się, że place manewrowe na kat. B w Polsce muszą zostać. Proste i logiczne? To dlaczego tego nie zrobić? Może znajdzie się kolejny poseł Litwiński, który będzie miał odwagę spojrzeć na rzeczywistość bez fałszywych dogmatów, po obywatelsku. Obecna nowelizacja wlecze się niemiłosiernie. Oprócz tego strona rządowa wykazuje nadmierną słabość wobec WORD-ów. Weźmy choćby art. 53a. ust. 3 mówiący o tym, że jeżeli OSK nie podstawi pojazdu egzaminacyjnego swojemu kursantowi, niezależnie od przyczyny, to ma ponieść dodatkowe koszty na rzecz WORD. To już za Robin Hooda szeryf z Nottingham był sprawiedliwszy. Za co OSK ma dopłacać WORD-owi, skoro ten pobrał od egzaminowanego pełną opłatę? Skąd to niesprawiedliwe rozwiązanie? OSK będzie likwidowany za upublicznienie przebiegu egzaminu państwowego. Ani słowa o karze, jaka spotka WORD, jeżeli taki zapis wyjdzie z tej instytucji, a przecież takie przypadki są znane. 


Efektywność, transparentność


Nie udało się ministrowi Rynasiewiczowi po świętach przedstawić nowej koncepcji szkolenia i egzaminowania, może uda się po wakacjach. Bardzo często słyszymy przemądrzałe pienia na temat niedobrego szkolenia, bo „pod egzamin”. Ja uważam, że szkolenie „pod egzamin” powinno być kluczowym elementem nowego systemu szkolenia i egzaminowania. Nowy egzamin powinien być tak skonstruowany, że kto przez niego przejdzie z pozytywnym wynikiem, na pewno zna i rozumie przepisy ruchu drogowego i potrafi w nim bezpiecznie uczestniczyć. Koncentrując siły i środki na tym kluczowym elemencie procesu prowadzącego do dopuszczenia obywatela do uczestnictwa w ruchu drogowym państwo będzie działało skutecznie, efektywnie i transparentnie. Chodzi mi po głowie jeszcze wiele spraw, którymi chciałbym się z Państwem podzielić, ale pomyślałem, że zarówno moim przeciwnikom, jak i moim sympatykom należy się ulgowa porcja Kubisia na wakacje. Obfitości ryb i grzybów życzę. Dosłownych. 


Eugeniusz Kubiś


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0