Transport w kryzysie. Potrzebne są zmiany. Felieton Marka Rupentala

Polskie firmy z branży transportowej narzekają na brak pracowników. Jeśli nie zmienimy przepisów, sytuacja się nie poprawi. A pole do popisu jest wyjątkowo duże.

Branża transportowa jest specyficzna. Dlaczego? Bo przygląda się jej cała armia podmiotów czekających na możliwość skontrolowania firm oraz pracujących w nich kierowców. To m.in. Inspekcja Transportu Drogowego, policja, Straż Graniczna, Krajowa Administracja Skarbowa, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, urzędy skarbowe oraz Państwowa Inspekcja Pracy. Nie znaczy to wcale, że żadnych kontroli być nie powinno. Ale wiadomo, wywołują one u przedsiębiorcy pewną dozę niepewności. Przecież ujawnienie nieprawidłowości czy choćby niewielkich uchybień może skutkować dotkliwą karą finansową lub utratą dobrej reputacji.

Spokojnemu prowadzeniu działalności transportowej nie sprzyja także deficyt zawodowych kierowców. Przecież za leasingowane samochody trzeba płacić. A auto samo na siebie nie zarabia! Jedno jest pewne. Przy tak ogromnych brakach kadrowych kierowcy mają okazję wyegzekwować od przedsiębiorców warunki płacowe, o których jeszcze niedawno nawet by nie śnili.

Minimalne stawki, kontrole podczas odpoczynku i brak pracowników

Życia przedsiębiorcom nie ułatwiają także rządy państw tzw. starej Unii Europejskiej, które za wszelką cenę starają się podrożyć koszty naszych przewoźników. Jak? Chodzi o wdrażanie nowych obostrzeń, jak choćby minimalne stawki godzinowe za pracę kierowcy podczas pobytu na ich terytorium. Stosują je już Niemcy, Francuzi, Norwegowie, Włosi oraz Austriacy. Takie obwarowania sprawiają, że przewoźnicy tracą dochody, zdarza się, że biznes staje się wręcz nieopłacalny.

Polskim przewoźnikom życie uprzykrzają także kontrole wykorzystywania przez kierowców regularnego tygodniowego odpoczynku. Bo kierowcom nie wolno odpoczywać w pojeździe, muszą być oddelegowani do hotelu.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że przeprowadzane na terytorium niektórych państw kontrole przestrzegania tego przepisu są niezgodne z prawem. Dlaczego? Bo przerywają odpoczynek kierowcy. Kontrolerzy nie widzą w tym problemu. Ale zauważają go, gdy w trakcie odpoczynku kierowcy dochodzi, gdy kierowca przejedzie się samochodem choćby przez minutę. Wtedy ochoczo nakładają kary finansowe.

Co powinien zrobić kierowca podczas takiej kontroli? Przede wszystkim przestawić selektor tachografu na pozycję „koperta”, gdyż jego odpoczynek został przerwany, skoro pozostaje do dyspozycji kontrolującego.

Sytuacji polskich transportowców nie poprawia obowiązek uczestniczenia przez kierowców w szkoleniach. Osoby, które wyrobiły prawo jazdy kategorii D lub D1 po 10 września 2008 roku lub C1, C po 10 września 2009 roku, muszą uzyskać kwalifikację wstępną (280 godzin, cena – ok. 6 tys. zł) lub kwalifikację wstępną przyspieszoną (140 godzin, cena – ok. 2,5 tys. zł). Może właśnie ze względu na ceny do zawodu nie garnie się wiele osób? Bo trzeba wspomnieć, że uzyskanie kategorii C lub D prawa jazdy także nie jest tanie.

Nieuczciwy przedsiębiorcy

Z kolei szkolenia okresowe, choć nie są już tak kosztowne, dla wielu kierowców stanowią znaczną uciążliwość. Chodzi przede wszystkim o to, że brakuje im na nie czasu. Poza tym podmioty prowadzące szkolenia nie są w stanie organizować grup, tak jak w przypadku kandydatów na kierowców. Zdarza się, że rozpoczyna je jeden kursant.

Szkolenia są także nie na rękę firmom. Bo takie zajęcia komplikują organizację pracy przedsiębiorstwa. Każdy dzień nieobecności kierowcy w pracy oznacza utratę dochodów. Dlatego zdarza się, że kierowcy szukają ośrodków, w których po pięciu dniach otrzymają świadectwo bez potrzeby uczestniczenia w zajęciach.

Ceny szkoleń okresowych są dumpingowe. Bo jak tu mówić o opłacalności, gdy wynoszą 200 zł? Do tego obecne przepisy sprawiają, że bardzo trudna jest ich kontrola.

Zgodnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej urząd jest zobligowany do pisemnego powiadomienia ośrodka o przeprowadzeniu kontroli. Kontrolerzy mogą stawić się między siódmym a trzydziestym dniem po dostarczeniu takiej wiadomości. Czyli co najmniej dwa dni po… zakończeniu szkolenia.

Na szczęście nieuczciwym przedsiębiorcom przyglądają się wojewódzkie komendy policji. Coraz częściej porównuje się terminy, w których kierowca miał uczestniczyć w szkoleniu, z zapisami jego aktywności na tachografie. Wszczynane są postępowania karne. Dotyczą one również kierowców, którzy w ten sposób uzyskują świadectwo kwalifikacji. Może więc warto poświęcić dwa weekendy i zdobyć przedłużenie uprawnień zawodowego kierowcy zgodnie z prawem?

A może szkolenia powinny trwać dwa dni? Kierowcy mogliby przedłużyć uprawnienia i poszerzyć wiedzę o najistotniejsze kwestie, zamiast spędzać pięć dni na przyswajaniu informacji, których nigdy nie wykorzystają w swojej pracy. Oczywiście ten problem nie dotyczy tylko nas, ale wszystkich państw Unii Europejskiej…

Marek Rupental

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.