Na terenie blisko 40-milionowego kraju powinno znajdować się przynajmniej kilka torów wyścigowych. Jak wygląda sytuacja w Polsce? Media i amatorzy szybkiej jazdy od lat jak mantrę powtarzają, że brakuje tego typu obiektów. Ile w tym prawdy?

Każdy tor jest inwestycją w krzewienie kultury motoryzacyjnej i bezpieczeństwo. Na całym świecie profesjonalne zawody stanowią niewielki wycinek ich działalności. Tory zarabiają na siebie organizowanymi na nich szkoleniami, firmowymi imprezami integracyjnymi, prezentacjami nowych aut dla dilerów, klientów i dziennikarzy, zlotami czy amatorskimi zawodami - z pomiarem czasu lub bez. Wzorcowym przykładem perfekcyjnie wykorzystanego toru jest północna pętla niemieckiego Nürburgringu. Do wczesnych godzin popołudniowych 21-kilometrowa serpentyna w górach Eifel jest poligonem dla inżynierów testujących silniki i zawieszenia aut, które niebawem trafią na rynek. Później tor otwiera swoje podwoje dla kierowców. Każdy, kto jest gotowy zapłacić 25 euro za jedno okrążenie, może poczuć magię Zielonego Piekła. I chociaż cena jest daleka od okazyjnej, pod szlabanem broniącym dostępu na trasę nierzadko ustawiają się długie kolejki. Kierowcom nie przeszkadza nawet fakt, że za likwidację skutków spowodowanych przez siebie wypadków czy naprawę uszkodzonej infrastruktury będą musieli zapłacić z własnej kieszeni.


Pierwsze były Kielce i Poznań


W Polsce przez lata zawody odbywały się na improwizowanych torach wyścigowych - np. szczecińskiej Magnolii, którą wytyczono na węźle poniemieckiej autostrady. Przełomem był 1977 rok, kiedy uruchomiono tory w Kielcach i Poznaniu. Pętla pierwszego częściowo pokrywała się z drogą krajową 74 między Kielcami a Piotrkowem Trybunalskim. Na czas zawodów konieczne było więc wytyczanie objazdu, co w dobie rosnącego natężenia ruchu stawało się coraz trudniejsze. Od dekady obiekt gości już tylko amatorskie imprezy, które odbywają się na niedostępnej dla ruchu części toru i jego kartingowym fragmencie. W pełni niezależny od publicznej infrastruktury jest natomiast Tor Poznań (4083 m), który wziął na siebie ciężar organizowania mistrzostw Europy strefy centralnej, mistrzostw Polski i przeróżnych imprez dla amatorów. Do puli najlepszych torów dołączył Silesia Ring w Kamieniu Śląskim, który konfiguracją i długością trasy (3636 m), liczbą zakrętów czy rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa (bariery i żwirowe pułapki) nie ustępuje Torowi Poznań.


Coraz bogatsza infrastruktura


Rallycrossowe tory w Toruniu i Słomczynie zostały doinwestowane - można już na nich wytyczyć pełne okrążenie po nawierzchni asfaltowej bądź mieszanej. Ewoluowały także obiekty zbudowane na lotniskach - bogatą infrastrukturą dysponują obiekty w Ułężu, Bednarach czy Debrznie. Nie można również zapominać o ODTJ-otach, dysponujących torami - Autodromie Pomorze, Torach Jastrząb i Łódź czy Moto Parku Kraków. Imprezy motoryzacyjne odbywają się też na lotniskach w Borsku, Białej Podlaskiej, Kluczewie, Kamieniu i Zegrzu Pomorskim czy Oleśnicy, przy czym zawody na improwizowanych torach raz pojawiają się w kalendarzach, innym razem z nich wypadają, chociażby z powodu zmiany polityki właściciela obiektu.


Co z torem Formuły 1?


Od kilku lat jak bumerang powraca temat budowy w Polsce toru Formuły 1. Narodowe Centrum Sportów Motorowych i Rekreacji, czyli motoryzacyjne centrum światowego kalibru, poza torem wyścigowym posiadające także tory żużlowy, offroadowy i kartingowy, ośrodek doskonalenia techniki jazdy oraz infrastrukturę z dużą liczbą miejsc do parkowania, a nawet lądowiskiem dla helikopterów, miałoby powstać pod Gdańskiem. Realizacja inwestycji jest jedynie kwestią pozyskania działki (Gdańsk deklarował wolę przekazania jej) oraz środków - szacunki mówią o 100 milionach euro. O możliwości wyłożenia części z nich mówiła Bałtycka Grupa Inwestycyjna. Stworzenie nawet najlepszego toru nie przełoży się na natychmiastowy sukces obiektu. Utrzymanie hektarów różnorodnej infrastruktury byłoby niezwykle kosztowne. Szacunki mówią nawet o 50 mln zł rocznie. Aby tor zaczął na siebie zarabiać, musi przyciągać kibiców. Ci jednak nie pojawią się, jeżeli obiekt nie będzie gościł imprez dużego kalibru. Ich pozyskanie także jest dużym wyzwaniem. Kalendarze są planowane z kilkuletnim wyprzedzeniem, a na listach zapasowych czekają renomowane obiekty w krajach o dużej sile nabywczej. Trzeba bowiem pamiętać, że sportowi włodarze, układając grafiki kolejnych sezonów, biorą pod uwagę także interesy i sugestie reklamodawców i koncernów motoryzacyjnych. Polska jest natomiast jednym z wielu przeciętnych rynków. Wstępnie zakładano, że NCSMiR uda się wybudować nawet do 2020 roku. Jest jednak coraz bardziej prawdopodobne, że na tor pod Gdańskiem będziemy musieli poczekać znacznie dłużej. O ile w ogóle budowa dojdzie do skutku, bo mówi się o niej od 2007 roku.


Tor na minuty


Nie zmienia to faktu, że obecnie każdy, kto chce pojeździć szybko, ale w bezpiecznych warunkach, ma taką możliwość w akceptowalnym czasie dojazdu z miejsca zamieszkania. Jeszcze w pierwszej połowie bieżącego roku musielibyśmy napisać, że praktycznie na żadną imprezę nie uda się wjechać „z marszu”, gdyż pula wolnych miejsc nierzadko wyczerpuje się kilka tygodni przed jej rozpoczęciem, a obłożenie wielu obiektów jest tak duże lub ceny na tyle zaporowe, że o indywidualne sesje na nitce toru może być trudno. Sytuacja uległa jednak zmianie po otwarciu toru Pixers Ring na nieczynnym lotnisku w Krzywej koło Legnicy. To pierwszy w Polsce tor na minuty - od 49 zł/15 min oraz abonament - od 19 zł/mies. Obiekt proponuje także wynajem aut - w tym toyoty GT86, subaru imprezy WRX STi, forda focusa RS, audi R8 czy nissana GTR, jazdę na prawym fotelu driftowozem lub rajdówką, a także szkolenia pod okiem trenera. Jak widać, rynek nie znosi próżni i znalazło się miejsce na nietuzinkowe oferty. Ewentualne podjęcie rękawicy przez inne tory może działać już tylko na korzyść kierowców.


Łukasz Szewczyk


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0