Teorie spiskowe

WORD Poznań

Kto był winny nieudanej próby kursanta na egzaminie? Oczywiście egzaminator. Dlaczego takiego delikwenta oblał? Bo ma za to premię, im więcej osób nie zda, tym lepiej na tym zarobi. Słyszymy, że samochody w poznańskim WORD-zie są wyposażone w niesprawne sprzęgła oraz nie skręcają, bo… mają na kierownicy blokady. W swojej codziennej pracy słyszę takie oto teorie spiskowe…

Rozmawiałem ostatnio z kolegą, który jest instruktorem. Zastanawialiśmy się, czy jest w ogóle sens szkolić na profesjonalnym poziomie, skoro duża część szkół tego nie robi. Bo taka nauka kosztuje.

Sprawne i czyste samochody, kompetentne prowadzenie wykładów i egzaminów wewnętrznych – wszystko to sprawia, że dyktujemy jedne z najwyższych cen na rynku. Jednak niektórzy, szczególnie trafiający do nas po szkoleniu w słabym ośrodku, mają ciągłe pretensje. W trakcie jazd doszkalających słyszymy, że za dużo wymagamy, czepiamy się, mamy wysokie ceny, jesteśmy surowi i niemili i wybieramy najgłupsze z możliwych skrzyżowania.

Winny? Egzaminator!

Mając podobne doświadczenia, doszliśmy z kolegą do wniosku, że szkoda na takich kursantów zdrowia. Bo przecież zarobione na nich pieniądze nie są aż tak duże, żeby z nich nie zrezygnować. Co najciekawsze, taki kursant po szkole, która nie nauczyła go praktycznie niczego, nie ma wcale pretensji do poprzedniego instruktora. A on miał go przecież nauczyć samodzielnej jazdy po mieście. Kto był więc winny nieudanej próby na egzaminie? Oczywiście egzaminator. Dlaczego takiego delikwenta oblał? Bo ma za to premię, im więcej osób nie zda, tym lepiej na tym zarobi. Słyszymy, że samochody w poznańskim WORD-zie są wyposażone w niesprawne sprzęgła oraz nie skręcają, bo… mają na kierownicy blokady. Słyszymy, że egzaminator kazał ruszać z trzeciego biegu, bo tak jest ekologicznie. Na placu egzaminacyjnym nie było ponoć pachołków i tyczek. Słyszymy, że komputer podczas egzaminu teoretycznego się zawiesił, a egzaminator uznał, że wynik był negatywny.

Tajemniczy przycisk

Poprzedni instruktor kursanta opowiadał, jak to w WORD-ach istnieje zmowa przeciwko szkołom jazdy. Według tej teorii, egzaminatorami zostali tylko ci, którym nie udało się zostać instruktorem nauki jazdy. Słyszymy także, że instruktorzy gardzą egzaminatorami. Dlatego właśnie nasz kursant był przygotowywany na wojnę z WORD-em i jego pracownikami.

Słyszeliście o przycisku włączonym przez egzaminatora, który sprawia, że samochód gaśnie? Słyszeliście o poznańskich skrzyżowaniach, przez które nie da się prawidłowo przejechać? Ja niestety tak. Słyszałem już tak wiele bzdur, że ręce opadają. Po dwóch godzinach jazdy zaczynam się zastanawiać, jak w ogóle funkcjonują szkoły jazdy, których pracownicy opowiadają swoim klientom takie dyrdymały. Jak szkolący się tam ludzie mogą wierzyć w takie teorie spiskowe? Nie wiem, ale tak się dzieje. Czysta prawda.

„Za co ci płacę?!”

Jeśli mówię takiemu kursantowi, który przyszedł do mojej szkoły jazdy, żeby przećwiczyć przed egzaminem, że go nie zda, na jego twarzy maluje się agresja. Słyszę jeszcze teksty typu: „A po co ci płacę? Proszę mnie wszystkiego nauczyć!”. Trudno im uwierzyć, że nie da się tego zrobić podczas dwóch godzin szkolenia.

Co się dzieje w takiej sytuacji? Większość takich klientów uważa, że próbuję ich naciągnąć. Wierzą przecież, że powodem oblania egzaminu była postawa egzaminatora, który się na nich uwziął. Takich osób w ostatnim roku było co niemiara. Wpływ na to miała zapowiadana zmiana przepisów i pośpiech instruktorów w wypisywaniu zaświadczeń i aktualizacji profili PKK.

Fortuna kołem się toczy…

W 2015 roku straciłem wielu kursantów. Dlaczego? Bo w listopadzie uczciwie mówiłem, że kursanci nie zdążą zdać egzaminu w ciągu dwóch miesięcy. Co słyszałem w odpowiedzi? „Dziękuję za informację, poszukam zatem innej szkoły jazdy”. Straciłem mnóstwo pieniędzy, ale myślę, że zyskałem opinię uczciwego przedsiębiorcy, osoby rzetelnie prowadzącej biznes.

Mój rozmówca postąpił podobnie. Jaki z tego morał? Będziemy mieli teraz mnóstwo kursantów i jazd doszkalających. Bo przyjdą do nas ci, którym wystawiało się jedynie zaświadczenia. Swoje zarobimy, ale ile się od nich nasłuchamy…

Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy

Fot:  MOs810 (Praca własna) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], Wikimedia Commons

 

Wasze komentarze (9)

  1. Tak się dzieje bo w samochodzie jest wszechmocny i mądry egzaminator a za kierownicą wystraszony kursant dla tego .należy wrócić do czasów w których instruktor był by w samochodzie obowiązkowo , był by oparciem dla kursanta, obserwatorem egz . będzie to z korzyścią dla kursanta, instruktora i egzaminatora,oceny będą bardziej obiektywne i przy okazji czegoś się wszyscy nauczą,.
  2. Rynek właśnie was rozlicza mistrzowie. Może po prostu nie ma zapotrzebowania na super ekstra profesjonalne według was kursy. Robicie z prostej czynności jaką jest prowadzenie samochodu (która jest oparta na wyuczeniu kilku nawyków i przepisów) pępek swojego świata. Ludzie was rozliczają i ogromna większość nie chce takiego czegoś. Chcą po prostu zdobyć prawo jazdy, podstawową rzecz dla każdego człowieka. A wy robicie z tego nie wiadomo co. Przepisy dotyczące szkolenia wymyślił jakiś człowiek, też nie są idealne i nie dziwię się że niektórzy jakoś to obchodzą idąc na rękę ludziom. A wy ich męczycie bo coś sobie ubzduraliście w tych głowach.
  3. 100 % racji p.Marcinie. Ilość oszustów, miernot i leśnych dziadków w branży szkoleniowej jest porażająca i nieproporcjonalnie duża w porównaniu do innych branż zajmujących się przeróżnymi szkoleniami.Zajmuję się tym kilkanaście lat i coraz dobitniej to do mnie dociera. Niestety kursanci maja nikłą świadomość tego co ma robić i jak się prezentować kompetentny instruktor.Może wreszcie kiedyś lud to pojmie. Narazie trzeba trwać w swej uczciwej postawie i czerpać zyski z poprawiania po miernotach.Pozdrawiam Pana.A miernoty szkoleniowe do hejtu zapraszam!
      • Jak w każdym fachu , również wśród instruktorów nie brakuje ściemniaczy.Będa egzystowali z pożytkiem dla siebie tak długo dopóki dziwaczne przepisy i instytucje będą temu sprzyjały.Np. klient ma skończyć jazdy ,zdać teorię i miesiąc czekać na egzamin z jazdy.To w sztuczny sposób wymusza dokupowanie jazd.Wielu na to nie stać więc wymuszają na instrutorze fałszowanie kart jazd ,tak ,żeby mogli jeżdzić systematycznie do egzaminu.Recepta mądrych wujów-rozbudować papierologię ,zwiększyć kontrolę.Chcesz pojeżdzić przed egzaminem sprawdzającym ,nie możesz legalnie wykupić jazd w osk ,tzw. ustawodawca każe ci szukać otdjotu.W efekcie opłata za jazdy jest nie wykazwana a państwo traci miliony na podatkach ,że o zaufaniu nie wspomne.W Polsce wujowie i cwaniaczki ciągle górą ,z gębami pełnymi frazesów o brd.

Dodaj komentarz

Call Now Button
  • Brak produktów w koszyku.