Tańsze badania kandydatów na kierowców? Może kiedyś

lekarz

Orzeczenie lekarskie, które zezwala na zajęcie miejsca za kierownicą, kosztuje 200 zł. To stawka urzędowa. Ministerstwo Zdrowia chciało „uwolnienia” opłat. W resorcie infrastruktury i budownictwa pomysł się nie spodobał. Niedawno o tańsze badania upomniał się poseł PO Rajmund Miller. Czy i kiedy kandydaci na kierowców usłyszą dobre – dla portfela – nowiny?

Standardowe spotkanie z lekarzem orzecznikiem zwykle jest krótkie i bezstresowe. „Dzień dobry. Jak się pan/pani czuje? Przewlekłe choroby są? Cukrzyca? Padaczka? Problemy z sercem? A teraz proszę przeczytać trzeci od dołu rząd cyfr, od prawej do lewej. I jeszcze drugie oko…”. Medycy zapewne skomentują, że to wersja złośliwie uproszczona. Niech będzie, ale tylko trochę. Robi się jeszcze badanie poziomu cukru we krwi, wypełnia ankietę z kilkudziesięcioma pytaniami, czasami sprawdzane jest rozróżnianie barw (czerwona, zielona) za pomocą tablic Ishihary. To takie koła uformowane z okrągłych plamek różnej wielkości w kolorach: żółtym, pomarańczowym, czerwonym, jasno- i ciemnozielonym, szarym, różowym. Chodzi o to, by w gąszczu plam dostrzec cyfrę lub znak.

– Nie miałem czegoś takiego. Tylko cyferki na białej planszy. Badanie trwało krócej niż przerwa między lekcjami – śmieje się Hubert, licealista ze Szczecina, który właśnie robi kurs na kategorię B. – Lekarz pytał o okulary, o zaburzenia snu, o alkohol i czy używam substancji psychoaktywnych. Wiadomo, że każdy, kto chce mieć prawko, w takiej sytuacji odpowie „nie”. Takie badanie to parodia.

O tym, że sprawdzanie stanu zdrowia kandydatów na kierowców jest powierzchowne, otwarcie mówią instruktorzy i właściciele ośrodków szkolenia.

– W połowie grudnia byłem w „medycynie pracy” na badaniach okresowych instruktora. Obok akurat siedziało dwóch młodych chłopaczków, którzy zaczynają kurs. Wchodzili do gabinetu może na cztery minuty. Co w takim czasie można zbadać? – pyta retorycznie Artur Bryłka, szef OSK „Lider” w Siedlcach. – A dwie stówki każdy zapłacił.

– Dużo. Biorąc pod uwagę czas i nakład pracy – ocenia Roman Adamiak, właściciel Ośrodka Kursowego Szkolenia Kierowców ADROM w Częstochowie. – Godzina jazdy ciężarówką kosztuje kursanta 80 zł. I w tym jest samochód, paliwo, ubezpieczenie, wynagrodzenie instruktora.

Dlaczego aż 200 zł? Dlaczego nie ma ulg?

Adamiak zwraca uwagę, że cena badań jest wysoka w relacji do kosztów kursu, egzaminu.

– Absurdem jest również to, że tyle samo płacą ubiegający się o kategorię C lub D, którzy będą jeździć zawodowo, zarabiać, i dzieciaki, które robią AM. Stawki powinny być zróżnicowane.

Z taką propozycją i podobnymi uwagami wystąpił Rajmund Miller, poseł Platformy Obywatelskiej, z zawodu laryngolog. W interpelacji do ministra zdrowia przypomniał, że w rozporządzeniu (z 17 lipca 2014 roku) w sprawie badań lekarskich osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami i kierowców opłaty „zostały sztywno narzucone”. Pisząc o 200 zł, poseł używa partykuły „aż”.

– Dla wielu obywateli jest to znaczna kwota – ocenia Miller. – Przykładowo osoby z niepełnosprawnością, które poruszają się na wózku inwalidzkim, nie mając przy tym problemów z poziomem cukru we krwi oraz nie mając wady wzroku, otrzymują badanie ważne na okres jedynie pięciu lat. Problem jest w tym, że nie istnieje żaden zapis, który pozwalałby na obniżenie opłaty za badanie lub w skrajnych przypadkach na zwolnienie z tej opłaty.

Trafna konkluzja. Powinny istnieć jakieś ulgi, elastyczny cennik (tzw. widełki). Na przykład od 50 do 300 zł. Logiczna wydaje się również zniżka za powtórne badanie.

Parlamentarzysta dopytuje, czy ministerstwo rozważa obniżenie opłaty. Ewentualnie – jakie inne zmiany zaproponuje.

– Badanie lekarskie często trwa kilka minut i polega jedynie na kontroli stanu wzroku oraz badaniu poziomu cukru – podkreśla Miller.

Czy szefostwo resortu zdrowia podziela jego argumenty? Nie stwierdza tego jednoznacznie. Ale podkreśla, że już kilkakrotnie występowało z inicjatywą zmiany przepisów dotyczącą badań kierowców. Chciało „wykreślenia” stawki 200 zł. Decydujący głos w tej kwestii należy jednak do ministra infrastruktury i budownictwa, który jest gospodarzem ustawy o kierujących pojazdami. A bez zmian zapisów ustawowych nie można skorygować wspomnianego rozporządzenia ministra zdrowia. Trochę to skomplikowane. Sytuację jeszcze bardziej komplikuje fakt, że koledzy z rządu się nie dogadali. Ani w 2014, ani 2015 roku.

– Minister zdrowia zwrócił się do ówczesnego ministra infrastruktury i rozwoju z prośbą o podjęcie stosownych prac legislacyjnych celem wykreślenia z upoważnienia ustawowego określenia wysokości opłaty za badanie lekarskie osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami i kierowców, uzyskując odpowiedź, że zaproponowana zmiana jest bezzasadna – przypomina w odpowiedzi na interpelację Zbigniew Józef Król, podsekretarz stanu w MZ.

Ani w kwietniu i maju 2017 roku, kiedy korespondowali nowi szefowie resortów nowego rządu.

– Uzyskaliśmy odpowiedź zwrotną, iż przedmiotowa kwestia wymaga pogłębionej analizy zasadności wprowadzenia tego rodzaju zmian w ustawie – informuje „Szkołę Jazdy” Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia.

Powinno być taniej czy drożej?

Gdy jednak wczytać się w obszerne wyjaśnienia przedstawicieli MZ, można wysnuć wniosek, że resort chciał nie tyle obniżenia opłat za badania, co ich uwolnienia, urynkowienia.

– Po wejściu w życie przepisów rozporządzenia do Ministerstwa Zdrowia wpłynęło wiele pism, zarówno zawierających prośbę o obniżenie kwoty za badanie lekarskie, jak i podwyższenie w przedmiotowym akcie wykonawczym wysokości opłaty – zauważa Król.

Jak uzasadniano wnioski o podwyżkę?

– Opłaty określone w ustawie nie stanowią ekwiwalentności realnych kosztów wykonania badań. Szczególnie wtedy, gdy uprawniony lekarz stosownie do § 6 rozporządzenia w celu oceny schorzenia lub stopnia zaawansowania objawów chorobowych kieruje osobę badaną na dodatkową konsultację lekarską, do psychologa albo zleca przeprowadzenie pomocniczych badań diagnostycznych – tłumaczy podsekretarz stanu w resorcie zdrowia.

Ministerstwo wyjaśnia, że diagnozowanie stanu zdrowia kierowców to rozbudowana procedura. Co się sprawdza? Narząd wzroku, narząd słuchu i równowagi, układ ruchu, układ sercowo-naczyniowy, układ oddechowy, układ nerwowy, w tym padaczkę; obturacyjny bezdech podczas snu, czynność nerek, cukrzycę, stan psychiczny, objawy wskazujące na uzależnienie od alkoholu lub jego nadużywanie, inne środki działające podobnie do alkoholu; stosowanie produktów leczniczych, które mogą mieć wpływ na zdolność kierowania pojazdami; inne zaburzenia. Wszystko jest doprecyzowane w rozporządzeniu. Lekarz, na podstawie tzw. wywiadu, wypełnia ankietę liczącą ponad 60 pytań.

– Koszt badania musi pozwalać na wydanie orzeczenia lekarskiego na podstawie rzetelnie przeprowadzonych badań, tak aby nie dochodziło w przyszłości do wypadków wynikających z prowadzenia pojazdów przez osoby, których stan zdrowia stanowi zagrożenie w ruchu drogowym – podkreśla Kruszewska.

Amortyzacja sprzętu medycznego

Rzeczniczka wyjaśnia, że wysokość opłaty ustalono w oparciu o listę kryteriów: zakres badania, częstotliwość kierowania osób badanych przez uprawnionego lekarza na dodatkowe konsultacje do lekarza posiadającego specjalizację, do psychologa lub na pomocnicze badania diagnostyczne. Uwzględniono przy tym ceny specjalistycznych konsultacji lekarskich realizowanych w ramach kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia (średnia z trzech województw) oraz ceny badań w pracowniach medycyny pracy. Ministerstwo zapewnia, że przeprowadziło „szerokie uzgodnienia i konsultacje publiczne”. Zwraca uwagę, że cena usług lekarskich uwzględnia „czas badania i amortyzację sprzętu medycznego”.

– Chyba chodzi o tablicę z optotypami (fachowa nazwa literek i cyferek wykorzystywanych w badaniu okulistycznym – przyp. red.). A może o glukometr – ironizuje właściciel znanego OSK w Krakowie.

– Chodzi o amortyzację fotela, w którym siedzi lekarz – żartuje szef jednego z ośrodków Koninie, kiedy słyszy argumentację ministerstwa. – Przecież wszyscy w branży wiedzą, że badania robi się „na sztukę”. Pieczątka i następny.

Właściciel ADROM komentuje, że lekarze orzecznicy mogą liczyć na łatwy i szybki zarobek. Zauważa także, że gabinety specjalistów medycyny pracy zwykle działają tylko godzinę, dwie. W wybrane dni tygodnia.

– To jest specyficzna usługa. Specyficzny klient, któremu chodzi o papier, szybkie załatwienie formalności – opisuje Adamiak. – Znam lekarzy, którzy badają kierowców bardzo dokładnie. Kierują do laryngologa, kardiologa, ortopedy. Ale większość badania robi powierzchownie. Ekspresowo – stwierdza instruktor z 40-letnim stażem.

Przyznaje, że w Częstochowie i okolicy można zrobić badania taniej. Za stówkę.

W Internecie łatwo znaleźć oferty OSK z różnych regionów Polski, w których mowa o niższych opłatach. I zaprzyjaźnionym lekarzu. Kiedyś normą były wizyty takiego zaprzyjaźnionego lekarza w siedzibie ośrodka szkolenia. I hurtowe stemplowanie dokumentów kursantów.

– To się zmieniło – zapewnia Bryłka. – Obowiązują inne procedury. Kandydat na kierowcę przynosi orzeczenie lekarskie do wydziału komunikacji urzędu miasta lub starostwa. My, jako OSK, nie mam wpływu na jakość, rzetelność badań.

Wszyscy zdrowi?

Szef siedleckiej szkoły Lider ma pomysły, jak udoskonalić system weryfikacji stanu zdrowia Polaków ubiegających się o prawo jazdy.

– Patrząc na to, co się dzieje na drogach, na pewno trzeba wprowadzić elementy badań psychologicznych. Dla wszystkich – apeluje Artur Bryłka. – Chodzi o to, żeby sito było coraz gęstsze. By wykluczyć najtrudniejsze przypadki.

Mówi o uszczegółowieniu badań. Proponuje, żeby robić to etapami. Przygotowując do zmian i lekarzy, i branżę szkoleniową, i kandydatów na kierowców. Sugeruje również wprowadzenie systemu wymiany informacji (m.in. na temat stanu zdrowia kierowców), który służyłby wojewodom, starostwom, policji, WORD-om, szpitalom.

– Kiedy dochodzi do wypadku i okazuje się, że przyczyną mogło być jakieś schorzenie – choroba serca czy wada wzroku – pojawiają się pytania: kto zawinił? Lekarz był niezbyt dociekliwy? Instruktor? Egzaminator? Czy dana osoba była chora, kiedy starała się o uprawnienia do kierowania? Czy problemy pojawiły się później? – zastanawia się Artur Bryłka.

Przypomina, że badania, które mają wykluczyć lub stwierdzić przeciwwskazania do prowadzenia pojazdów mechanicznych, opierają się na oświadczeniu przyszłego kierowcy.

– Nie zakładajmy, że on kłamie, chce coś zataić. Może po prostu nie wiedzieć, że jest na coś chory – stwierdza instruktor.

Pytanie, ile kosztowałoby uszczelnienie systemu. Kto miałby za to zapłacić? Jak upchnąć tysiące kursantów w kolejkach do specjalistów?

– Żeby wykluczyć wszystkie schorzenia z ministerialnej listy, trzeba by każdego kursanta nie tylko posłać do jednej, drugiej poradni, a położyć na kilka dni do szpitala – komentuje internista, który przez lata pracował w Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy w Szczecinie. – Obowiązkowe konsultacje u neurologa, kardiologa, psychiatry to nierealny postulat. Ale kilka podstawowych badań i narkotesty można by robić.

O badania kierowców pytaliśmy w kilku WOMP-ach i innych dużych przychodniach. W Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Katowicach, Sosnowcu. Niestety, nie chciał z nami rozmawiać żaden lekarz, kierownik ds. medycznych, dyrektor. Kierowano nas do koordynatorów, prezesów, działu marketingu. Pytaliśmy, ilu kandydatów na kierowców obsługują rocznie, miesięcznie. Jakie procedury medyczne realizują? Ile osób jest kierowanych na dodatkową diagnostykę? Jak często stwierdzane są przeciwwskazania?

– Wszystko odbywa się zgodnie z rozporządzeniem – ucinali rozmowę pracownicy rejestracji.

– Proszę przesłać maila. Jeśli będziemy zainteresowani tematem, odpiszemy – usłyszeliśmy w dużym warszawskim centrum medycznym.

– Nie dysponujemy żadnymi statystykami. Lekarz medycyny pracy przyjmuje u nas, ale w ramach indywidualnej praktyki – wyjaśniła pracownica administracji znanego NZOZ w Gdańsku.

– Taka statystyka byłaby ciekawa – komentuje Roman Adamiak. – Okazałoby się pewnie, że 99 procent przechodzi badania pomyślnie. Tak zdrowe mamy społeczeństwo.

Czy jest szansa na zmiany systemowe w kwestii weryfikowania i monitorowania stanu zdrowia kierowców?

– Propozycja wprowadzenia nowej formuły badań lekarskich kierowców, przy ewentualnej nowelizacji rozporządzenia, wymaga od ministra zdrowia wnikliwej analizy, rzetelnego rozważenia zasadności ewentualnej zmiany oraz zasięgnięcia opinii ekspertów, m.in. konsultantów krajowych w określonych dziedzinach medycyny oraz lekarzy uprawnionych do przeprowadzania badań lekarskich osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami i kierowców – podsumowuje rzeczniczka resortu zdrowia.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa jest – jak zwykle – bardzo opieszałe w udzielaniu odpowiedzi. Pytania wysłane przez „Szkołę Jazdy” 1 grudnia 2017 roku pozostały bez odzewu.

Tomasz Maciejewski

Wasze komentarze (8)

  1. Pracuje za granicą. Przy zarobkach 4 krotnie wyższych jak w Polsce badanie lekarskie kosztowało mnie tyle samo jak w Polsce. Dodatkowo, co ważne, każdy lekarz rodzinny może wykonać wszystkie badania do prawa jazdy. Uwaga się na takie badanie jak do zwykłego lekarza. I to jest zdrowe i tak powinno być w Polsce. Powinien być wymóg iż badania dla kierowców muszą być wykonane w przychodni lekarskiej gdyż tam lekarz dysponuje wszystkim co potrzeba. Obecnie wiadomo jak to wygląda w Polsce: nie dość że badanie jest skandaliczne drogie w stosunku do zarobków to wykonuje się je na kolanie
    • Zgadzam się. Na badaniach lekarskich i szkoleniach okresowych dla kierowców robi się teraz największe przekręty. Podobno w Słupsku szukają lekarza. Pensja 12 000 brutto plus mieszkanie gratis. Ja się pytam po co lekarz ma leczyć ludzi za 12 000 zł skoro wystarczy, że w miesiącu przebada 60 kandydatów do prawa jazdy i zarobi tyle samo pieniędzy - dodatkowo odprowadzi od tego tylko 18% podatku i zapłaci ZUS 1100 zl. Dla wielu lekarzy i psychologów takie badania to żyła złota. Kto się dobrze ustawił z ośrodkami kilka lat temu teraz zarabia ogromne pieniądze przy czym ma zerową odpowiedzialność i o wiele mniejsze nakłady pracy aniżeli pracując w służbie zdrowia. Inną sprawą jest fakt, że dużo lekarzy płaci łapówki właścicielom OSK za możliwość przeprowadzania badań. Popieram zdanie przedmówcy: ustawowo nakazać zrobienie badań na kierowcę w przychodni lekarskiej oraz zmniejszyć cenę badania co najmniej o połowę.
      • Jeśli chodzi o szkolenia okresowe dla kierowców zawodowych to czas najwyższy skończyć z łamaniem prawa w firmach je wykonujących. Chodzi głównie o fakt, że kursanci takich kursów odbębniają je w domach, często prosząc kogoś z rodziny o przeklikanie slajdów. Takie kursy powinny być prowadzone stacjonarnie pod nadzorem osoby z wieloletnim doświadczeniem w prowadzeniu samochodu ciężarowego lub autobusu. Osoba będąca na takim kursie powinna dostać normalne, godzinowe , wynagrodzenie od swojego aktualnego pracodawcy.
        • Jest tajemnicą poliszynela jak wygląda większość szkoleń okresowych prowadzonych na dotychczasowych zasadach.Cóż puty dzban wodę nosi puki się ucho nie urwie!
  2. Badania lekarskie dla osób ubiegających się o prawo jazdy kategorii A i B powinny być przeprowadzane tak jak w większości dawno już zmotoryzowanych krajów przez lekarz rodzinnych ,którzy znają historię stanu zdrowia od pierwszego dnia naszego życia.W uzasadnionych przypadkach mogą przecież zawsze skierować na dodatkowe badania do specjalisty. Obniżyło by to znacznie koszty i być może właśnie dla tego takie rozwiązanie nie znalazło poparcia i uznania w ministerstwie. Można się zastanowić czy badania tak zwanych zawodowych kierowców nie powinni przeprowadzać lekarze z dodatkową specjalizacją -transportową i komunikacyjną.
  3. Badania lekarskie dla osób ubiegających się o prawo jazdy kategorii A i B powinny być przeprowadzane tak jak w większości dawno już zmotoryzowanych krajów przez lekarz rodzinnych ,którzy znają historię stanu zdrowia od pierwszego dnia naszego życia.W uzasadnionych przypadkach mogą przecież zawsze skierować na dodatkowe badania do specjalisty. Obniżyło by to znacznie koszty i być może właśnie dla tego takie rozwiązanie nie znalazło poparcia i uznania w ministerstwie. Można się zastanowić czy badania tak zwanych zawodowych kierowców nie powinni przeprowadzać lekarze z dodatkową specjalizacją -transportową i komunikacyjną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.