Wydziały komunikacji w całym kraju nie mogą sprawdzić, czy kierowcy ciężarówek rzeczywiście ukończyli niezbędne kursy kwalifikacji - informuje portal Interia.pl.

Urzędnicy, wydając prawa jazdy, muszą wierzyć kierowcom na słowo. Zawiniło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, które - jak ustalili dziennikarze - nie nadało odpowiednich uprawnień wydziałom komunikacji.


Autorzy artykułu wskazali tu na ciekawy aspekt problemu - zaświadczenia o odbyciu okresowych kursów kwalifikacji do bazy danych zgłaszają ośrodki szkolenia kierowców. A to oznacza, że dane są w systemie, ale urzędnicy nie mają do nich dostępu.


- Mamy zaufanie do obywateli, ale nie mamy możliwości zweryfikowania prawdziwości zaświadczeń - przyznał dziennikarzom RMF FM Dariusz Bogusz, dyrektor lubelskiego wydziału komunikacji.


O ewentualne fałszerstwo nie jest trudno, bowiem druki, na których wystawiane są zaświadczenia, nie są nawet drukami ścisłego zarachowania, więc wydrukowanie ich ze strony ministerstwa i zrobienie pieczątek nie jest kłopotem. Kurs okresowy kosztuje od 400 do 700 złotych i trwa 35 godzin, więc może to być łakomy kąsek.


Urzędnicy z Lublina twierdzą, że co prawda nikogo nie przyłapano, ale pewności, czy ktoś nie skorzystał z tej luki nie ma.


Rzecznik MSW Małgorzata Woźniak przyznał reporterom RMF FM, że urzędnicy zaspali. Dodał, że dopiero pod koniec roku poprawiony system zacznie działać. A uściślając, że resort chciałby, by stało się to do końca roku.


MSW dopiero 9 lutego ogłosiło przetarg na rozbudowę systemu CEPiK, czyli Centralnej Ewidencja Pojazdów i Kierowców, która zawiera dane oraz informacje o pojazdach i ich właścicielach. Można tam znaleźć informacje o kradzieżach pojazdów lub ich odzyskaniu, zatrzymaniu dowodów rejestracyjnych czy zakazie prowadzenia pojazdów.


Zwycięzca przetargu na rozbudowę CEPIK-u ma zostać wyłoniony w marcu.


red


źródło: Interia.pl


 


 


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0