Strategia kluczem do sukcesu

– Dzięki naszej długofalowej strategii rozwoju i sumiennemu jej wdrażaniu wyprzedzamy często przepisy i mamy wobec siebie większe wymagania, niż oczekują tego nawet instytucje kontrolujące. Naraża nas to niekiedy na zmniejszenie zysku, ale tylko krótkofalowo – mówi Marcin Sęk, prezes zarządu ośrodka WPPU „Motos” ze Stalowej Woli.

Od momentu powstania pierwszych prywatnych ośrodków szkolenia w Polsce minęło już ponad ćwierć wieku. Część z nich nie utrzymała się na rynku, ale są takie, dla których był to okres dużego rozwoju. Przykładem jest ośrodek Motos ze Stalowej Woli. O historii powstania tej szkoły jazdy, zmieniającym się prawie, rozwoju oraz finansach rozmawiamy z prezesem zarządu firmy Motos.

Jakub Ziębka: Firma istnieje już 26 lat. Skąd wziął się pomysł, żeby założyć taki biznes?

Marcin Sęk, prezes zarządu WPPU „Motos”: Zgadza się. Jesteśmy pierwszym ośrodkiem szkolenia kierowców w Stalowej Woli, Nisku, Tarnobrzegu i całym regionie oraz jednym z pierwszych w Polsce. Firma powstała po transformacji ustrojowej, kiedy można było już zakładać prywatne szkoły nauki jazdy. Był to pomysł moich rodziców. Mój tato od wielu lat zajmuje się branżą szkoleniową i był głównym założycielem naszej szkoły.

Warto podkreślić, że jesteśmy firmą rodzinną, choć w okresie swojego istnienia Motos miał również innych właścicieli. Na szczęście trzy lata temu udało nam się z bratem Michałem odkupić większość udziałów w firmie. Teraz znów rodzinnie możemy pracować nad jej doskonaleniem.

Jaki okres w prowadzeniu działalności związanej ze szkoleniem kierowców uważa pan za najtrudniejszy? Początek, a może teraz nastały najcięższe czasy?

– Założenie firmy w tamtych czasach okazało się strzałem w dziesiątkę. Sukces jednak bardzo szybko ukazał nieco inne od spodziewanego oblicze współpracowników taty. Zobaczyli, jak świetny okazał się to biznes, postanowili założyć konkurencyjną firmę. Najgorsze jednak jest to, że zrobili to potajemnie, wyprowadzając naszych kursantów. Pod tym względem był to bardzo trudny okres i moi rodzice bardzo źle to znieśli. Na szczęście udźwignęli to, przenieśli siedzibę firmy z Niska do Stalowej Woli, która okazała się rynkiem o większych potrzebach. Był to kolejny strzał w dziesiątkę. Firma rozwinęła się bardzo szybko i dała pracę wielu osobom. Większość szkół jazdy ze Stalowej Woli, Niska i okolic, a nawet z dalej położonych miejscowości, jak Połaniec czy Mielec, to firmy założone przez naszych instruktorów. Pod względem rynku to były bardzo dobre czasy. Teraz niestety jest najtrudniejszy okres dla branży. Na szczęście dzięki wprowadzanym ciągle najwyższym standardom obsługi kursantów udaje nam się utrzymać na powierzchni. Mamy największy udział w rynku lokalnym.

Na stronie internetowej można przeczytać, że przeszkoliliście już 40 tys. osób.

– Kształcimy najwięcej osób w Stalowej Woli i okolicach spośród wszystkich szkół jazdy. Przez ponad ćwierć wieku udało się przeszkolić już ponad 40 tys. osób. Jesteśmy z tego bardzo dumni. W tej branży, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, liczba szkolonych osób świadczy o jakości nauki – 95 proc. osób, które do nas przychodzą, jest z polecenia. Zdarza się bardzo często, że przybywają do nas dzieci naszych kursantów sprzed kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. To znak, że marka Motos jest silna i stabilna. Nasze hasło brzmi: „Uczymy dobrze jeździć”.

Ile osób pracuje w firmie? Jak liczna jest kadra instruktorska?

– Żeby obsłużyć tak dużą liczbę osób, zatrudniamy nie tylko kompetentnych i doświadczonych instruktorów, ale również profesjonalną kadrę kierowniczą, która obsługuje całymi dniami klientów w biurze i pilnuje najwyższej jakości usługi. Pracą kieruje młoda, dynamiczna osoba. To kierownik ośrodka – Lucyna Maślach. Do dyspozycji ma pięć osób w biurze oraz kolejnych dwadzieścia pracujących w terenie i na salach wykładowych – zarówno instruktorów, jak i innych współpracowników. Są to osoby, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, o ogromnym wyczuciu, umiejętności pracy z młodymi ludźmi oraz profesjonalnym podejściu. Jeśli chodzi o kadrę instruktorską, są to osoby o niezwykle bogatym doświadczeniu, nabytym w różnych uwarunkowaniach wymogów szkoleniowych, kształtujących się na przestrzeni lat. Są u nas zarówno osoby, które szkolą ponad dwadzieścia lat, jak i o krótszym stażu, ale za to dynamiczne w rozwoju, nastawione na ciągłe doskonalenie się i podglądanie źródeł sukcesów swoich starszych kolegów. Taka różnorodność składu kadry szkoleniowej gwarantuje ciągłe wzajemne ubogacanie się doświadczeniami, stawianie sobie nowych celów i wyzwań. Z racji tego, że nasza szkoła oferuje szkolenie w zakresie wszystkich kategorii prawa jazdy, a także kwalifikacje zawodowe, nasi instruktorzy posiadają wszystkie uprawnienia potrzebne do takiego zakresu szkoleń. Stawiamy także na dobre relacje pomiędzy osobami należącymi do kadry, instruktorami i kursantami.

Jak wygląda infrastruktura ośrodka?

– W 2013 roku, czyli najcięższym dla branży w ostatnich latach, zainwestowaliśmy w nowe biuro oraz klimatyzowaną salę wykładową, gdzie szkolenia odbywają się w bardzo komfortowych warunkach. Siedziba główna mieści się w ścisłym centrum Stalowej Woli, tuż przy najczęściej odwiedzanych punktach w mieście: hali targowej i tzw. rynku. Tam mieszczą się biuro, sala wykładowa oraz flota samochodów osobowych. Jest to wygodne miejsce spotkań dla kursantów. Place manewrowe mamy w kilku miejscach – jeden z dwóch głównych przy słynnej, nie tylko w całej Polsce, ale i na świecie, Hucie Stalowa Wola, drugi przy bazie zajezdni PKS w Stalowej Woli. Pozostałe punkty zapisów i sale wykładowe mamy w Nisku – Racławicach i Janowie Lubelskim.

Szkolimy na siedmiu nowych samochodach osobowych toyota yaris, na takich samych, jak przeprowadzane są egzaminy w WORD-zie Tarnobrzeg. Szkolenie w zakresie kategorii B+E wykonywane jest na busie fiat ducato oraz przyczepie stim. W swoim posiadaniu mamy również dwa samochody ciężarowe (kategoria C) renault oraz MAN, wyposażone w systemy ABS, ASR, ESP. Na kategorię C+E szkolimy, do wyboru, na ciągniku siodłowym MAN z naczepą Fruehauf lub samochodzie ciężarowym MAN z przyczepą Wiese. Posiadamy także trzy motocykle kawasaki (po sztuce na kategorię A, A1, A2) oraz skuter marki Junak na kategorię AM. Przyszłych kierowców autobusów szkolimy na solbusie lub autosanie. Nie zapominamy o młodych kierowcach, którzy też chcieliby jeździć samochodami, a nie mają jeszcze osiemnastu lat. Takich kierowców szkolimy na kat. B1 na pojeździe marki Ligier. Wszystkimi naszymi pojazdami można zdawać egzamin w tarnobrzeskim WORD-zie.

Skoro już jesteśmy przy wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego, to chciałbym zapytać, jak układa się wasza współpraca?

– Profesjonalnie. Dla nas najważniejsze jest to, żeby WORD, a głównie współpracujemy z WORD-em Tarnobrzeg, sprawnie obsługiwał wszystkich kursantów oraz rzetelnie informował ośrodki szkolenia kierowców o wszystkich zmianach z wyprzedzeniem. To głównie zależy od sposobu zarządzania WORD-em. Odkąd ja szefuję mojej firmie, największe pozytywne zmiany w zarządzaniu WORD-em zauważyłem za czasów byłego dyrektora WORD Tarnobrzeg – Lucjusza Nadbereżnego, który nie tylko wprowadził politykę informacyjną, ale również konsultował niektóre decyzje z ośrodkami. Ta polityka jest prowadzona również przez obecnego dyrektora.

Firma Motos posiada status Super OSK. Czy dało to wam impuls do rozwoju?

– Od trzech lat, czyli od kiedy zostałem prezesem firmy, stawiam na działania długofalowe i najwyższe standardy, które zapewniają nam pozycję lidera na rynku. Posiadanie statusu Super OSK daje formalnie większe możliwości, jednak dla mnie to tylko konsekwencja strategii rozwoju firmy. Jej główny cel to bycie ośrodkiem szkolenia kierowców numer 1 w regionie, zapewniającym najwyższe standardy usług i szkoleń oraz spełniającym oczekiwania osób przychodzących na szkolenia, które będą nas polecały innym.

Czym, pana zdaniem, na tle innych ośrodków w regionie wyróżnia się Motos?

– Pominę kwestię jakości, ponieważ wierzę, że wszystkie ośrodki starają się, jak mogą i o nią dbają. Wymienię więc obiektywne przesłanki, czyli certyfikaty i zakres usług. Jesteśmy jedynym ośrodkiem w regionie, który posiada: akredytację kuratora oświaty, status Super OSK i certyfikat ISO9001:2008. Mamy niepisany status firmy matki, z której wyłoniło się wiele ośrodków, prowadzonych przez naszych byłych instruktorów. Ważne jest także, że stosujemy zasadę fair play, także w stosunku do innych szkół. To, jak wiedzą koledzy z branży, bardzo się liczy. Szkolimy na wszystkie kategorie prawa jazdy, kwalifikacje zawodowe i ADR, wózki widłowe oraz organizujemy szkolenia dla instruktorów. Cechą charakterystyczną naszej szkoły jest duże doświadczenie i tradycja szkolenia oraz uzyskiwania wysokiej jakości wyników, a jednocześnie ciągle nowe podejście do zmieniających się standardów.

Posiadacie certyfikat firmy wiarygodnej finansowo. Co to oznacza?

– Patrzymy na to z dwóch stron. Z jednej strony, chcemy, żeby nasi kursanci byli pewni, że powierzając nam swoje pieniądze, otrzymają najwyższej jakości usługę i ukończą kurs, a w razie niezadowolenia mogą nawet je odzyskać. Zdarzały się już sytuacje w różnych szkołach, nie tylko w Stalowej Woli, że kursanci wpłacili pieniądze i je stracili, ponieważ kurs nie został przeprowadzony, a firma upadła. Gdy doszło do tego w naszym mieście, prawie wszyscy poszkodowani kursanci przyszli do nas i otrzymali pomoc. Również w postaci ogromnych zniżek na dokończenie kursu.

Z drugiej zaś strony, myślimy o naszych partnerach, takich jak: wydawnictwa i dostawcy materiałów dydaktycznych, stacje paliwowe czy warsztaty samochodowe. Ciężkie czasy dla branży nas również dotknęły i bywało, że nie byliśmy w stanie zapłacić za fakturę tuż po jej otrzymaniu. W takich przypadkach chcemy, żeby firmy, które współpracują z nami, były pewne, że każda faktura zostanie zapłacona. Myślę, że cieszymy się takim właśnie zaufaniem.

Jak ocenia pan zmiany w prawie, które miały i mają wpływ na działanie OSK w Polsce. Czy ich kierunek, począwszy od 1989 roku, można uznać za dobry?

– To temat rzeka. Nie lubię narzekać. Zwłaszcza na coś, na co nie mam wpływu. Szybko znajduję więc rozwiązania i planuję wdrażanie zmian z wyprzedzeniem. Nie byłbym obiektywny, gdybym powiedział, że wszystkie zmiany idą w złym kierunku. Poza tym część zmian podyktowana jest restrykcjami unijnymi, więc nie mamy wyjścia. Ogólnie powinno się iść w kierunku większego myślenia na drodze i praktyki za kółkiem. Trochę taki kierunek widać, ale nie we wszystkim. Moim zdaniem, w ciągu trzydziestu godzin praktyki kursant bardziej skupia się na przygotowaniu do egzaminu niż do gotowości jazdy na polskich drogach. Staramy się uczyć innego myślenia i może dlatego jesteśmy tak często polecani. Nie jest to jednak łatwe, bo trzydzieści godzin, tak jak to jest w przypadku między innymi kategorii B, to mało, mimo to nie chciałbym promować więcej, bo zdaję sobie sprawę, że koszt kursu musiałby się zwiększyć, a mało kogo na to stać. To, co mnie martwi w Polsce, to sposób wprowadzania zmian. Ogromne zamieszanie przy wprowadzaniu nowych przepisów, niedopasowanie odpowiednio wcześniej systemu egzaminacyjnego i elektronicznej wymiany dokumentów spowodowało w wielu przypadkach paraliż w branży. W ostatnich dwóch latach upadło nawet 50 proc. firm w niektórych regionach. Zgadzam się, że powinno się podnosić niektóre restrykcje wobec szkół jazdy, żeby zarówno jakość, jak i przejrzystość szkoleń były jak najwyższe. Uczenie jazdy to ogromna odpowiedzialność – ale zmiany te powinny być przeprowadzane zgodnie z zasadą, że państwo ma wspierać przedsiębiorczość, a nie ją hamować.

Firma jest aktywna w sieci. Skąd pomysł na prowadzenie profilu na Facebooku? Jakie korzyści daje to ośrodkowi?

– Mawiają, że jak kogoś nie ma w internecie, to nie istnieje. Jest to na pewno bardzo dobra platforma do wymiany opinii o ośrodku. Tam ogłaszamy też na bieżąco promocje i informacje o naszych działaniach. Dzięki mediom społecznościowym nasi kursanci, jak i potencjalni klienci, wiedzą, co oferujemy.

Co sprawia, że waszą firmę można uznać za nowoczesną?

– Coś, czego pozornie nie widać, czyli sposób zarządzania. Dzięki naszej długofalowej strategii rozwoju i sumiennemu jej wdrażaniu wyprzedzamy często przepisy i mamy wobec siebie większe wymagania, niż nawet oczekują tego od nas instytucje kontrolujące. Naraża nas to niekiedy na zmniejszenie zysku, ale tylko krótkofalowo. Takiego podejścia nauczyłem się w dużej mierze podczas studiów Executive MBA na University of Illinois. Dzisiaj już nie tylko mam pewność, ale również twarde wyniki, że działania całego naszego zespołu w ciągu ostatnich trzech lat dają wymierne korzyści i cieszą się dobrym odzewem. Zarówno wśród klientów, jak i naszych partnerów i instytucji, z którymi współpracujemy. Nowoczesne sale wykładowe, wszelkie możliwe sposoby szkolenia, liczne certyfikaty jakościowe to tylko skutki uboczne ciągłego wdrażania strategii przez cały zespół zaangażowanych osób, któremu z całego serca dziękuję.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.