Samochód? To jeden z atrybutów męskości!

Piotr Kędzierski

– Nie ma co ukrywać, samochód jest bardzo ważnym dla facetów narzędziem codziennego użytku. Zupełnie innym niż chociażby widelec, scyzoryk czy śrubokręt. To jeden z atrybutów męskości – uważa Piotr Kędzierski, dziennikarz, radiowiec, telewizyjny showman, prezenter oraz DJ.

Jakub Ziębka: Ostatnio furorę w Polsce robi film promujący odpowiedzialne zachowanie na drodze. W roli głównej – mistrz wschodnich sztuk walki, wpajający młodemu człowiekowi podstawowe zasady bezpieczeństwa. A czy ty postępujesz zgodnie z jedną z nich, brzmiącą „z gazu ta noga”?

Piotr Kędzierski: Ja w ogóle jeżdżę bardzo grzecznie i bezpiecznie. Szczególnie w obszarze zabudowanym. Prawo jazdy mam już kilkanaście lat, od tamtego czasu zdarzyła mi się tylko jedna stłuczka! To chyba niezły wynik, co? Ostatnio mam jednak pecha do fotoradarów.

A propos fotoradarów, słyszałeś pewnie, że od nowego roku nie będą mogły ich używać straże miejskie i gminne. Jednak nie znikną z naszych dróg. Kontrolować prędkość będą dalej policja i Inspekcja Transportu Drogowego…

– Tak, najlepiej ograniczyć prędkość do 20 km/h, wprowadzić bezwzględny zakaz wyprzedzania… Ale na serio. To tak, jak z dopuszczalnym stężeniem alkoholu we krwi. W innych krajach europejskich prawo jest bardziej liberalne, ale też mniej osób z tego alkoholowego przywileju korzysta… W Polsce takie podwyższenie limitu dopuszczalnego stężenia alkoholu we krwi sprawiłoby, że strach byłoby wyjść na ulicę. Jedno piwko, drugie, potem lampka wina, coś jeszcze i wsiadamy do samochodu. Ludziom mogłyby puścić hamulce.

Czytałem ostatnio reportaż o jednym z brytyjskich miast, w którym funkcjonuje duża polska społeczność. Okazało się, że tamtejsi policjanci odnotowali pewną prawidłowość. Od momentu, kiedy liczba Polaków znacząco wzrosła, podniósł się także wskaźnik prowadzenia auta pod wpływem alkoholu…

– Niestety, tak się w Polsce jeździ. A potem przenosi się takie złe wzorce do innych krajów. Może rzeczywiście powinniśmy najpierw mocno zaostrzyć przepisy, przyzwyczaić do nich ludzi, a dopiero kiedyś, może w następnym pokoleniu, je zliberalizować.

A czujesz się na polskich drogach bezpiecznie?

– O wiele bardziej niż kilkanaście lat temu. Wtedy często poruszałem się na trasie Warszawa – Łódź przez Rawę Mazowiecką. Nie było tam zbyt bezpiecznie. Teraz, kiedy chcę gdzieś wyjechać z Warszawy, prawie wszędzie mogę przemieszczać się autostradami lub drogami autostradopodobnymi. Więc trochę się w tej kwestii zmieniło.

W wywiadzie dla nas Jan Nowicki opowiadał, jak on i jego koledzy potrafili wykorzystać bagażnik auta do imprezowania. Przychodą ci na myśl jeszcze jakieś nietypowe pomysły?

– Auto zdecydowanie sprzyja konwersacji, poznawaniu się, zacieśnianiu więzów. Fajnie jest z sobą pogadać. Gorzej, jak w trasie trafi się nieciekawy rozmówca. Wtedy może czekać nas kilka godzin katorgi. Ale pewnie pytałeś o inną rzecz… Nie powiem, żeby było to najlepsze miejsce do tego typu zabaw.

W prasie przeczytałem, że jesteś ambasadorem marki MINI.

– Tak, i bardzo się z tego powodu jaram. W 100 procentach identyfikuję się z mini… Różnymi modelami mini przejechałem już tysiące kilometrów. To czysta przyjemność. Szczególnie cenię sobie mini John Cooper Works, którym poruszam się teraz.

Co cię szczególnie pociąga w mini?

– To, że w tak małym aucie pod maską mamy aż 230 koni mechanicznych! Poza tym za MINI stoi tradycja, odpowiada także mojemu stylowi i trybowi życia. Jarały mnie te samochody jeszcze zanim wsiadłem do pierwszego z nich.

Niektórzy mówią, że jest to auto tylko i wyłącznie miejskie.

– Nie jest to SUV. Wielodzietnej rodziny nim nie przewieziesz. Ja na drodze poruszam się raczej w konfiguracji jeden plus jeden, nie dwa plus dwa. Moim zdaniem, mini jest samochodem dobrym zarówno do jazdy miejskiej, jak i pozamiejskiej. Jest bardzo stabilny, nic nie jest w stanie wytrącić go z rytmu. Polecam każdemu!

A pamiętasz swój pierwszy samochód?

– Jasna sprawa. Był to citroen 2CV, ponad 40 sekund do setki. Sprezentował mi go ojciec. Ale za długo nim nie jeździłem. Zepsuła się maglownica i… ojciec mi go odebrał. Byłem także szczęśliwym posiadaczem bmw 2002 z 1974 roku. Z fachową pomocą go odrestaurowałem, doprowadziłem do stanu używalności. Potem jednak stanąłem przed dramatycznym wyborem: samochód albo wyposażenie nowego mieszkania. Wybrałem to drugie. Samochód sprzedałem, pieniądze wydałem na kuchnię.

Miałem też przygodę z marką Saab. I stanowczo sprzeciwiam się jej reaktywacji! Miałem dwa. Za każdym razem to samo. Wszystko było super, ale do czasu. Jak się popsuł, to na amen. Na drugiego wydałem ponad 20 tys., w niespełna dwa lata wydałem kolejne tyle na naprawy, a ostatecznie sprzedałem go za niecałe 8 tys. Na siedmioletnie auto.

Sięgnijmy jeszcze głębiej w przeszłość. Powiedz coś o swoim egzaminie na prawo jazdy.

– Egzaminie? Chyba mówisz o egzaminach. Wiesz co, do czegoś się teraz przyznam. Do egzaminu podchodziłem jedenaście razy! Ale w końcu się udało! To w ogóle były jakieś dziwne czasy, normalnie Dziki Zachód. Egzaminator był panem i władcą. Szczególnie pamiętam plac manewrowy i drobiazgowe sprawdzanie, czy auto, które prowadzę, znajduje się w dobrej odległości od pachołka. Brakowało mu tylko linijki w ręce. Zresztą system szkolenia też wydał mi się archaiczny. Jakieś kropki narysowane na lusterkach, żeby odpowiednio manewrować po łuku.

W niektórych szkołach jazdy to się nie zmieniło. To uczenie jazdy tylko i wyłącznie pod egzamin.

– Młody kierowca znajduje się mniej więcej w takiej sytuacji, jak absolwent jakiegoś uniwersytetu medycznego. Dopóki nie ma pacjentów, nie jest lekarzem. Ma wiedzę tylko i wyłącznie teoretyczną. To za mało!

A teraz szybka zabawa w skojarzenia. Mówię „samochód”, odpowiadasz…?

– Przyjemność, nawet męskość. Nie ma co ukrywać, samochód jest bardzo ważnym dla facetów narzędziem codziennego użytku. Zupełnie innym niż chociażby widelec, za pomocą którego codziennie jemy posiłek. Dlaczego tak jest, nie wiem. Trzeba chyba zapytać o zdanie jakiegoś antropologa.

Mam jeszcze jedno pytanie. Pracujesz w radiu, czego zatem słuchasz podczas dłuższych wypraw samochodowych?

– Nie będę ukrywał, lubię Radio Maryja. Szczególnie wieczorami. Moją ulubioną audycją są słynne już „Rozmowy niedokończone”. Potrafią mocno pobudzić. Często włączam także małe, lokalne stacje radiowe. Wtedy człowiek uświadamia sobie, że Polska to nie tylko Kraków czy Warszawa.

Piotr Kędzierski to dziennikarz, radiowiec, telewizyjny showman, prezenter, DJ i członek duetu Exboyfriends.

Do tej pory związany z mediami wszelkiej maści. W telewizji występuje od początków zawodowej kariery, czyli od blisko dziesięciu lat. Pracował w TVP1, TVP2, TVP Kultura, 4fun.tv, Polsacie, Polsacie Play i TVN Lingua. W TVP1 był gospodarzem talk-show „Lubię to!”, w którym rozmawiał z ludźmi kultury. Prowadził zabawne kulisy show Dwójki „Bitwa na głosy” oraz kabaretowy show „Tylko dla dorosłych” w TVP2. Umiejętności radiowca doskonalił w Radiu Bis i Roxy FM.

Obecnie w pracuje Rock Radio w duetach z Tymonem Tymańskim i Kubą Wojewódzkim. Z Tymonem prowadzi poranny show „Ranne kakao”. Jest też współprowadzącym satyrycznej audycji „Książę i żebrak”.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.