Rok rodziców

kobieta używająca telefonu komórkowego

W tym roku ponad połowa kandydatów na kierowców przyszła zapisać się na kurs prawa jazdy w asyście rodziców. Zrozumiałbym, jeśli chodziłoby o kategorię AM, do której mogą podchodzić czternastolatki. Ale nie. Z rodzicami przychodzą nawet trzydziestolatki!

Z branżą szkolenia kierowców jestem związany już dziesięć lat. Kiedyś, gdy młody człowiek przychodził zapisać się na kurs, wiedział coś o wybranej szkole. Wcześniej do niej zadzwonił, porozmawiał z jej pracownikami, dowiedział się o interesujących go szczegółach. Rozmowa była merytoryczna, dotyczyła kosztów kursu, przebiegu szkolenia, spraw organizacyjnych oraz egzaminu na prawo jazdy.

Przeszłość kontra teraźniejszość

Doskonale pamiętam swój kurs. Był to 1998 rok, a ja miałem 18 lat. Szkołę wybrałem samodzielnie. Zresztą tak samo, jak moi koledzy i koleżanki. Jedyną pomocą, której oczekiwałem od rodziny, było sfinansowanie szkolenia. Wtedy taka postawa nikogo nie dziwiła. Szczerze? Wstydziłbym się pójść z rodzicami do szkoły jazdy lub załatwić jakąś szkołę w urzędzie. Dzisiaj taka postawa procentuje. Widzę, że moje pokolenie radzi sobie na tym świecie całkiem dobrze.

A jak jest teraz? W tym roku ponad połowa kandydatów na kierowców przyszła zapisać się na kurs prawa jazdy w asyście rodziców. Zrozumiałbym, jeśli chodziłoby o kategorię AM, do której mogą podchodzić czternastolatki. Ale nie. Z rodzicami przychodzą nawet trzydziestolatki!

Moment, gdy opada szczęka

Niedawno odebrałem telefon. Dzwoniła mama potencjalnego kursanta. Zadawała pytania, na które odpowiedzi znajdują się na stronie internetowej mojej szkoły. Kobieta zasugerowała, że to widzi, ale musi się upewnić, czy zajęcia teoretyczne rzeczywiście są we wtorki i czwartki. Po trzydziestu minutach konwersacji oznajmiła, że dzwoni w imieniu syna…

Wtorek, godz. 17. Na sali wykładowej pojawia się sześćdziesięcioletnia kobieta i jej syn, lat 32. Siadają. Pani powołuje się na naszą rozmowę telefoniczną. Musiałem powtórzyć wszystko, co powiedziałem przez telefon. Chodziło jej o to, żeby nie było niedomówień, żeby syn był zadowolony.

Cóż mogłem zrobić? Jeszcze raz wszystko jej wytłumaczyłem, pokazałem, że takie informacje znajdują się także na stronie internetowej, w umowie oraz regulaminie szkolenia. Nagle kobieta zwróciła się do syna z pytaniem: „syneczku, wszystko zrozumiałeś?”. Opadła mi szczęka… Jak zareagował „syneczek”? Kiwnął tylko głową, że zrozumiał. Na więcej nie było go stać, bo wzrok utkwił w smartfonie.

Osobliwa konwersacja

W końcu doszło do podpisania umowy. Poprosiłem mężczyznę o dowód. Nie zareagował, a dokument wyciągnęła z torebki jego mama… Dlaczego ona go nosi? Bo syn mógłby go zgubić!

Nie wytrzymałem. Spytałem tego mężczyznę, czy chce uzyskać prawo jazdy, czy jest u mnie za karę. Nie odezwał się. Zareagowała mama. „Syn jest wrażliwy, peszy się w towarzystwie”. A on kiwnął twierdząco głową. I w końcu coś z siebie wydusił. Powiedział, że to będzie jego piąty kurs, ale wciąż nie wie, czy prawo jazdy mu się w ogóle przyda. Bo mama ma nowy samochód. Nie wiadomo, czy da mu pojeździć.

Córka i matka na „egzaminie na niby”

Do podpisania umowy nie doszło. Mama była bardzo oburzona, że zmarnowałem jej cenny czas. Jej syn powinien mieć prawo jazdy. Jak każdy mężczyzna.

Takich sytuacji w tym roku miałem bardzo dużo. I nie tylko ja. Inni właściciele szkół jazdy także borykają się z problemem rodziców zapisujących dzieci, chcących uczestniczyć w szkoleniu. Doszło do tego, że w mojej szkole na teoretyczny egzamin wewnętrzny kursantka przyszła z matką! Test chciały rozwiązywać razem. Dlaczego? Mama tłumaczyła, że córka jest przeziębiona i nie będzie mogła się skoncentrować, więc ona jej pomoże. Nie widziała w tym nic niestosownego. Co odpowiedziała, gdy oznajmiłem, że córka musi samodzielnie rozwiązać test? „To przecież egzamin na niby, dlaczego robi pan problemy?”.

Zastanawiam się, czy rodzice nie widzą, że robią dzieciom krzywdę. Zresztą niektóre szkoły jazdy wcale nie są lepsze. Pomogą załatwić PKK, przyprowadzą lekarza na salę wykładową, podjadą do WORD-u i zapiszą na egzamin. Ale na szczęście nie zdadzą go za swojego kursanta…

Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy

 

Wasze komentarze (6)

  1. 100% racji! To co teraz obserwuję jeży włos na głowie.I pomijając kwestie nadopiekuńczosci rodziców dodać należy kompletne otępienie i brak zdolności rozumienia słowa mówionego przez obecnych kursantów.Masakra.Na otwarciu kursu tłumaczę tak ,że mnie osobiście by to obrażało gdyby ktoś mi tak parę razy to samo powtarzał a i tak następnego dnia połowa dzwoni (albo ich mamuśki) z pytaniem " ale o co chodziło...?".Jestem załamany. Nie potrafią myśleć abstarkcyjnie,wysłowić się czy choćby wypełnić standadowego druku wpłaty na konto. Tak drodzy szkoleniowcy, jak stwierdził już jakiś czas temu prof. Nalaskowski młodzież jest teraz 30-40% głupsza niż kiedyś. A my pracując z nimi teraz o wiele szybciej się wypalamy zawodowo niż kiedyś.I co dalej? Nie mam pojęcia ale lepiej już chyba nie będzie..........Pozdrawiam z Pomorza p.Zygmunta
  2. Potwierdzam spostrzeżenia kierownika i dodaję że są coraz bardziej tępi a przy tym bezszczelni przejawia się to np. obsługa telefonów w czasie wykładów czy w czasie jazdy na zwróconą uwagę reagują nerwowo i swoje niezadowolenie wyrażają komentarzem słownym i nie zgłaszaniem się na wykłady czy jazdę Podniesienie dyscypliny się nie opłaca dla OSK ponieważ dość skutecznie psują renomę firmy a kandydatów do szkolenia nie jest za wiele oni o tym doskonale wiedzą, czasem się słyszy Panie kierowniku mam 30 godz. jazdy dlaczego jeszcze nie umiem jeżdzić? i następuje straszenie rodzicami
      • Tępotę umysłową polskiej młodzieży potwierdzają wyniki matur i egzaminy gimnazjalne,widać to i na kursach prawa jazdy. Szkoły obniżyły poziom kształcenia i wymogi na lekcjach panuje niepodzielnie komórka nauczyciel już z tym sobie nie radzi, natomiast ambitniejsi idą w odstawkę ku uciesze gawiedzi i samych rodziców. W szkołach zwłaszcza średnich idzie walka o ucznia a Dyrektorowi.Szkoły zależy na pozyskaniu ucznia i żeby ten był zadowolony, otrzymywał co rocznie promocję do następnej klasy. Akcje Dyr. rosną, wszyscy się cieszą społeczeństwo troch mniej a głupota włazi wszędzie coraz bardziej jest zauważalna i uciążliwa dla człowieka.
  3. Dziwne rzeczy widziałam w WORD. Jedna osoba w ogóle nie zgłosiła, że nie przyjdzie, a egzaminator czekał... Druga miała słuchawki na uszach i gapiła się w telefon. Egzaminator czytał nazwiska, w końcu głośno poprosił: "może by pani chociaż zdjęła słuchawki?", no to zdjęła z miną obudzonej królewny...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.