Raport NIK: szkolenie kierowców to fikcja

Kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli nie zostawili suchej nitki na administracji rządowej odpowiedzialnej za podnoszenie umiejętności kierowców zawodowych.

Raport zatytułowany „Informacja o wynikach funkcjonowania organów administracji rządowej w zakresie tworzenia warunków prawno-organizacyjnych szkolenia kierowców wykonujących przewozy drogowe osób i rzeczy oraz sprawowania nadzoru nad tą działalnością” został opublikowany 10 marca. NIK sprawdził w Ministerstwie Infrastruktury i ośmiu urzędach wojewódzkich, jak administracja rządowa radziła sobie z organizacją szkoleń dla kierowców autobusów i ciężarówek. Kontrola objęła lata 2007-2009 (do końca maja).

Urzędnicza opieszałość

W Polsce jest ok. 600-800 tys. kierowców zawodowych zatrudnionych w 83 tys. firm przewozowych. Unia Europejska postanowiła, że kierowcy zawodowi powinni systematycznie doskonalić swoje umiejętności związane z posługiwaniem się specjalistycznym sprzętem oraz zachowaniem na drogach w warunkach ekstremalnych. 15 lipca 2003 r. ukazała się Dyrektywa w sprawie wstępnej kwalifikacji i okresowego szkolenia kierowców niektórych pojazdów drogowych do przewozu rzeczy lub osób. Jej założenia zostały wprowadzone do ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o transporcie drogowym. Dla zawodowych kierowców autobusów, którzy uzyskali prawo jazdy (kategoria D) po 10 września 2008 r., oraz dla kierowców ciężarówek z uprawnieniami (kategoria C) zdobytymi po 10 września 2009 r. oznacza to konieczność odbycia dodatkowego specjalistycznego szkolenia (tzw. kwalifikacji wstępnej) i uzyskania odpowiedniego wpisu do prawa jazdy. Z kolei ci, którzy mają starsze prawa jazdy, uzyskane przed 2008 (ciężarówki) lub 2009 r. (autobusy), muszą odbyć dodatkowe szkolenie okresowe w wyznaczonym przez ustawodawcę terminie (ostatnia grupa w 2014 r.). Oznacza to, że w roku 2014 prawa jazdy ze stosownym wpisem powinni mieć wszyscy kierowcy zawodowi. NIK wspólnie z policją sprawdził, jak przepisy wyglądają w praktyce. Jesienią 2009 r. skontrolowano 4128 autobusów i 4780 samochodów ciężarowych. Okazało się, że bez wpisu o odbyciu kwalifikacji wstępnej jeździło ponad 9 proc. zobowiązanych do tego kierowców autobusów oraz ponad 17 proc. kierowców samochodów ciężarowych. Szkolenia okresowego nie odbyło ponad 5 proc. kierowców autobusów i blisko 11 proc. kierowców ciężarówek. Zdaniem NIK-u winę za taki stan rzeczy ponosi administracja rządowa, która nie stworzyła na czas kierowcom warunków prawnych i organizacyjnych do odbycia obowiązkowych szkoleń. Ministerstwo Infrastruktury prawie o dwa lata opóźniło przygotowywanie przepisów wprowadzających nowy system szkoleń. W efekcie zamiast w roku 2006 odpowiednie zmiany w prawie wprowadzono w 2008. Skutkiem tego w ciągu dziewięciu miesięcy kwalifikację wstępną odbyło zaledwie 78 kierowców autobusów (na 8 tys. potrzebujących jej w pierwszym roku). Ponadto w teście na zakończenie szkolenia znalazły się błędy (na 412 pytań błędnych było 35 odpowiedzi). Pięciu wojewodów nie powołało komisji egzaminacyjnych, co poważnie utrudniało kierowcom dostęp do uprawnień. Źle wyglądała też sytuacja z zapewnieniem jakości kadry instruktorskiej. Uprawnienia instruktora techniki jazdy nagminnie nadawano osobom bez egzaminów z umiejętności teoretycznych i praktycznych. W siedmiu urzędach wojewodowie nie przygotowali pytań i nie powołali komisji egzaminacyjnych dla instruktorów techniki jazdy. Wszyscy wojewodowie niedostatecznie nadzorowali ośrodki szkolenia i nie kontrolowali ich (z wyjątkiem Mazowieckiego UW i to na skutek kontroli NIK-u). Nie mieli zatem wiedzy, czy spełniają one wymagania przepisów prawa i czy ich wyposażenie oraz jakość szkoleń jest odpowiednia.

Nieprawdziwe informacje o symulatorach

Kontrolerzy NIK-u nie ustrzegli się jednak błędu. Napisali, że w Polsce nie ma certyfikowanych symulatorów. W raporcie czytamy: „Nie funkcjonuje także przepis zezwalający na prowadzenie ośrodków nie posiadających miejsc do jazdy w warunkach specjalnych – pod warunkiem wyposażenia w urządzenie techniczne do symulowania jazdy w warunkach specjalnych, posiadające odpowiedni certyfikat wydany przez jednostkę akredytowaną w polskim systemie akredytacji (art. 39g ust. 11 pkt 2 ustawy o transporcie drogowym). Z ustaleń kontroli wynika, że obecnie nie ma w Polsce tego rodzaju urządzeń technicznych. Przyczyną tego stanu jest nieokreślenie przez Ministra Infrastruktury warunków technicznych jakim ww. urządzenie powinno odpowiadać , co w konsekwencji wstrzymuje możliwość uzyskania stosownych akredytacji z jednostek badawczych. (…) Certyfikat na symulator produkcji niemieckiej F12HF-3/A88-NR bez kabiny kierowcy, wydany przez Instytut Zaawansowanych Technologii Wytwarzania w Krakowie (według informacji uzyskanych w toku kontroli ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych), został cofnięty w związku z naruszeniem przepisów o certyfikacji”.

To nieprawda. Symulator który dystrybuujemy posiada certyfikat – mówi Krzysztof Ledzion ze Stowarzyszenia KIEROWCA.PL. – Na certyfikacie została wystawiona błędna data. Dokument został anulowany i wystawiono nowy. Z merytorycznego punktu widzenia certyfikat nigdy nie został cofnięty.

Urządzenie, które doskonale odwzorowuje jazdę samochodem ciężarowym i autobusem, idealnie nadaje się do programu szkoleń praktycznych w ramach kwalifikacji wstępnej na kategorię C i D. Jak działa? Symulator jest odwzorowaniem pozycji kierowcy w samochodzie ciężarowym lub autobusie. Fotel ma odpowiednie regulacje i zaopatrzony jest w pasy bezpieczeństwa. Urządzenie jest wyposażone m.in. w stacyjkę, dźwignię przełożenia biegów i hamulca ręcznego, czyli we wszystko, co można znaleźć w rzeczywistym pojeździe. Obraz, który ukazuje się przed oczami szkolącego się kierowcy, przekazywany jest za pomocą trzech projektorów na trzy ekrany. Ponadto z głośników wydobywa się głos informujący o kierunku jazdy, dobrze wykonanych zmianach biegu oraz manewrach, które kierowca wykonuje nieprawidłowo. Dodatkowo realizmu dodaje warkot silnika. Stowarzyszenie KIEROWCA.PL będzie chciało, by NIK poprawił nieprawdziwą informację na temat symulatora.

Absurdem jest, że NIK oparł się w raporcie na zmanipulowanej informacji i nie sprawdził jej – mówi Ledzion. – Zażądamy, by NIK sprostował niekorzystną marketingowo informację na swoich stronach internetowych.

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.