Marketing jest pewnego rodzaju oszustwem dobrze opakowanym w liczne upusty, a ranking w postaci słupków „na kogo byś głosował” gości codziennie w naszych telewizorach w ramach politycznego PR-u.

Te dwa pojęcia w liberalizmie jadą szeroką szosą z pierwszeństwem przejazdu i znalazły prawne umocowania w ustawach. Dlatego nikogo nie powinna dziwić swobodna działalność Amber Gold czy wielu turystycznych biur podróży, którym chodzi o pozyskanie klienta poprzez obiecywanie mu gruszek na wierzbie. Marketing jest pewnego rodzaju oszustwem dobrze opakowanym w liczne upusty, a ranking w postaci słupków „na kogo byś głosował” gości codziennie w naszych telewizorach w ramach politycznego PR-u. Po 19 stycznia przyszłego roku będzie obowiązkowy w ośrodkach szkolenia kierowców, bo w art. 43 pkt 6 ustawy zapisano, że w ramach nadzoru nad szkoleniem kandydatów na kierowców i kierowców starosta ma obowiązek „sporządzania analizy, przetwarzania jej oraz podawania do publicznej wiadomości wyników analizy statystycznej w zakresie: a) średniej zdawalności osób szkolonych w danym ośrodku, b) liczby uwzględnionych skarg złożonych na dany ośrodek. W tym celu współpracuje z policją odnośnie kontroli drogowej nauki jazdy i z wojewódzkimi ośrodkami ruchu drogowego odnośnie osiągalnej zdawalności przez dany ośrodek”. Do tego zostanie też zaangażowana centralna ewidencja kierowców w zakresie przekazywania informacji o naruszaniu przepisów ruchu drogowego popełnionych przez kierowców, którzy ukończyli szkolenie w danym ośrodku szkolenia kierowców.


Oprócz planowanej corocznej kontroli autoszkół starosta w przypadku niskiej lokaty danego ośrodka w rankingu może zlecić w nim dodatkową kontrolę. Pięknie! Będziemy mieć szeroko pojętą swobodną działalność gospodarczą. Gdyby takie ustawy dotyczyły wielu dziedzin naszego życia, to nie mielibyśmy dzisiaj wielu afer. A jak dotychczas rynek marketingowy w szkoleniu i egzaminowaniu kierowców szaleje jak grypa w Naprawie. Jak czytam na portalu Interia, 7 września br. „Groupon ogłasza, że możesz zrobić prawo jazdy za 650 zł, zamiast 1300 zł. Dziś Groupon proponuje Ci podstawowy kurs prawa jazdy kategorii B, który gruntownie przygotowuje Cię do niełatwej roli rycerza szos” i dalej pisze: „Odtąd koperta nie będzie Ci się kojarzyć z kartką papieru, a górka z jazdą na sankach” i zaprasza na ul. Szczęśliwą. Aby przekonać się, że jest to chwyt marketingowy, nie trzeba było długo czekać. Czytamy niedługo potem, że OSK w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej oszukał klientów proponując im kurs za 700 - 750 zł, a więc poniżej rzeczywistych kosztów, zgarnął pieniądze i jak w Amber Gold na drzwiach wywiesił kartkę NIECZYNNE. Dopiero teraz poszkodowani zgłaszają się do prokuratury, która bada sprawę, a prokurator K. Kopania czeka na zgłoszenia kolejnych oszukanych klientów. Mam nieukrywaną satysfakcję, że ostrzegałem wielokrotnie w moich felietonach o tym ogólnopolskim zjawisku oszustwa, które powinniśmy potraktować poważniej niż oszukanego turystę z biura podróży, gdyż tutaj nieopalony turysta nie stanowi takiego zagrożenia jak niedouczony kierowca na drodze. Jest on prawdziwym zagrożeniem i nie możemy sobie tego bagatelizować. Oszustwo przy wykorzystaniu modnego marketingu zaczyna być polską specjalnością życia gospodarczego i przybrało formy współzawodnictwa. Trwa walka, która firma na większą skalę oszuka klienta. Internauta Oszukany pisze: właścicielka OSK w Łodzi „oszukiwała tak jak wiele innych szkół i ośrodków egzaminacyjnych”. I dodaje: „chory system w chorym państwie”, dalej ostrzega „kto liczy na takie promocje, to potem musi dopłacić”. Niech prokuratorzy nie czekają na zgłoszenia oszukanych, bo jeśli w reklamach i mediach puszcza się bzdety z daleka pachnące oszustwem, to powinien wkraczać z urzędu i likwidować taką patologię. Jeśli nie ma odpowiednich zapisów, to przecież żaden problem, aby je wprowadzić. Zjawiska tego typu trzeba eliminować, a nie czekać do chwili, gdy oszuści zgarniętą od naiwnych forsę dobrze ukryją i mówiąc, że są już goli chętnie złożą rączki do kajdanek.


Nasz ustawodawca wprowadzając ranking dla szkół kierowców myśli, że w ten sposób wyłoni  najlepsze ośrodki szkolenia kierowców, a słabsze będą musiały upaść. Czas i rzeczywistość pokaże, czy osiągniemy sukces, jak na ostatniej olimpiadzie w Londynie. Już w dotychczas prowadzonym przez ośrodki egzaminowania rankingu zdawalności występowało wiele nieprawidłowości. W rzeczywistości najlepszą zdawalnością najczęściej chwaliły się te OSK, które miały dojście do egzaminatorów. „Załatwiając” egzaminy trąbiły na wszystkie strony, że są „najlepsze”, bo mają wysoką zdawalność, lecz istota sprawy była żenująca. Przypuszczam, że wprowadzenie przez starostę rankingów i podawanie do publicznej wiadomości lokat danego OSK w „zdawalności” przyczyni się do wielu procesów na salach sądowych. Powód? Taki ranking będzie marketingową manipulacją, już u podstaw obciążoną wieloma błędami. Po drugie, czy jeżeli będę miał kursantów z uczelni czy LO i techników, a więc młodych i o większym IQ, to mogę się równać z ośrodkami z terenów wiejskich lub takimi, gdzie więcej jest kursantów starszych wiekowo? Myśmy już mieli rankingi, czyli współzawodnictwo w PRL-u na zasadzie „stachanówki” i potem wyszło, tak jak wyszło - „czy się stoi, czy się leży…”. Teraz i bez marketingu klienci „napasą” super OSK. Oczywiście ranking dla nas będzie prowadzony z podziałem na trzy grupy: duże, średnie i małe ośrodki, ale kwasów będzie co niemiara. Zawsze do rankingów oceniani odnoszą się sceptycznie i mówią, że to manipulacja. Pomimo że są wyspecjalizowane agencje rankingowe, zwykle uważamy, że ogłaszane przez nie wyniki badań nie są miarodajne. Wielu kierowników szkół kierowców zgłasza do dyrektorów ośrodków egzaminacyjnych protesty, że rankingi są nieprawdziwe. Sam tego doświadczyłem, kiedy w rankingu ośrodek egzaminacyjny podał, iż przeszkoliłem dwa razy tyle osób niż w rzeczywistości. Zadzwoniłem i oświadczyłem, że w tej sytuacji sprawę kieruję do prokuratury, bo ktoś na lewo wydał tyle zaświadczeń. Wówczas oświadczono mi, że to zwykła komputerowa pomyłka. Wszystkie ośrodki już jednak otrzymały ranking, więc moi instruktorzy i ja sam czuliśmy się bezsilni i zniesmaczeni. Ale gdzie szukać sprawiedliwości skoro, jak czytam w ostatniej „Szkole Jazdy” w artykule pt. „Auto za grosz”, Krajowa Izba Odwoławcza zdecydowała, że cena za wynajęcie samochodu zaproponowana WORD-om w Przemyślu i Rzeszowie przez firmę Auto-Res jest „zgodna z prawem i ekonomiczna”. I cóż tutaj dużo pisać, w komercjalizacji nie ma miejsca na szlachetną rywalizację. Wracamy do prawa dżungli, gdzie silniejszy nie tylko zwycięża, ale ma do tego prawo, bo tak ustalono na górze.


 


Janusz Ujma

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0