Od czerwca na antenę TVP wróciła „Pszczółka Maja” w nowej odsłonie. Tymczasem my rozmawiamy z aktorką i reżyserką Ewą Złotowską, która użyczała głosu kultowej pszczółce.

Czy w pani zawodzie przydaje się samochód?


? Przy takim aktywnym trybie życia własny i niezależny środek transportu to konieczność! Trudno mi inaczej sobie wyobrazić normalne funkcjonowanie i pogodzenie obowiązków zawodowych z prozą codziennego domowego życia.


Jakie samochody pani lubi?


? Chociaż głównym moim uzależnieniem w życiu jest samochód, to jego marka nie jest ważna. Musi być niezawodny. Oczywiście niezbyt duży. Jako drobna kobieta ? mam 150 cm wzrostu ? potrzebuję osłony, ochrony i niezależności. Jestem osobą bardzo ruchliwą i wciąż śpieszącą się dokądś… Czasami zupełnie niepotrzebnie. Strata czasu, wynikająca z przenoszenia się z miejsca na miejsce, jest dla mnie udręką, więc staram się robić to szybko. A jakie są tego konsekwencje? Często takim oto dialogiem: „Przekroczyła pani prędkość” ? mówi policjant. Na to ja: „To niemożliwe, mój samochód tak szybko nie jeździ”. „Tym razem pojechał”. „Czy mógłby mnie pan pouczyć?” ? przymilam się głosem Pszczółki Mai, licząc, że zmięknie.
Często się udaje . Właściwie kogo tu pouczać? Weterankę kierowcę?!


Kiedy uzyskała pani prawo jazdy?


? Prawo jazdy dostałam w wieku dziewiętnastu lat i od tego czasu prawie nie wysiadam z samochodu. Kurs robiłam na ulicy Senatorskiej w Warszawie, jeżdżąc skodą ? starą, koszmarną, wielką i wołowatą.
Instruktor miał do mnie stosunek mocno pogardliwy, kiedy kombinowałam, czy widzieć, czy naciskać pedały. Nie wspomnę już o przekładni biegów, do której na dobrą sprawę potrzebowałam obu rąk. Na szczęście teorię zdałam śpiewająco, znaków drogowych się nauczyłam, na pytania odpowiadałam dowcipnie, a mój ówczesny chłopak podszkolił mnie z jazdy. Mimo że praktycznie nie mam przerw w prowadzeniu, przy dzisiejszym ruchu nie czuję się bezpiecznie. Nie wiem też, czy zdałabym obecny egzamin.


Wydaje się pani, że jest zbyt trudny?


? Ja po prostu nie myślę testowo, tylko problemowo. Zjeździłam całą Polskę ukochanym maluchem. To była frajda i przyjemność. Drogi często były koszmarne, ale za to samochód można było naprawić u każdego wioskowego kowala. Obsługa samochodu to dla mnie terra incognita. Umiem wytrzeć szyby, a i to niechętnie. Wiem, gdzie wlać benzynę.


Czy czuje się pani bezpiecznie na polskich drogach?


? Ponieważ jeżdżę niedużym autem, często jestem lekceważona przez kierowców, szalejących po szosach ryczącymi potworami, którzy zapychają ulice miast, wożąc z dumą siebie i… powietrze. Cóż, męskie ego jest niewytłumaczalne. Z moich obserwacji wynika, że kobiety prowadzą dużo lepiej, spokojniej i z wyobraźnią. Są też na drodze bardziej uprzejme. Przez lata mieszkałam na warszawskim Powiślu, bardzo blisko Legii. Któregoś dnia podjechałam pod dom maluchem w momencie, kiedy po meczu wychodzili kibice. Grupa młodych ludzi po kilkunastu, jak sądzę, piwach doskoczyła do mnie, krzycząc: „Patrzcie, jaki zmęczony maluszek! Trzeba go położyć na boczek, żeby odpoczął!” ? i zaczęli mnie podnosić razem z autem . Sparaliżowało mnie z przerażenia. „Jesteście bez serca” ? wrzasnęłam ? „Jak ja go potem sama postawię na nogi?”. Jeden popatrzył na mnie szklistym wzrokiem: „Ona ma rację” ? krzyknął. „Zostawcie ją, jakaś mała jest”.
Czasem mój wzrost ma plusy. Raz w życiu miałam wypadek samochodowy. To była jedyna stłuczka, ale za to dokładna. Składano mnie z kawałków. Skutki są do dziś. Jechałam z Demonem Niecierpliwości! Strzeżcie się go. Jest straszliwy! Lepiej jeździć z Wyobraźnią.


 


Ewa Złotowska o sobie


Wychowywałam się w atmosferze teatru. Zdolności artystyczne odziedziczyłam po mamie. Natomiast mój ojczym pracował w Teatrze Narodowym jako modelator. Był najlepszy w swojej branży! Siłą rzeczy od dziecka przebywałam w teatrze, nasączając się jak gąbka atmosferą Wielkiej Sztuki. Nic więc dziwnego, że od najmłodszych lat sama zaczęłam występować.


Szkolne spektakle, np. „Zemsta” (jako Klara) w teatrze Buffo - z Danielem Olbrychskim i Maciejem Englertem. Wiele konkursów recytatorskich różnych szczebli, które w większości wygrywałam, akademie ku czci itp. Równoległe szkoła muzyczna - skrzypce! Po maturze wzięłam udział w eliminacjach i dostałam się do wspaniałego Teatru STS. Miejsce Kultowe! Występowały same sławy! Z STS-u trafiłam do TV . Grałam w pierwszym serialu „Szklana niedziela” jako córka Danuty Szaflarskiej i Andrzeja Szczepkowskiego. Już po dwóch odcinkach zaproszono mnie do dubbingu, z którego nie wychodziłam przez 30 lat. Nagrałam między innymi : „Pippi Langstrumpf”, „ Dzieci kapitana Granta” oraz całą masę innych filmów autorskich i kreskówek, jak „Bolek i Lolek”, że nie wspomnę „Pszczółki Mai”! Andrzej Łapicki przyprowadził mnie do Teatru Polskiego Radia, który uwielbiam do dzisiaj. Szkoda, że mało tam się teraz gra. W wieku dwudziestu lat zdałam egzamin aktorski przed komisją Ministerstwa Kultury i Sztuki. Równocześnie uczyłam się śpiewu w klasie profesora Wacława Brzezińskiego w renomowanej szkole muzycznej w Warszawie przy ulicy Bednarskiej. Trwało to ponad dziesięć lat plus szaleństwa estradowe i kabaretowe: ZAKR, Opole, Arkady, Pod Gwiazdami, film i TV. Co jeszcze? Studia w Petersburgu na wydziale reżyserii ukończyłam przed terminem z wyróżnieniem. Piszę sztuki, reżyseruję, robię adaptacje dla teatrów, radia i TV. Jestem cały czas w biegu! Swoim życiorysem mogłabym obdarzyć parę osób. Obecnie gram w spektaklach „Klimakterium”, „ Klimakterium II”, „Dwie połówki pomarańczy”.

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0