Przydrożne reklamy stwarzają zagrożenie

samochód

Wielkie, nielegalne reklamy jak grzyby po deszczu wyrastają wzdłuż jezdni. Szpecą pobocza zarówno dróg krajowych, jak i wojewódzkich. Jednak co gorsza, stanowią poważne zagrożenie, bo rozpraszają, zasłaniają i stwarzają niebezpieczeństwo wypadków Reklamowym tablicom powiedziały „dość” Kartuzy.

Drogowcy z Zarządu Dróg Powiatowych zapowiadają walkę z nielegalnie ustawionymi znakami. Najwięcej tablic znajduje się przy rozjazdach, a doskonałym przykładem jest skrzyżowanie z drogi powiatowej w stronę Krzesznej. Problem dotyczy jednak nie tylko Pomorza, ale całego kraju. – Przy wielu pasach drogowych panuje bałagan – przyznaje Andrzej Puzdrowski, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Kartuzach. – Firmy stawiają tablice, znaki, kierunkowskazy. Są ich dziesiątki. Bez naszego pozwolenia takie reklamy są nielegalne, dlatego poprowadzimy akcję kontrolną. Reklamy ograniczają też widoczność, stanowiąc zagrożenie dla ruchu drogowego . Przy drogach powiatowych szyldy mogą się znajdować tylko w terenie zabudowanym. Poza nim, zwłaszcza w rejonie skrzyżowań, nie ma możliwości ustawiania jakichkolwiek tablic. Z tym problemem walczy też Gdańsk. Od początku roku straż miejska podjęła w tej sprawie ponad 100 interwencji. By ograniczyć zapędy nielegalnych reklamodawców, ustalono wysokie kary finansowe za zajmowanie pasa ruchu drogowego. – Zgodnie z uchwałą Rady Miasta Gdańska, wynoszą dziesięciokrotność dziennej stawki za zajęcie pasa. Jeśli droga jest gminna, opłata wynosi 90 gr za metr kw. reklamy dziennie, jeśli powiatowa – 1,20 zł. Zajęcie drogi wojewódzkiej kosztuje 1,40 zł, drogi krajowej 1,80 zł – wylicza Jerzy Polak z gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni. Ściąganiem opłat zajmują się sądy, drogowcy starają się więc unikać długotrwałych procesów. Urzędnicy przyznają, że do usunięcia szyldów wzywają przede wszystkim pisemnie. – Jeśli reklamodawca odmówi, jesteśmy zmuszeni wszcząć postępowanie sądowe – przyznaje Puzdrowski. Kłopot w tym, że nie zawsze wiadomo, do kogo należą nielegalne tablice. Firmy się tłumaczą, że nic nie wiedzą o nielegalnej reklamie. – Dlatego z żądaniem usunięcia reklam ZDiZ w pierwszej kolejności zwraca się do firm, które są właścicielami nośnika, na przykład tablicy albo przyczepy. Dopiero potem, jeśli nie wiadomo, do kogo należy szyld, wezwanie kierowane jest do reklamującego się podmiotu – tłumaczy Polak. Największym przydrożnym problemem są jednak nie tablice, a przyczepy z wielkimi reklamami. Trudno je zlokalizować, bo co kilka dni są przenoszone z miejsca na miejsce. W Trójmieście funkcjonuje kilkadziesiąt wypożyczalni tego typu nośników. Drogowcy podejrzewają, że z powodu nadchodzących wyborów samorządowych w najbliższych dniach rozpocznie się prawdziwy wysyp „reklamowych” lawet.

Źródło: Dziennik Bałtycki

 

Wasze komentarze (2)

  1. W Gorzowie Wlkp w okolicy dużych skrzyżowań ustawiono duże ekrany wizualne, które rozpraszają obserwację ruchu, kierowcy gapią się w ekran .
  2. Uważam, że równie duże zagrożenie stwarzają "posiane" znaki drogowe. Niektóre zarządy dróg stawiają je w zbyt dużym zagęszczeniu, umieszczając na siłę niepotrzebne znaki. Więcej rozsądku i lepszych rozwiązań życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.