Przestępstwa w szkoleniu

Powinniśmy piętnować i wykluczać osoby, które nie stosują się do obowiązujących przepisów. Czy naprawdę trzeba policji i prokuratury, aby zlikwidować przejawy bałaganiarstwa i cwaniactwa?

Przeglądając wiele branżowych biuletynów i prasę codzienną, zauważyłem wyraźny wzrost zainteresowania mediów problemami przestrzegania podstawowych przepisów dotyczących szkolenia praktycznego kierowców. Relacje z przeprowadzanych przez policję w całej Polsce kontroli pojazdów szkoleniowych są bardzo niepokojące.

Ponad połowa samochodów szkoleniowych nie spełnia podstawowych wymogów technicznych przewidzianych w ustawie i rozporządzeniu. Również instruktorzy nauki jazdy często nie stosują się do tych przepisów. Przykładem tego jest niewłaściwe oznakowanie pojazdu, które polega na braku nazwy i adresu OSK na pojeździe. Problem ten występuje nagminnie w przypadku samochodów, które po zakończeniu szkolenia są użytkowane w celach prywatnych. Trudno jest to zrozumieć, być może właściciele tych samochodów chcą zachować anonimowość i ukryć z jakichś sobie znanych powodów dodatkową pracę.

To niestety tylko jeden z licznych przypadków łamania prawa przez przedstawicieli naszej branży. Wśród występujących wykroczeń stwierdzonych podczas kontroli można wyliczyć również m.in.: brak w dowodzie rejestracyjnym adnotacji o przeznaczeniu pojazdu, brak aktualnego badania technicznego, zbyt duża liczba osób w samochodzie szkoleniowym, braki w dokumentacji kursanta i instruktora, brak środków łączności samochód szkoleniowy – motor, no i klasyczne już braki w wyposażeniu takich elementów jak apteczka, gaśnica czy koło zapasowe.

Jak Państwo widzicie, są to na szczęście drobne przewinienia, które na ogół nie powinny mieć wpływu na bezpośredni przebieg szkolenia i bezpieczeństwo jego uczestników.

Niechęć do wpisywania do dowodu rejestracyjnego przeznaczenia pojazdu ma uzasadnienie ekonomiczne. Właściciele, podobnie jak przy braku oznakowania na samochodzie, chcą po pierwsze ukryć przed ewentualnym nabywcą pochodzenie i rodzaj pracy samochodu, co ma istotny wpływ na cenę sprzedaży. Po drugie są ciągle ubezpieczyciele, którzy nie dają zniżek ze względu na przeznaczenie samochodu. No i dochodzi jeszcze kłopot z koniecznością wykonywania corocznie przeglądów technicznych.

Wydaje się, że te drobne wykroczenia nie powinny zwracać naszej uwagi. Jednak ich nagminność w połączeniu z fatalną jakością wyników szkolenia wywołują w szeroko pojętej opinii społecznej obraz bardzo negatywny dla całego środowiska. Są to przecież niedociągnięcia, które tak na dobrą sprawę nie powinny istnieć. Przecież przyczyny ich występowania są świadectwem całkowitego braku samokontroli i jakiegokolwiek nadzoru ze strony właścicieli. Kpina!

Wymienione sytuacje są wynikiem całkowitej pogardy dla wykonywanego zawodu oraz braku poszanowania dla naszych klientów. Nic więc dziwnego, że obserwatorzy z zewnątrz, pod wpływem sensacyjnych często informacji (ostatnio mamy bulwersującą sprawę gwałtu w OSK czy przypadek z kabrioletem przystosowanym do szkolenia), coraz natarczywiej domagają się wzmocnienia kontroli nad OSK. Słyszy się również o pomysłach powołania specjalnej inspekcji do tego celu.

Obecnie jest już znany projekt strony rządowej skierowany do Sejmu RP, nakładający na OSK nowe obowiązki dokumentowania pracy ośrodka poprzez składanie meldunków do starostów nadzorujących szkolenie. Osobna sprawa, czy przyniesie to spodziewany rezultat. Moim zdaniem nie. Uważam, podobnie jak wielu moich kolegów i przyjaciół skupionych w PFSSK, że powinniśmy piętnować i wykluczać osoby, które nie stosują się do obowiązujących przepisów. Będziemy występować o zaostrzenie restrykcji wobec osób niedających żadnych gwarancji w poważnym traktowaniu swoich obowiązków i formujących negatywną opinię o całym środowisku. Czy naprawdę trzeba policji i prokuratury, aby zlikwidować te przejawy bałaganiarstwa i cwaniactwa?

Myślę, że wraz ze wzrostem wymagań formalnych stawianych OSK, musimy pamiętać o wzroście wymagań stawianych ludziom zatrudnionym w OSK.

Oczywiście to nie wszystkie uwagi, jakie przychodzą mi na myśl po wieloletniej obserwacji zachowań i postaw wielu spośród wykonujących pracę instruktorów, ale nie tylko.

Chciałbym rozpocząć dyskusję w gronie kolegów zainteresowanych poważnymi i koniecznymi zmianami w funkcjonowaniu naszych OSK.

Jestem pewien, że opinia wielu z nas jest jednoznaczna w stosunku do osób, które w jaskrawy i widoczny sposób nie pasują do naszych, często idealistycznych wymagań dotyczących szkolenia i wychowywania przyszłych kierowców. Pomoże to w wypracowaniu wspólnie z naszymi partnerami wielu pozytywnych i skutecznych, oczekiwanych przez zdecydowaną większość, rozwiązań.

Pamiętajmy, że znana stara prawda o złym pieniądzu, który wypiera z rynku dobry, dotyczy również naszego środowiska.

 Wojciech Szemetyłło – wiceprezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców oraz Prezes Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców w Warszawie

Wasze komentarze (4)

  1. wszystko przez niskie ceny. Niska cena = praca na maksa + na lewo ile się da bo żyć trzeba - wtedy nie ma czasu na dbanie o szczegóły. Wejdzie vat to cena już nigdy nie podskoczy ponad 1200 zł. Straszne
    • Wojtku! Bałagan idzie z góry. Dzisiaj nikt już nie panuje nad szkoleniem kierowców w Polsce. Każdy robi co chce, nasza branża leży na łopatkach. Idzie o ilość, nie jakość.
      • Dlatego też jak wynika z obserwacji rynku szkoleniowego, robiąc wszytko zgodnie z prawem, długo się nie utrzymasz, pójdziesz z torbami, cwaniactwo się liczy.
    • Na spotkaniu w starostwie jeden z instruktorów narzekał na niskie ceny. Prawda była taka ,że to On miał najniższe ceny w powiecie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.