Przeklęta teoria

Śmiem twierdzić, że brak obowiązku prowadzenia zajęć teoretycznych to dar z niebios dla 80 proc. szkół jazdy. To oszczędności na sali wykładowej, podręcznikach i innych materiałach dydaktycznych oraz instruktorze prowadzącym zajęcia.

Od stycznia w pewnych kręgach środowiska instruktorskiego zapanowała wielka radość. Została ogłoszona nowina, że zajęcia teoretyczne nie są obowiązkowe. Jakaż to oszczędność dla ośrodka szkolenia kierowców! Sala wykładowa właściwie niepotrzebna. Ustawodawca wprawdzie nakazał jej posiadanie, ale wiadomo, wynajmie się ją na godzinę i po sprawie!

Płyty z szuflady

Obowiązek prowadzenia zajęć z pierwszej pomocy przedlekarskiej sprowadza się i będzie sprowadzał do przyłożenia pieczątki ratownika medycznego. Jak znam życie, to trzyma ją w swoim biurku kierownik szkoły jazdy. Jak wiadomo, ratownik kosztuje, poza tym jest zapracowany i uzgodnienie terminu zajęć graniczy z cudem.

Tak na marginesie, w jakim chorym kraju żyjemy, że ratownik medyczny, lekarz w karetce czy jej kierowca pracują na kilku etatach, często mają swoje firmy, żeby omijać prawo pracy i móc świadczyć usługi całą dobę? Znam przypadki ratowników medycznych, którzy pracują 72 lub więcej godzin. Non stop. Dlaczego? Odpowiadają szczerze: „za co mam utrzymać rodzinę?”. Mają bardzo odpowiedzialną pracę, ratują życie i zdrowie, a sami są wycieńczeni. Zajęcia prowadzone przez profesjonalnego ratownika medycznego kosztują. Można więc puścić kursantom na zajęciach film, jak to wyglądała pierwsza pomoc w latach 70. Po co tracić pieniądze na nową płytę, nie wspominając już o ratowniku?

Wybawienie? Nie dla kursanta

Śmiem twierdzić, że brak obowiązku prowadzenia zajęć teoretycznych to dar z niebios dla 80 proc. szkół jazdy. To oszczędności na sali wykładowej, podręcznikach i innych materiałach dydaktycznych oraz instruktorze prowadzącym zajęcia.

Cena kursu jest tak skalkulowana, że teoria prowadzona jest za darmo – twierdzi większość właścicieli OSK. Ich zdaniem, zarabia się tylko i wyłącznie na zajęciach praktycznych oraz jazdach uzupełniających. Zastanawiam się, jak można skalkulować cenę kursu, pomijając bardzo czasochłonne i kosztochłonne zajęcie teoretyczne. Wynajem sali, zakup materiałów, godziwa zapłata za prowadzenie zajęć teoretycznych dla instruktora oraz ratownika medycznego kosztuje. I to sporo. Dziwi fakt, że tak oświeceni i wykształceni właściciele ośrodków szkolenia kierowców nie potrafią tego zrozumieć. Gdy pracowałem w jednym z poznańskich OSK, za poprowadzenie dziewięćdziesięciominutowego wykładu otrzymywałem 50 zł. Z kolei gaża ratownika medycznego to 80 zł za godzinę zajęć.

Czekam tylko, jak szkoły jazdy będą wmawiały kursantom, że zajęcia teoretyczne nie są do niczego potrzebne. Przecież mając płytę z testami opanuje do perfekcji pytania na egzamin państwowy! Szkoda mi tylko kandydatów na kierowców.

Dzieci bez szkoły

Już pojawiły się oferty szkół jazdy zachęcających kursantów do uczenia się teorii w domu. Z kolei cena części praktycznej kursu to jedynie 699 zł. Liczę, liczę i… nie mogę się doliczyć. Chyba zepsuł mi się kalkulator. Zakładając, że instruktor zarobi na rękę 10 zł, a do wyjeżdżenia jest 30 godzin plus jedna na egzamin wewnętrzny, daje to 310 zł. Jadąc zgodnie z zasadami eco-drivingu – kolejne 200 zł trzeba przeznaczyć na paliwo. Należy jeszcze doliczyć koszty amortyzacji pojazdu i nieprzewidziane wydatki. Dla właściciela OSK zostaje 100 zł minus podatek.

W Polsce już od kilku lat prowadzone są kampanie społecznie dotyczące bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Jestem przekonany, że nauczenie się z płyty nawet miliona pytań nie spowoduje, że na drogach będzie bezpieczniej. Jaki cel przyświecał ministerstwu i urzędnikom, żeby zlikwidować zajęcia teoretyczne? Może zlikwidujmy szkoły i każmy się uczyć dzieciom przez internet? Zaoszczędzimy na utrzymaniu budynków szkolnych, nauczyciele nie będą potrzebni. Dzieciaki będą szczęśliwe.

Mądrzy ludzie

Ja nie zamierzam rezygnować z prowadzenia zajęć teoretycznych. Uważam, że solidne podstawy ułatwiają kursantowi przejście praktycznej część nauki jazdy. Mam także cichą nadzieję, że mądrzy właściciele szkół jazdy będą prowadzili zajęcia teoretyczne na jeszcze wyższym poziomie merytorycznym. Może to pozwoli im osiągnąć sukces na rynku szkoleń, bo mądrych ludzi, którzy chcą zapłacić duże pieniądze za profesjonalny kurs, nie zabraknie? Nie możemy uczyć ludzi, jak zdać egzamin, tylko myślenia, przewidywania i bezpiecznej jazdy.

Marcin Zygmunt,

instruktor nauki i techniki jazdy,

specjalista ds. BHP

 

Wasze komentarze (7)

  1. Bardzo dobrze, że nie zamierza Pan rezygnować z prowadzenia zajęć praktycznych i to na wysokim poziomie. Nie sądzę jednak, żeby ten entuzjazm udzielił się kursantom, którzy (moim zdaniem) są szczęśliwi z powodu zwolnienia ich z obowiązku siedzenia w salach OSK przez 30 godzin na nudnych (ich zdaniem) wykładach. Zobaczymy, czy ten "dar niebios" nie odbije się na egzaminie. Ilu kursantów faktycznie jest w stanie pojąć zasady ruchu drogowego z płytek, filmików, kodeksów?
    • Proszę Państwa nie ma co ukrywać! Wykłady prowadzone przez większość OSK była nudna i nie pomagała nabywania wiedzy z przepisów ruchu drogowego. Oprogramowanie typy Vademecum wykładowcy z którego korzystało większość OSK to bubel, który róniweż dobre każdy kursant może odtworzyć sobie w domu - efekt będzie taki sam. Zadam proste pytanie: Jak można uczyć przepisów ruchu drogowego skoro rzadko które OSK daje kursantowi ustawę prawo o ruchu drogowym. Kursanci w dalszym ciągu myślą, że przepisy ruchu drogowego pochodzą z jakiejś gazety lub płyty.
  2. Brak obowiązkowej teorii to bardzo dobre rozwiązanie dla małych OSK. Wykłady dla 3-6 osób są nieopłacalne. A jeszcze zawsze komuś godziny nie pasują i masz go prosić, żeby przyszedł. Wielu instruktorów też zwyczajnie nie czuje się dobrze w roli wykładowcy, choć mają dar do nauki praktyki. Lepiej polecić kursantowi dobry ekurs i niech sobie kupi sam i uczy się kiedy chcę w domu.
  3. Nic na siłę, jeden będzie wolał uczyć się sam, drugi przyjdzie na kurs z wykładami! wg mnie część "wykładowców" robił więcej szkody niż pożytku: nic nie uczy bo przynudza,a do tego narzuca komuś lipne materiały do nauki. Później taki kursant przekonany, że odbył przecież kurs i przejrzał płytke idzie na egzamin i oblewa.
  4. Ehh cóż za ironia... Autor założył, że tylko wykłady i zajęcia teoretyczne w szkole super przygotują do egzaminu zrobią z człowieka opowiedzianym kierowcą. Jest to myślenie czysto idealistyczne: po 1 zakłada, że wszystkie wykłady w polskich OSK są profesjonalne i skutecznie uczą, po 2 - i tak najwięcej zależy od samego zainteresowanego: jeżeli się postara tyle samo lub więcej może nauczyć się sam w domu np. przez internet.
  5. Bardzo dobrze że wykłady będą nieobowiązkowe. Teraz niby każdy robił 30h wykładów i 30h jazdy, a jak było rzeczywiście to wiadomo, byle jaka plytka i po klikaj testy to cały wykład. Później taki kursant widzi ze godzin wszędzie tyle samo więc najważniejsze żeby było jak najtaniej. Lepiej niech OSK które chcą robić wykłady je robią za wyższą ceną a te OSK co nie chcą niech robią tylko praktykę. Przynajmniej bedzie jasne dlaczego ceny są różne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.