Mam taki zwyczaj, że rano na śniadanie jem coś słodkiego, wypijam kawę i oglądam programy publicystyczne. Wydawać by się mogło, że mało co i kto może popsuć mi nastrój. Jednak przestaję się uśmiechać, gdy tylko pomyślę, że nie protestuję, tylko uczciwie zarabiam na utrzymanie i… protestujących.

Z wykształcenia jestem politologiem. Interesuję się bardzo sprawami polityczno-społecznymi i doskonale zdaję sobie sprawę, że rok 2015 jest wręcz wymarzony do protestów. Czekają nas przecież wybory. Ale mój podziw budzi kompletne oderwanie liderów związkowych od rzeczywistości. Na hałdach zalega podobno 8 milionów ton węgla, którego nie ma komu sprzedać, a ci ludzie, którzy często zarabiają więcej niż prezesi spółek węglowych i są praktycznie nieusuwalni, wmawiają biednym górnikom, że pieniędzy jest mnóstwo, a wszystkie przywileje im się należą niezależnie od tego, czy na rynku węgla jest dobrze, czy źle.


Górnicza dola


Mam znajomego, który pracuje w kopalni. Jego ciągłe narzekanie wywołuje u mnie ból głowy. Pracuje pod ziemią, jego praca jest bardzo niebezpieczna i ciężka. Szczerze? Nie chciałbym jej wykonywać. Ale on sam, przez nikogo niezmuszany, zaczął pracę w kopalni, wiedząc, że będzie ciężko. Zarabia ponad 6 tys. zł netto. Posiada górnicze mieszkanie, za które nic nie płaci, otrzymuje zwrot kosztów dojazdów do pracy. Ma dwoje dzieci. Za nie również otrzymuje od kopalni pieniądze. Niemałe, bo w praktyce prawie 1 tys. zł. Nie liczę trzynastej i czternastej pensji oraz barbórki. To pokaźny zastrzyk pieniędzy. W pracy zjada posiłki regeneracyjne. Nie jest to zupka z paczki, zalewana gorącą wodą. Jego żona również pracuje w górnictwie, ale na stanowisku biurowym. Znamy się i czasami odwiedzamy. Zawsze narzeka, jest przesiąknięty marazmem. Zastanawiam się, czy to przez brak słońca pod ziemią.


Mój kolega oczywiście protestuje, bo mu źle, bo mu chcą zabrać jego pieniądze. On, tak jak i jego liderzy związkowi, nie widzi, że kopalnia, w której pracuje, generuje olbrzymie straty, które budżet państwa łata z naszych, moich podatków. Kiedyś mu powiedziałem: „skoro tak ci źle, zwolnij się i pracuj w innej branży”. Obraził się. Stwierdził, że „nam, kapitalistom” w głowach się poprzewracało.


Walka o prawa


Druga solidarnie protestująca grupa to rolnicy. W zimie pracy na roli i w gospodarstwie mało, to pojechali się spotkać pod domem ministra Sawickiego. Oczywiście jak przystało na biednych polskich rolników pojechali ciągnikami wartymi od trzystu tysięcy do pół miliona złotych. Ale mówią, że wszystko finansowane jest z kredytów. Znam wielu rolników. Mają tendencję do typowo polskiego narzekania, ale właśnie teraz, w zimie, kupują nowe maszyny, korzystają z dopłat i preferencyjnych kredytów. Rolnik otrzymuje dopłatę do maszyny w wysokości 50 proc. oraz zwrot całego podatku VAT. Program „Rolnik szuka żony” pokazał, jak się żyje na wsi. Osoba pracowita i mająca głowę na karku żyje dobrze i dostatnio.


Silne państwo to silne organizacje branżowe. Na przykładzie górników i rolników widać, że potrafią walczyć o swoje prawa. Walczyć skutecznie, z całą siłą i mocą swoich słusznych i niesłusznych argumentów. Wyjść na ulice i protestować. Jeśli argumenty słowne nie skutkują, zawsze pozostaje siła…


Wybierajmy świadomie!


Właściciele OSK oraz instruktorzy nauki i techniki jazdy mogą tylko pomarzyć o takich silnych, nierozdrobnionych organizacjach branżowych, których mogłaby bać się pani premier, a właściwy minister zmieniałby miejsce zamieszkania w obawie, że pod jego domem pojawią się tysiące pojazdów elek. A powodów, żeby protestować, nie brakuje. Przepisy, na podstawie których musimy funkcjonować, są tak głupie, że aż śmieszne. Właśnie przez to pozamykały się szkoły jazdy, kursanci boją się rozpoczynać naukę. Kwitnie turystyka egzaminacyjna do krajów sąsiednich. Polscy politycy jakoś tego nie zauważają. Wręczając sobie ordery i poklepując się po plecach myślą już o miejscu w ławie poselskiej.


Nie mam charakteru społecznika, nie należę do żadnej organizacji oraz partii politycznej, ale uczestniczę i świadomie głosuję w każdych wyborach. Może niech każdy z nas, właścicieli szkół jazdy oraz instruktorów, w ramach protestu zagłosuje w tych wyborach. Bo to my możemy dać politykom żółtą lub czerwoną kartkę. Wybierajmy świadomie, rozliczajmy z obietnic przedwyborczych!


 Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy, specjalista ds. BHP

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0