Prawo jazdy uszczęśliwia. Czasami bardziej niż pierwszy pocałunek

Dla kobiet uzyskanie uprawnień do kierowania autem jest większym szczęściem niż pierwsza miłość! Mężczyźni wyżej cenią prawko niż posiadanie dziecka – takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii. Czy w Polsce wyniki byłyby podobne?

Co dało ci najwięcej radości w życiu? Niby łatwe pytanie, ale gdyby kazano wpisać do ankiety np. pięć najszczęśliwszych momentów, to niejednej/niejednemu zadrżałaby ręka. No bo jak tu się przyznać, że licealna miłość wydaje nam się większym szczęściem niż posiadanie szanownego małżonka/małżonki? Albo że bardziej cieszyliśmy się z bramek Lewandowskiego, Bońka czy Szarmacha niż z przyjęcia oświadczyn? Do tego, że praca dała nam więcej satysfakcji niż posiadanie dzieci również niełatwo się przyznać. Nawet przed samym sobą.

Takie badania ankietowe przeprowadzili Brytyjczycy. Wnioski są zaskakujące. Niekiedy zabawne. Dla prawie 20 proc. mężczyzn zdobycie mistrzowskiego tytułu przez ich ulubioną drużynę piłkarską było większą radością niż wręczenie pierścionka zaręczynowego i słodkie „tak” ukochanej. A kobiety bardziej cieszyły się ze zdanego egzaminu na prawo jazdy niż z ukończenia studiów czy z pierwszej pracy. Co ciekawe – prawko dało im więcej szczęścia niż pierwsza miłość czy pierwszy pocałunek.

– Niemożliwe – dziwi się Krzysztof Majchrzycki, szef zespołu egzaminatorów nadzorujących w Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego. – Gdyby mnie ktoś zapytał o 20 najszczęśliwszych momentów w życiu, chyba bym nie pomyślał o prawie jazdy. A jeśli nawet znalazłoby się w „rankingu szczęścia”, to na pewno niewysoko.

Radość z jazdy

 W brytyjskim rankingu zdobycie prawka ulokowano na miejscu 4 (mężczyźni) i 5 (kobiety).

Badania zleciła firma Hidden Hearing, zajmująca się leczeniem wad słuchu. I okazało się, że oprócz ślubu, ciąży, pierwszych słów dziecka właśnie „passing your driving test” przynosi najwięcej radości.

– Satysfakcja jest taka, jak przy zawarciu związku małżeńskiego czy ukończeniu studiów? – nadal niedowierza Majchrzycki. – Prawie 50 lat zajmuję się szkoleniem i egzaminowaniem. Wydaje mi się, że od jakiegoś czasu prawo jazdy, samochody raczej tracą na atrakcyjności. Nawet jest moda na niejeżdżenie. Przynajmniej w dużych miastach. Bo to jest eko. Bo nie traci się czasu w korkach i na szukanie miejsc parkingowych. Bo oszczędza się pieniądze.

Dyrektor WORD-u w Łodzi wynikami ankiet zdziwiony nie jest. Może właśnie ze względu na PESEL. Łukasz Kucharski ma 40 lat.

– U mnie prawko jest w pierwszej piątce – zdradza prywatny ranking szczęścia. – Gdyby zapytano mnie kilka miesięcy czy nawet kilka lat po egzaminie, byłoby numerem jeden! Pamiętam, jak się malucha tankowało za pięć złotych. Człowiek był młody, nie miał pieniędzy, ale jaka była radość z jazdy!

Podkreśla, że prawko zawsze było i jest synonimem wolności. Natomiast samochód to najwygodniejszy, najpopularniejszy środek transportu.

– Człowiek od zarania dziejów przemieszczał się, a motoryzacja otworzyła przed nim nowe możliwości – stwierdza dyrektor łódzkiego WORD-u. – Auto nadal jest najatrakcyjniejszym sposobem podróżowania. No bo na przykład samolot jest szybszy, lecz narzuca rozmaite ograniczenia. Nie daje poczucia niezależności.

To fakt, że cztery kółka są bardziej funkcjonalne niż boeing 737. Szczególnie gdy chodzi o transport dzieci do szkoły czy przywiezienie zakupów. Przejechanie Europy autem też wydaje się większą frajdą niż podróż, która zaczyna się oklejeniem walizek na Okęciu. Ale czy większa użyteczność prawa jazdy niż licencji pilota czyni z niego aż tak „szczęściodajny” dokument?

– W komentowaniu tych brytyjskich badań skoncentrowałabym się właśnie na pragmatycznym wymiarze: prawo jazdy daje samodzielność, mobilność – komentuje Maria Kłos-Pachołek, psycholog z WORD-u Wrocław. – Prawo jazdy ma wartość w funkcjonowaniu społecznym. Osoba z uprawnieniami do prowadzenia pojazdów jest wyżej oceniana przez pracodawcę. Nawet jeśli nie są one bezpośrednio związane z wykonywaniem obowiązków służbowych. Prawo jazdy potwierdza naszą sprawność, zaradność. Proszę zwrócić uwagę, że kiedyś w procesie rekrutacji zawsze pytano o służbę wojskową. A teraz pytają o prawko.

Substytut dorosłości

 Psycholog z wrocławskiego ośrodka diagnozuje, że uzyskanie prawa jazdy stało się „wejściem w dorosłość”. Dojrzałość i samodzielność potwierdza też kupno pierwszego auta.

– Kiedyś wyznacznikiem dorosłości było podjęcie pracy i założenie rodziny. Co jest tym wyznacznikiem dziś? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, ponieważ dorosłość się przesunęła. Kto traktuje osiemnastolatka jak dorosłego? Młodość trwa do 30., a nawet 35. roku życia. Posiadanie prawka i samochodu jest substytutem dorosłości – wyjaśnia Kłos-Pachołek.

Kupno auta również pojawiło się w brytyjskich „badaniach szczęścia”. Wśród ankietowanych mężczyzn – na 10 pozycji. Wśród kobiet – na 15. Niby nisko w rankingu, ale wyżej niż ukończenie studiów (16) i pierwsza praca (17)

– Pracę zawsze się znajdzie, a gdybym nie mogła jeździć… – zastanawia się Paulina, która od dziewięciu lat cieszy się z uprawnień do prowadzenia samochodów osobowych. – Kiedy skończyłam osiemnaście lat, prawo jazdy było moim największym marzeniem. Priorytetem. Zdanie egzaminu uważałam za najszczęśliwszy moment życia. Może gdyby wtedy chłopak mi się oświadczył, to miałabym dylemat, co było większym szczęściem?

Codziennie śmiga swoim żółtym smartem z Polic do Szczecina i z powrotem.

– Właśnie musiałam go wstawić do warsztatu – informuje zasmucona. – Kiedy odbiorę auto, to chyba je ucałuję w maskę.

I raczej nie żartuje. Mówi, że nie wyobraża sobie życia bez prawka i samochodu. I że te dwie cudowne rzeczy zawsze będą w TOP 10 jej rankingu szczęścia. Teraz są w TOP 5.

– Wiadomo, że z biegiem lat priorytety się zmieniają. Wiadomo, że w życiu najbardziej liczy się rodzina, dzieci – podkreśla Kucharski. – U mnie jednak prawo jazdy nie wypadnie z TOP 5. Jestem totalnym freakiem motoryzacyjnym.

Skąd się bierze ta miłość do wszystkiego, co jest napędzane silnikiem spalinowym? I pragnienie posiadania dokumentu, który potwierdza kwalifikacje kierowcy?

– Odkąd tato posadził mnie na kolanach i pozwolił kręcić kółkiem – a miałem wtedy pięć, może sześć lat – mój świat zaczął się kręcić wyłącznie wokół samochodów – opowiada Krzysztof Hołowczyc, najbardziej znany polski kierowca rajdowy. – Z utęsknieniem czekałem, gdy skończę 16 lat – w tamtych czasach prawko można było zrobić już w tym wieku – i będę mógł oficjalnie wyjechać na ulice. W międzyczasie „upalałem” gokartami. Kurs na prawko zrobiłem eksternistycznie i nawet egzamin zdałem u ojca kolegi już dwa tygodnie przed 16. urodzinami. W ten wielki dzień ojciec osobiście odebrał moje prawko i wręczył mi je przy uroczystym obiedzie. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi!

Symbol pozycji społecznej

 Jego młodsza koleżanka, Klaudia Podkalicka, także przyznaje, że samochody były jej miłością od zawsze. Ale…

– U mnie w pierwszej piątce prawko by się nie znalazło. W dziesiątce? Raczej tak – stwierdza szczecinianka. – Wyniki tych badań mnie szokują.

Dziwi się jeszcze bardziej, gdy wyjaśniamy, że ankieta objęła ponad dwa tysiące osób w różnym wieku. Nie tylko nastolatków, początkujących kierowców, którzy są jeszcze w euforii po zaliczonym egzaminie.

– Skąd takie odpowiedzi? Prawo jazdy daje więcej szczęścia niż zaręczyny? – zastanawia się Klaudia. – Każdy wie, że prędzej czy później dziewczynę będzie miał. A o prawko trudniej.

Wspomina swój egzamin. I radość, że na trasę Szczecin – Poznań nie będzie trzeba szukać szofera.

– Wreszcie mogłam sama dojeżdżać na tamtejszy tor.

Klaudia ścigała się już jako trzynastolatka. Ale tylko na zamkniętych obiektach. Na treningi, zawody woził ją ojciec, kierowca rajdowy i wyścigowy, wielokrotny mistrz Polski.

– Prawo jazdy to był glejt na samodzielność – mówi Klaudia. – Zyskałam niezależność. I narzędzie pracy. Mogłam startować w rajdach. Wkroczyłam w inną erę motoryzacyjną. Analizując brytyjskie badania szuka odpowiedzi na pytanie, czy w zamożnym społeczeństwie posiadanie prawa jazdy i samochodu jest jeszcze kwestią prestiżową. Czy zwiększa poczucie własnej wartości.

– Samochód to nadal symbol pozycji społecznej – ocenia Podkalicka. – Po Londynie jeżdżą najnowsze, luksusowe auta. Motosport jest na Wyspach bardzo popularny. Wydaje mi się więc, że utożsamianie prawa jazdy ze szczęściem wynika z utrwalonych wzorców kulturowych. Już małe dziecko wie, że dobrze jest posiadać superauto.

Postrzeganie samochodu jako czegoś szczególnie wartościowego, duma z posiadania uprawnień do kierowania intryguje psychologów.

– Przecież to nie lata sześćdziesiąte, kiedy samochód był luksusem. Potwierdzał wysoką pozycję społeczną – przypomina Maria Kłos-Pachołek. – Dziś na auto stać niemal każdego. Bycie kierowcą to pewna norma. Może właśnie o to chodzi, że współcześnie prawo jazdy jest koniecznością. By dojechać do pracy, zrobić zakupy, fajnie spędzić wakacje.

Specjalistka z WORD-u Wrocław przypomina polskie badania z 2008 roku, w których pytano ankietowanych, czym jest dla nich samochód.

– Jedna czwarta odpowiedziała, że jest wolnością, czymś wymarzonym, że daje radość. To niejako potwierdza tę ankietę z Wielkiej Brytanii – stwierdza Kłos-Pachołek.

Warto byłoby zapytać Polaków o najszczęśliwsze wydarzenia w życiu?

– U nas pierwszy pocałunek, pierwsza miłość na pewno byłyby wyżej. Polacy są romantykami – komentuje Klaudia Podkalicka.

Oklaski, okrzyki, buziaki

 Bywa tak, że pocałunek (raczej nie pierwszy) ściśle łączy się z wizytą w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego.

– Z radości całują. Nie tylko w policzek. Nie tylko kobiety – opowiada szef egzaminatorów nadzorujących w MORD Kraków. – To są wielkie emocje. Ludzie różnie reagują. Klaszczą, piszczą – mówi Majchrzycki.

– Zdanie egzaminu to moment euforii. Często kierowcy płaczą ze szczęścia. Zdarzało mi się dostać buziaka – przyznaje Kucharski. – Najszczęśliwsi i najbardziej dumni są ci, którzy zdali za pierwszym razem.

We wrocławskim WORD-zie też niejedno widzieli.

– Ludzie płaczą ze szczęścia, skaczą, krzyczą – opowiada Łucjan Górski, egzaminator nadzorujący. – Trudno mi komentować wyniki brytyjskich badań, nie znam szczegółów, metodologii. U nas takich „analiz szczęścia” nikt chyba nie przeprowadził. Ale mogę potwierdzić, że dla większości zdających egzamin to bardzo ważny moment.

Pracownicy WORD-ów oraz inni eksperci z branży zwracają uwagę, że szkolenie kandydata na kierowcę i jego finał zajmuje ważne miejsce w życiorysie, ponieważ zwykle nie przebiega łatwo, lekko i przyjemnie. Szkolenie praktyczne dostarcza emocji. Spotkanie z egzaminatorem to sprawdzian nie tyle umiejętności, co odporności na stres.

– Zdobycie uprawnień do kierowania jest czymś wyjątkowym, wartościowym, bo jest dość trudne – diagnozuje Kucharski. – Kosztuje dużo wysiłku, więc przykładamy do tego wagę. Kiedy osiągamy wymarzony cel, odczuwamy szczęście.

Szef łódzkiego ośrodka i prezes Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów WORD szuka też uzasadnienia, dlaczego egzamin na prawko daje więcej szczęścia niż np. dyplom wyższej uczelni.

– Studia to kilka lat w miłym towarzystwie. Jest wkuwanie, zaliczenia, ale są też imprezy – wspomina Kucharski. – Studiowanie na pewno jest szczęściem, tylko że jakoś tak się rozmywa. A prawo jazdy to, w pewnym sensie, jednorazowe zdarzenie. Konkretny wysiłek. Finansowy. Organizacyjny. Młody człowiek musi postarać się o pieniądze na kurs, poświęcić czas na naukę, przeorganizować życie. I dlatego tak ceni zdobyte prawko.

– Rzeczywiście. Prawko to pierwszy poważny wydatek. Pierwsza inwestycja w siebie – potwierdza Klaudia Podkalicka.

Natomiast Paulina zwraca uwagę, że tzw. zdawalność egzaminów na prawo jazdy jest znacznie niższa niż egzaminów dojrzałości.

– Matura jest formalnością – stwierdza dziewczyna. – Wizyta w WORD-zie była dla mnie bardziej stresująca. Dlatego się ją pamięta.

Prawko nadal jest marzeniem większości nastolatków, a jednocześnie młodzi ludzie coraz chętniej przesiadają się na rowery. Coraz częściej wybierają komunikację miejską. To jest modne. To się lansuje na portalach społecznościowych.

– Jesteśmy bardzo przywiązani do samochodu, jednak przybywa tych, którzy z niego rezygnują. Przede wszystkim ze względu na coraz większe utrudnienia komunikacyjne. Zakorkowane miasta – wyjaśnia Maria Kłos-Pachołek. – To nowy trend. Trudno przewidzieć, czy się będzie pogłębiał. Może jesteśmy w przełomowym momencie.

Nie tylko we Wrocławiu korki zniechęcają do siadania za kółkiem.

– Niedawno do domu jechałem 56 minut. Osiem kilometrów. Strata czasu i pieniędzy – powtarza szef zespołu egzaminatorów nadzorujących z Krakowa. – Samochodów jest coraz więcej. Problemy z tym związane zaczynają dominować nad korzyściami. Korki, zanieczyszczenie powietrza. Mój wnuk ma prawko, auto…. I wcale go to nie kręci. Wybiera tramwaj. Ten pęd do robienia prawka wydaje mi się mniejszy niż kiedyś – podsumowuje Krzysztof Majchrzycki.

Tomasz Maciejewski

 

Dla „Szkoły Jazdy”

Sylwia Milewska, psycholog transportu

Dla ludzi w zależności od wieku prawo jazdy może spełniać różną funkcję poczucia szczęścia. Dla nastolatka będzie formą poczucia wolności i samodzielności. Dla osoby dojrzałej prawo jazdy może być głównie narzędziem pracy lub możliwością awansu w pracy, poprawić komfort organizacji w ciągu dnia (dojazd do pracy, zawożenie i odbiór dzieci, podwożenie do szpitala czy na rehabilitację starszych rodziców). Motywów jest zapewne wiele.

Co do wyników badań przeprowadzonych w Anglii – może to wiązać się także z tym, że posiadanie prawa jazdy jest – w domyśle – tożsame z posiadaniem auta. A to ostatnie często wiąże się z prestiżem, podwyższeniem swojej samooceny, poczuciem ważności i władzy czy bycia doskonałym. Możliwość samodzielnego przemieszczania się ma wartość we współczesnym świecie. Żyjemy szybko, coraz częściej ludzie zamieszkują obrzeża miast – wiele kilometrów od pracy i od centrum miasta. Samochód zapewnia niezależność od komunikacji miejskiej.

Prawo jazdy może być potwierdzeniem lepszej pozycji społecznej względem otoczenia. Ponieważ osoba, zanim uzyska prawo jazdy, musi przejść przez długotrwały kurs teoretyczny i praktyczny. Nauczyć się koordynacji psychomotorycznej (dla doświadczonego kierowcy złożoność prowadzenia pojazdu jest poniekąd automatyczna). Natomiast na początku nauki prowadzenia pojazdu uczenie się jest wymagającym i często stresującym procesem koordynacji psychoruchowej. Miejmy również na uwadze, że dla wielu osób, zarówno w Polsce, jak i Wielkiej Brytanii, cena kursu jest nadal dość wysoka, więc prawo jazdy pozostaje marzeniem odkładanym na później.

Ważny jest też czynnik psychologiczny, na który składają się takie sytuacje, jak np.: długotrwały stres (kurs, koszty, egzaminy), poczucie zaniżonej własnej wartości, brak wiary w siebie, lęk przed egzaminem. Osoba, która musi zmagać się z tak dużym obciążeniem społecznym, materialnym, psychicznym i często somatycznym, na końcu drogi może więc uznać, że umiejętności i uprawnienia, które nabyła, tak wiele ją kosztowały, że uczucie ulgi i radości podwyższają ich wartość i ten dzień jest najpiękniejszym oraz jednym z najważniejszych dni w życiu.

Wartość prawa jazdy potwierdza też jego… utrata. Niektórym wydaje się, że to prawdziwa tragedia. Osoby w podeszłym wieku, które słyszą od psychologa, że nie mają już umiejętności psychomotorycznych do prowadzenia pojazdu, bardzo to przeżywają. Bo przecież „całe życie jeździły”. Kolejna grupa to kierowcy, którzy stracili uprawnienia za jazdę pod wpływem alkoholu. Niektórzy wręcz uważają, że prawko im się należy, że muszą je mieć. A piwo to nie alkohol, 1,4 promila to niedużo…

Wasze komentarze (1)

  1. Dla większości kolegów z mojego pokolenia ukończenie kursu i zdanie egzaminu z pozytywnym wynikiem nie stanowiło problemu z wyjątkiem kosztów -kurs kategorii A+B w latach 58/59 to o ile dobrze pamiętam 700-800 zł.Problem stanowił fakt ,że realnej szansy na zakup jakiegokolwiek pojazdu używanego do czasu ukończenia studiów raczej nie mieliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.