Pracownicy… Uważaj kogo zatrudniasz!

Mój kolega zatrudnił instruktora. Chłopak wydawał się normalny, miał odpowiednie doświadczenie. Kolega zadzwonił do poprzednich szefów instruktora, okazało się, że wypowiadają się na jego temat w samych superlatywach. Uspokojony zdecydował się na niego postawić. Jednak od tego momentu zaczęły się problemy…

Znajomy zaprosił przyszłego pracownika na rozmowę. Wyjaśnił, na jakich zasadach działa szkoła jazdy, jak wygląda nauczanie, czego ma się spodziewać. Zaznaczył, że zanim instruktor zacznie u niego pracę, będzie musiał odbyć tygodniowe szkolenie i poczynić obserwacje, w jaki sposób uczą kursantów szkoleniowcy pracujący w firmie. Przedstawił także harmonogram jazd.

Instruktor potrafi zaskoczyć…

Pierwszy dzień pracy nowego instruktora to dla właściciela prowadzącego ośrodek szkolenia kierowców stresujące przeżycie. Wiem, jak to jest. Zastanawiamy się, czy pracownik będzie postępował zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Myślimy o tym, żeby kursanci byli z niego zadowoleni, potrafili skorzystać z jego wiedzy.

Instruktor, którego dopiero co zatrudnił mój kolega, miał za zadanie szkolić przez osiem godzin kursantów potrafiących już jeździć. Byli już w końcowej fazie kursu. Szef szkoły jazdy wyjaśnił im, że nie mają się czego obawiać, bo instruktor jest doświadczonym fachowcem, mogą się przy nim czuć bezpiecznie.

Zajęcia się skończyły. Instruktor stawił się w biurze szkoły jazdy. Od razu oznajmił mojemu koledze, że jego ośrodek jest beznadziejny. Dlaczego? Stwierdził, że jedynym celem szkoły jest naciąganie kursantów na jazdy dodatkowe. Właściciela ośrodka zamurowało. Prowadzi ten biznes już od dziesięciu lat, posiada pięć samochodów szkoleniowych, zatrudnia jedenastu instruktorów. Dodatkowo szkoła ma jedną z najwyższych zdawalności w mieście i jest bardzo ceniona przez kursantów.

A nowy instruktor mówił dalej. Bez żadnego skrępowania oznajmił, że dzisiejsze zajęcia były koszmarem, a osoby, które uczył, powinny zrobić prawo jazdy na taczkę, nie samochód osobowy. Na koniec oznajmił, że jest gotów do wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu szkoły jazdy. Wtedy firma miałaby wyjść na prostą.

Samochwała

Kolega był w szoku. Jak tylko się otrząsnął, powiedział, że nie życzy sobie takich uwag. Co na to instruktor? Wzruszył ramionami i powiedział, że to on jest powiewem świeżości w firmie. Wskazał także szefowi firmy ludzi, których powinien zwolnić. W zamian powinien zatrudnić kilku bezrobotnych znajomych instruktora. Szef szkoły jazdy był zszokowany bezczelnością nowego pracownika. Wyprosił go z biura, kazał mu przyjść następnego dnia. Chwilę później postanowił zadzwonić do kursantów i spytać ich, jak przebiegała współpraca z nowym instruktorem, czy panowała dobra atmosfera.

Takich odpowiedzi się nie spodziewał Każdy rozmówca był bardzo zdziwiony, że nowy instruktor opowiada im o swoich nadzwyczajnych umiejętnościach. Zdradził również zamiary zatrudniania swoich kolegów i zwalniania instruktorów pracujących w szkole jazdy mojego znajomego. To jeszcze nic. Nowy instruktor opowiadał kursantom, że ludzie, którzy do tej pory ich uczyli, musieli w przeszłości odpowiadać na zarzuty dotyczące molestowania seksualnego kursantek. Firma tego nie wie, ale on tak. Skąd takie informacje? Twierdził, że ma odpowiednie znajomości.

Nowy pracownik przechwalał się także, że szef szkoły jazdy wkrótce uczyni go kierownikiem ośrodka szkolenia. Dodatkowo opowiadał sprośne żarty, wulgarnie krytykował umiejętności kursantów. Poniżał ich. Co mógł zrobić mój kolega? Bardzo przeprosił za zachowanie swojego pracownika. Żeby choć trochę zrekompensować kursantom nieprzyjemności, zaproponował im po dwie godziny szkolenia gratis.

Zwolnienie

Następnego dnia mój kolega spotkał się z instruktorem i zwolnił go z pracy. Ten w odpowiedzi zagroził, że zniszczy firmę, obsmaruje ją w internecie, wyśle kontrolerów. W obronie mojego kolegi stanęli jego instruktorzy oraz kursanci przebywający w tym momencie w biurze.

Znajomy opowiedział mi tę historię, bo nie ma pojęcia, jak mogło do niej dojść. Obiecałem mu, że ją opiszę. Może w ten sposób pomogę jemu oraz innym?

Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy

Wasze komentarze (5)

  1. Po raz kolejny pojawia się nie merytoryczny artykuł, tylko jakieś indywidualne opisy incydentalnych zdarzeń, które są relacjonowane pewnie nie do końca zgodnie z ich faktycznym przebiegiem. Autorzy powyższych niby - publikacji powinni założyć sobie bloga i tam opisywać swoje czy też kolegów traumatyczne przeżycia. To też uwaga do redakcji, bo zaraz zrobi się tutaj następny "Pudelek" czy coś w tym stylu.
  2. Pan Marcin nie powinien zabierać się nawet za bajko-pisanie, opowieść nie ciekawa i nie realistyczna, może dla dzieci nieskażonych nieufnością do dorosłych które mogą w to uwierzyć,w przyszłość proszę Pana Marcina o poważne traktowanie swoich adwersarzy oni na ogół są dorośli albo zmienić forum
  3. W sumie racja co do seksistowskich zachowań typu ; za płytko, głębiej ; i tym podobne.Ciekawe jakbyś reagował na takie zachowanie jako ojciec i mąż.
  4. Panie Marcine Zygmunt, od jakiegoś czasu przeglądam sobie wszystkie portale dotyczące nauk jazdy i wszędzie Pan się udziela, wszędzie Pan narzeka, a to cena minimalna a ta branża to tragedia a to szkolenia to masakra, wszystko jest zle, nie długo będzie na tvn24 leciał żółty pasek PILNE że znowu wg Pana jest coś zle. Takie są czasy, taka jest rzeczywistość i trzeba się do tego dostosować a nie na wszystko narzekać i wywalać żale, a skoro Pana męczy prowadzenia ośrodka to niech Pan zamknie ośrodek i zatrudni się np. do TESCO jako szef ochrony, lub do CASTORAMY jako sprzedawca ,będzie Panu łatwiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.