Pozorna oszczędność

Okazuje się, że nie we wszystkich szkołach jazdy szkolenie praktyczne z włączoną klimatyzacją jest normą. Dlaczego? Bo można na tym oszczędzić…

Pierwszy bohater cyklu, nastolatek z bogatego domu, któremu rodzice wybrali najtańszą szkołę jazdy na rynku, zaczyna się zastanawiać, czy to był dobry wybór. Jest już w połowie kursu, jednak nie uczył się jeszcze parkować, nie był na placu manewrowym, żeby przećwiczyć jazdę po łuku. Pytał o to instruktora, ale zbył jego pytanie milczeniem. Ciągle kogoś odwozi i po kogoś jedzie. Wielkim minusem jest jeszcze to, że instruktor zabronił mu włączać klimatyzację. Uzasadnił to możliwością przeziębienia się. Rezultat jest taki, że przy temperaturze 40 stopni Celsjusza jeżdżą po ulicach miasta z lekko uchylonymi oknami. Kursant siada na mokry fotel, gdy go opuszcza, jest zlany potem. Jest zawiedziony i zaczyna dochodzić do wniosku, że niska cena kursu idzie w parze z niską jakością oferowanych usług. Ale przecież musi go dokończyć…

Parasol i zimna cola

Kolejny kursant tradycyjnie rozpoczyna jazdy z placu manewrowego. To właśnie tam przez minimum pół godziny jeździ po łuku. Już był na mieście. Kompletnie mu nie idzie. Instruktor się nim w ogóle nie interesuje, rozmawia przez telefon lub odpisuje na wiadomości. Problem w tym, że nasz bohater otrzymał już zaświadczenie o ukończeniu kursu i ma wyznaczony termin egzaminu na dzień po zakończeniu szkolenia. Śpieszy mu się, pracodawca wymaga prawa jazdy, a szkoła jazdy poszła mu na rękę.

Żar leje się z nieba, jednak w samochodzie szkoleniowym klimatyzacja nie działa. Instruktor powiedział mu, że szef oszczędza, jak tylko może. Klimatyzacja od trzech lat nie była odgrzybiana i napełniana. Nasz bohater stara nauczyć się jeździć, ale brakuje mu cennych wskazówek od instruktora. Przejeżdża przez skrzyżowania z duszą na ramieniu, bo większość z nich jest zupełnie nowa. Jego instruktor w sytuacji kryzysowej chwyta za kierownicę lub hamuje za niego, ale informacji, jak przejechać dany odcinek prawidłowo, nasz bohater nie uzyskał. Jazdy też kończą się na placu. W tym czasie instruktor siada wygodnie w fotelu pod parasolem i popija zimną colę.

Dobrze wydane pieniądze

Nasza trzecia bohaterka jest zachwycona. Każde jazdy to dla niej nowe wyzwanie. Instruktor ćwiczy z nią elementy, które już zna oraz nowe. Już dwa razy była na placu manewrowym, przerobiła parkowania oraz zawracania z wykorzystaniem biegu wstecznego. Ćwiczą różne konfiguracje. Za każdym razem kursantka dowiaduje się, co poszło dobrze i nad czym muszą popracować.

Szkoła jazdy odpowiada jej oczekiwaniom. Dlatego cieszy się, że wybierając OSK, kierowała się opiniami, które można było wyczytać w internecie. Jej instruktor jest bardzo komunikatywny, zajmuje się szkoleniem, nie załatwianiem swoich prywatnych spraw. Jazdy odbywają się na całym mieście, włączając miejsca egzaminowania. Kursantka uczy się jazdy ekonomicznej oraz elementów jazdy defensywnej. Była już na drodze ekspresowej, za kierownicą czuje się coraz pewniej. Wie, że pieniądze wyłożone na kurs prawa jazdy zostały dobrze wydane. Wraz z instruktorem zastanawiali się, dlaczego inni kursanci wybierają tanie szkoły i pocą się w takie upalne dni w aucie. Ona jeździ oczywiście w włączoną klimatyzacją.

Czwarta bohaterka serii artykułów jest zadowolona. Nie spodziewała się, że nauka jazdy da jej tyle frajdy. Przed rozpoczęciem kursu bardzo się bała i była przestraszona. Myślała, że instruktor będzie krzyczał i się nad nią psychicznie znęcał. Jest tak pozytywnie zaskoczona, że dzięki jej opiniom już cztery koleżanki rozpoczęły kurs w szkole jazdy, do której ona uczęszcza. Jej jazdy przebiegają zgodnie z harmonogramem, który instruktor wręczył jej na zajęciach teoretycznych. Instruktor pokazał jej, jak zmienia się koło, włącza klimatyzację, ustawia nawiewy, gdy pada deszcz lub parują szyby. Nauczyła się parkować, plac manewrowy ma opanowany. W samochodzie panuje miła atmosfera. Instruktor bardzo stara się wyjaśnić każdy manewr lub sytuację na drodze. Żeby zapłacić za szkolenie, kursantka musiała rok oszczędzać, ale nie żałuje.

Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy

Wasze komentarze (1)

  1. Pamiętam instruktora (już nie żyje) jeszcze w latach 90-ątych, że włączał dodatkowo na placu manewrowym ogrzewanie w "maluchu" jak kobiecie nie szła nauka parkowania między tyczkami . Oczywiście nie popieram takiego praktykowania, ale takich mieliśmy złośliwych kolegów instruktorów.(-;

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.