Instruktor ma być m.in. autorytetem, szanować kobiety i mężczyzn, odpowiednio się ubierać, nie zaniżać cen i wykazywać się wysoką kulturą osobistą. Jak jest teraz? Czy szkoły jazdy podpiszą kodeks wydany przez PFSSK?

W kwietniu, w miejscowości Sypniewo, położonej w województwie kujawsko-pomorskim, szkolny instruktor nauki jazdy przesyłał kursantce swoje nagie zdjęcia. Dziewczyna zgłosiła sprawę dyrektorowi szkoły, ten - prokuratorowi. 56-letni Leszek N. natychmiast został zwolniony ze szkoły. Za nękanie grożą mu trzy lata więzienia.


Choć takie sytuacje nie zdarzają się często, Polska Federacja Stowarzyszeń Szkół Kierowców postanowiła wprowadzić kodeks etyczny dla instruktorów. Ma on regulować kwestie obyczajowe, a także sprawy związane z identyfikacją z grupą społeczną, uczciwą konkurencją czy obowiązki, jakie ciążą na właścicielu szkoły jazdy.


„W tym zawodzie etyka jest ogromnie ważna”


- Kodeks opracowaliśmy dla naszych członków - mówi Krzysztof Bandos, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. - Jego podpisanie jest oczywiście dobrowolne, nie możemy nikogo zmusić. Ale mam poczucie, że każda szanująca się szkoła go podpisze i będzie przestrzegać. Bo w naszym zawodzie etyka jest ogromnie ważna. Będzie nam bardzo miło, jeśli sygnatariuszami kodeksu zostanie jak najwięcej osób. Umieścimy go na swojej stronie internetowej, będziemy też rozsyłać w różne miejsca. Mam nadzieję, że to się sprawdzi i sytuacja na rynku się poprawi.


Ponieważ zdarza się, że instruktor zostaje oskarżony o zachowanie niezgodne z normami obyczajowymi, federacja rozważa też zainstalowanie kamer w elkach.


- To pomoże chronić i kursantów, i instruktorów - wyjaśnia Bandos. - W tej skandalicznej sytuacji z nękaniem i przesyłaniem nagich zdjęć poszkodowana kobieta miała dowód. Ale często dowodów nie ma żadna ze stron. Zdarza się, że ktoś rozżalony na instruktora oskarża go, że źle się zachował. I on nie ma się jak bronić. Ta samo dotyczy drugiej strony - jest słowo przeciwko słowu. Zastanawiamy się więc, czy kamery nie byłyby dobrym rozwiązaniem.


Życzliwy, kulturalny i odpowiednio ubrany


Dokument składa się z pięciu części. W pierwszej określone są powinności instruktora wobec kursantów. Możemy przeczytać m.in., że nauczyciel powinien szanować godność kursantów, w jednakowy sposób traktować kobiety i mężczyzn, być życzliwy, kontrolować emocje, odpowiednio się ubierać i dbać o czystość samochodu. A także, że „autorytet instruktora powinien wynikać z jego cnót moralnych, mistrzostwa pedagogicznego, wiedzy i kultury umysłowej oraz kultury osobistej”.


- To są kwestie, o których wielu osobom nie trzeba mówić, bo wynikają z kultury osobistej - mówi Bandos. - Ale w praktyce nie zawsze instruktorzy spełniają te wymagania. U mnie na przykład obowiązuje określony strój. Niedopuszczalne jest, żeby instruktor, nawet latem, przyszedł do pracy w krótkich spodniach i klapkach. Albo żeby rozmawiał przez telefon podczas jazdy, nie używając słuchawek. W zeszłym roku zwolniłem instruktora za palenie w samochodzie. Zakładam, że to nie są wyjątkowe wymogi, tylko zasady normalności. Niestety, bardzo naszemu zawodowi zaszkodziła ustawa deregulacyjna. Teraz instruktorem może być każdy. I stąd biorą się sytuacje podobne do tej z Sypniewa.


Druga część kodeksu jest poświęcona powinnościom instruktora wobec własnej grupy zawodowej. Zgodnie z zawartymi w niej zasadami, instruktor poczuwa się do odpowiedzialności, przeciwdziała egoizmowi w zawodzie, jest rzetelny i sumienny. W powinnościach wobec społeczeństwa (część trzecia) zobowiązuje się do wspierania inicjatyw społecznych na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego czy wykazuje wyższy niż przeciętny poziom kultury osobistej, a także szanuje ludzi i troszczy się o mienie społeczne.


Koniec z zaniżaniem cen i ocenianiem konkurencji


Okazuje się, że największym problemem etycznym w środowisku jest nieuczciwa konkurencja. To jej, w przeważającej mierze, poświęcona została ostatnia część kodeksu, czyli „Powinności właścicieli ośrodków szkolenia kierowców”.


Kodeks wymaga, by nie zaniżać ceny usługi i nie świadczyć usług poniżej kosztów ich wykonania czy nie oceniać i nie oczerniać innych instruktorów - zarówno z własnej szkoły, jak i konkurencyjnej. Właściciel nie powinien stosować reklamy niezgodnej z zasadami etyki i dobrego smaku oraz nie organizuje własnej siedziby w sąsiedztwie innego ośrodka.


- Problem z zaniżaniem cen jest naprawdę poważny - tłumaczy Bandos. - Jeżeli ośrodek spełnia wszystkie wymagania ustawowe i prowadzi szkolenie zgodnie z zasadami, to zazwyczaj cena takiego kursu to około 1500 zł. To jest 50 zł za godzinę zegarową kursu. Ale nie wszystkie szkoły są w stanie zachęcić klientów jakością i profesjonalizmem, więc kuszą ceną. Oferują pozornie to samo za 700 zł. To jest 23 złote za godzinę. Wystarczy policzyć, ile trzeba wydać na paliwo, że o wynagrodzeniu instruktora nie wspomnę, żeby zobaczyć, że taki kurs musi się odbyć w formie niepełnej - kosztem czegoś. Ale kursanci o tym nie wiedzą i idą tam, gdzie taniej.


Od dziewięciu miesięcy toczą się rozmowy między ministerstwem a PFSSK, która domaga się wyznaczenia minimalnej stawki za kurs, co pomogłoby uporządkować rynek i przeciwdziałać nieuczciwej konkurencji.


- Do tej pory stanowisko rządu było takie, że jest wolny rynek i nie można go ograniczać - mówi prezes PFSSK. - Tak jak nie można nakazać piekarzowi minimalnej ceny bułki. Ale to nie jest taka sama sytuacja. Bo piekarzowi też nikt nie nakazuje, jakiej wielkości ma być jego piekarnia i z czego ma bułkę upiec. A u nas wszystko jest dokładnie określone przez ustawy i rozporządzenia. Tylko cena nie. A to nie jest naszym zdaniem uczciwe.


Anna Łukaszuk

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0