Publikujemy list do redakcji, który nadesłał do nas Wiesław Lustyk, instruktor z ponad 30-letnim stażem pracy. Czytelnik postanowił podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami odnośnie procesu zdobywania prawa jazdy w Polsce.

Szanowna redakcjo!


Pracuję w branży szkoleniowej kierowców ponad 30 lat. Zwykle realizuję wysokie europejskie wyniki szkoleniowe, a większość "moich" kandydatów stwierdza, że egzamin na prawo jazdy był dla nich banalnie prosty. Jestem prawdopodobnie jedynym instruktorem w Polsce, który ponad dziesięć lat uczestniczy w egzaminach państwowym większości "swoich" kandydatów, jako instruktor prowadzący. W związku z powyższym chciałbym na łamach waszego pisma obiektywnie napisać o realizacji polskiego egzaminu na prawo jazdy, psychice kandydatów w sytuacji egzaminu, a nawet o pracy egzaminatorów.


W ostatnie święta znalazłem trochę więcej czasu i przeczytałem ostatni miesięcznik roku 2013 "SZKOŁA JAZDY". Zdopingowało mnie to do zabrania głosu, ponieważ nie zgadzam się z niektórymi tezami zawartymi w treściach miesięcznika. Odnoszę również wrażenie, jakby większość szkoleniowców i wszelkiej maści analityków nie wierzyła w to, że można w obecnym procesie dochodzenia do prawa jazdy wykonać europejskie wyniki szkoleniowe. Szuka się najprzeróżniejszych przyczyn, tylko nie warunków do poprawy jakości szkolenia. Przykładowo; analitycy z Forum Obywatelskiego Rozwoju stwierdzają, że główna przyczyna polskiego krysysu wyników egzaminów, to sposób finansowania ośrodków egzaminowania. Można wyciągnąć wniosek, że jeśli usuniemy wymienioną przyczynę, to nasi kandydaci od tego momentu będą już prezentować poprawne i wysokie umiejętności kierowcy - pozwalające realizować pozytywne egzaminy. Posiadam dobrych kilka setek obserwacji egzaminu państwowego i jakoś nigdy nie stwierdziłem, aby egzaminator podejmował nieobiektywne decyzje dotyczące wyniku egzaminu. Wynik egzaminu zależy głównie od aktualnego poziomu prezentowanych umiejętności kierowcy. Inną problematyczną kwestią według wspomnianych analityków jest nowa formuła egzaminu teoretycznego. No to w takim razie niech ośrodki szkolenia nauczą prostych zasad i przepisów ruchu drogowego. Następnie kandydaci niech ćwiczą próbne testy w domu. No, a jak? samo się nie zrobi! Do znajomości zasad i przepisów ruchu drogowego trzeba jednak wypracować dostateczne minimum koncentracji i podzielności uwagi, stopia kojarzenia, a nawet wyobraźni przestrzennej. Bez dostatecznego poziomu wymienionych zmysłów kierowcy można pojeździć sobie samochodzikiem tylko w wesołym miasteczku. Jako instruktor jestem zadowolony z nowych zasad egzaminu teoretycznego. Teraz wreszcie ponad trzy czwarte uczestników kursu uczestniczy w zajęciach teorii, a nie odwrotnie. Właśnie ci zaliczają ten egzamin pozytywnie za pierwszym razem, a tylko niektórzy za drugim. Takie są moje doświadczenia wynikające z praktyki szkolenia. W nowej formule tego egzaminu od dnia 19.01.2013 wykonałem 71,14% pozytywnych egzaminów teoretycznych i 76,19% praktycznych. Jest to wcale nie mniej, jeśli nie więcej, niż w innych krajach UE. Generalnie uważam, że nowa formuła egzaminu teoretycznego jest urzędowym "kijem" na merytoryczne przygotowanie niezbędnej świadomości i zmysłów kierowcy. Kto nie wykona merytorycznego przygotowania, to maksymalizuje dochody ośrodka egzaminacyjnego.


Uważam, że w obecnej sytuacji kiepskich wyników szkoleniowych istnieje potrzeba transparentnej publicznej statystyki wyników szkoleniowych. To nie jest tak, że wszystkie ośrodki szkolenia, czy instruktorzy wykazują kiepski poziom szkolenia. Niektóre ośrodki egzaminacyjne pokazują już wyniki pracy ośrodków szkoleniowych. Szkoda tylko, że niektóre. Trzeba jeszcze pokazać wyniki szkoleniowe instruktorów. Nie muszą to być z nazwiska. Każdy posiada swój numer. Należy stwierdzić, że nauka jazdy samochodem, to indywidualna nauka. Wykonano w przepisach "instytucję" instruktora prowadzącego i jakoś nic z tego nie wynika. W sytuacji wolnego rynku jest niezbędna znajomość nie tylko ceny produktu, ale i jego jakości. Jeśli ktoś nie chce pokazać swojego produktu, to znaczy, że boi się kontroli jakości. Jestem przekonany, że powtarzająca się transparentna statystyka rocznych wyników szkoleniowych i z niezależnego źródła - załatwi kilka problemów dotykających branżę i kandydatów na kierowcę. Będą oni posiadać realną szansę weryfikacji jakości szkolenia i wyboru profesjonalistów, którzy są zdolni osiągać ponad przeciętne wyniki szkoleniowe. Obecnie kwitnie "szekspirowska" auto reklama w stylu "co wam jeszcze potrzeba". Przykładowo; "najwięcej dajemy za darmo" "u nas wszyscy kandydaci zdają za pierwszym razem" "najlepsze i najtańsze szkolenie" "wszyscy szkolą, ale tylko my nauczymy". Kandydaci są wprowadzani w błąd. Wierzą, że szkoli ich mistrz, który za 1PLN wykona skuteczny kurs prawa jazdy. Transparentna statystyka osiągnięć szkoleniowych w sieci spowoduje większą motywację i odpowiedzialność instruktorów do możliwie skutecznego szkolenia, a może nawet spowoduje "kopa". Branża szybko pozbędzie się szkoleniowców, którzy rażąco odbiegają od przeciętnych krajowych wyników szkoleniowych w dół. Ceny szkoleń będą wykazywały większą racjonalność, a nie destrukcję. Przecież wiele egzaminów i szkoleń dodatkowych to destrukcja finansowa, a nawet psychiczna dla kandydatów. To piramida finansowa. Z mojego zawodowego doświadczenia wynika, że kandydaci za skuteczne szkolenie chętnie zapłacą więcej, niż przeciętną cenę na rynku. To tak samo, jak w medycynie - profesor kasuje więcej, niż konował. Wobec powyższego myślę, że statystyki wyników egzaminów szybko się poprawią, a branża przestanie narzekać na destrukcyjne ceny. Początkujący szkoleniowcy niech pokażą w pierwszym roku szkolenia na co ich stać. Ja i część moich kolegów z branży stwierdzamy, że i w naszym polskim procesie drogi do prawa jazdy można wykonać europejskie wyniki szkoleniowe. Co również nie znaczy, aby obecny proces dochodzenia do prawa jazdy nie poprawiać w niektórych elementach. O powyższym chciałbym napisać w następnych felietonach.


Obecnie wśród naszego społeczeństwa można już zauważyć fobię na temat drogi do prawa jazdy. Przez powyższe wielu potencjalnych kandydatów nie wykonuje kursu na prawo jazdy. Część czeka na łatwiejsze zasady. Takie pogłoski dało się słyszeć w końcu 2013 roku. Jeszcze inna część próbuje w innym kraju, a wystarczy zweryfikować faktyczny i europejski poziom skuteczności miejscowych szkoleniowców. Teraz trzeba już tylko wykonać zaproponowane standardy szkolenia, aby posiadać również europejskie szanse na pozytywny egzamin. No, chyba że się chce "suchym pyskiem" i gotówką posiadać 99% szans, to jedzie się załatwić prawo jazdy na Ukrainę.


Wiesław Lustyk, instruktor nauki jazdy z Poznania

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0