Pomysł dyskutowany podczas ministerialnych konsultacji na razie nie ma szans na realizację. - Plac manewrowy to bezpiecznik. Jeśli ktoś nie umie jechać po łuku i zatrzymać się w odpowiednim miejscu, nie może wyjechać w miasto - komentują egzaminatorzy.

„Jedziesz 7 - 8 km/h, na łuku zwalniasz do 4 km/h, sprzęgło, hamulec, stop. Wsteczny, ruszasz 3 - 4 na godzinę, dokładnie pierwszy słupek na prawym lusterku, dajesz pełen obrót kierownicą w prawo, czyli znaczek toyoty do góry nogami; szybko i zdecydowanie - łeb do tyłu; kierownicą ani na milimetr w żadną stronę, dopóki nie zobaczysz środkowego pachołka od pola zatrzymania między zagłówkami - wtedy ciach, pełen obrót w lewo i łeb do tyłu - powolutku wjeżdżasz w sam środek pola zatrzymania, sprzęgło, hamulec - ciach! Musi wyjść”.


Takich porad udzielają na forach internetowych początkujący kierowcy oraz ich nauczyciele. Oczywiście tylko w niektórych WORD-ach egzamin zdaje się samochodami wymienionej wyżej marki, ale instrukcje, zalecenia, tzw. patenty, wydają się uniwersalne.


Prawe lusterko maksymalnie w dół


Ubiegający się o prawo jazdy podpowiadają sobie, jak dobrze rozpocząć praktyczną część egzaminu.


„Ja robiłam tak: ustawiałam prawe lusterko maksymalnie na dół, natomiast lewe normalnie, jak do miasta - zdradza internautka o nicku „egal”. - Ruszając cały czas patrzyłam w prawe lusterko i kontrolowałam, czy linia mi nie ucieka, jeśli choć kawałek się przesunęła, robiłam pełny obrót kierownicą w prawo, jednak jeśli nadal nie widziałam, to jeszcze ćwiartkę” - wyjaśnia dziewczyna.


Później pisze jeszcze m.in. o opuszczaniu lewego lusterka, wypatrywaniu belki i różnych sztuczkach, które pozwoliły jej zdać egzamin, lecz nie najlepiej świadczą o jej umiejętnościach jako kierowcy.


Z kolei Hania, która oblała egzamin, narzeka: „Na kursie fajkę robiłam bezbłędnie za każdym razem. Na egzaminie pojechałam dobrze, ale cofając - nie wiem, co się nagle stało - wylądowałam za blisko lewej linii, pogubiłam się i zgłupiałam totalnie... A robiłam wszystko tak, jak uczył mnie instruktor. Cofam na prostych kołach, po pierwszym pachołku zaraz za lusterkiem obracam kierownicę raz w prawo i tak jadę do momentu ujrzenia w lewym lusterku linii i pachołka. Cholera, nie wyszło”.


Inna początkująca za kierownicą komentuje jej opis: „Na mój gust jechałaś za szybko lub za wolno i dlatego wylądowałaś z boku. Lub też łuk w OSK nie był identyczny z wymaganym. Też się zdarza i jak jedziesz „na słupki”, to kicha! Też tak miałam”.


Plac manewrowy czy plac selekcji?


Te przykłady pokazują, że nie tylko jazda po zatłoczonych skrzyżowaniach, ale również zadania na placu manewrowym są dużym wyzwaniem dla starających się o prawko. Niedawno pojawił się pomysł, który ułatwiłby im życie.


- Podczas spotkań z przedstawicielami ośrodków szkolenia kierowców, które odbyły się dwukrotnie w marcu 2016 roku, przedstawiciele branży zgłosili szereg postulatów dotyczących egzaminowania i szkolenia kandydatów na kierowców. Wśród zaproponowanych modyfikacji znalazły się też propozycje zmiany w części praktycznej egzaminu na prawo jazdy - wyjaśnia Elżbieta Kisil, rzeczniczka prasowa Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa.


Postulowane zmiany w egzaminie na prawo jazdy kat. B miałyby dotyczyć przede wszystkim zadania nr 2 na placu manewrowym, czyli „jazdy pasem ruchu oraz po łuku do przodu i do tyłu”. Niektórzy instruktorzy oraz egzaminatorzy przyznają, że jest to imitowanie zachowań drogowych, nieco sztuczne i niepotrzebne, bo te umiejętności można sprawdzić w normalnym ruchu miejskim. Podobnie jest z zadaniem nr 3, czyli ruszaniem z miejsca na wzniesieniu. Z kolei zadanie nr 1 - przygotowanie do jazdy, sprawdzenie stanu technicznego - z oczywistych powodów pozostanie elementem egzaminu, niezależnie od tego, czy zaczyna się on od manewrów na ogrodzonym placu przy budynku WORD, czy będzie po prostu wyjazdem z parkingu w miasto.


- Plac jest bardziej narzędziem szybkiej selekcji niż elementem rzetelnej oceny umiejętności kandydata na kierowcę - komentuje instruktor nauki jazdy z 20-letnim stażem.


Pracuje w dużym warszawskim OSK. Wyszkolił setki kierowców. Zwraca uwagę, że wiele osób oblewa egzamin już na placu z powodu drobnych błędów, a nie dlatego, że nie panuje nad pojazdem.


- Z nerwów zapomną o włączeniu świateł albo silnik im zgaśnie - opowiada instruktor. - Najechanie na linię czy zatrzymanie auta w nieodpowiednim miejscu na końcu pasa ruchu nie powinno dyskwalifikować - ocenia.


Szympansa też nauczą


Obowiązujące zasady egzaminowania są surowe, ale nie bezwzględne. Zdający ma prawo do jednego błędu. Dopiero jeśli podczas powtarzania manewru znów najedzie na linię, uzyskuje wynik negatywny. Czy przepisy należałoby zliberalizować? Czy fajka, zwana również rękawem, jest niepotrzebna? Czy umiejętność płynnej, bezpiecznej jazdy po łuku wystarczy sprawdzić na drodze, a umiejętność cofania i parkowania, np. na osiedlowym parkingu?


- Plac jest potrzebny. Ja bym go jeszcze utrudnił, wprowadzając na przykład slalom tyłem pomiędzy nieregularnie ustawionymi pachołkami. Bo wykonywanie manewrów to podstawowa umiejętność kierowcy - stwierdza Mirosław Zięba, właściciel szkoły jazdy „Lider” w Poznaniu. - Wiele osób uczy się placu na pamięć, mechanicznie ćwiczy kolejne zadania. I to jest problem. Średnio inteligentnego szympansa też nauczę robić łuk - żartuje Zięba.


Przeciwnicy ułatwiania egzaminu tłumaczą, że manewry na placu są swoistym bezpiecznikiem. Pozwalają się zorientować, czy osoba, która ukończyła kurs, radzi sobie za kółkiem, czy można z nią jechać w miasto.


- Plac manewrowy spełnia swoje zadania - przekonuje Andrzej Pepliński, pełnomocnik dyrektora ds. procesu egzaminowania w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego w Gdańsku. - Jeśli chodzi o ruszanie z miejsca i jazdę pasem ruchu, to w mojej ocenie umiejętność wykonania tych manewrów jest konieczna. Pozwala ona już na wstępie wyeliminować z dalszej części egzaminu kandydatów na kierowców, którzy nie potrafią prowadzić pojazdu.


Manewrowe minimum


Pepliński przypomina, że dziesięć lat temu ograniczono liczbę zadań na placu manewrowym, rezygnując z parkowania tyłem i przodem.


- Odstąpienie od sprawdzania jazdy pasem ruchu po prostej i łuku do przodu i do tyłu może spowodować, że młodzi kierowcy, którzy zdobyli uprawnienia do prowadzenia pojazdów, nie będą potrafili prawidłowo albo w ogóle wykonać manewru cofania - ostrzega Pepliński.


Podobne jest stanowisko Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa.


- Zadania na placu manewrowym w zakresie prawa jazdy kategorii B są już ograniczone do minimum - ocenia rzeczniczka resortu.


Przypomina, że wymagania egzaminacyjne określają nie tylko krajowe przepisy, ale też dyrektywa UE.


- W części państw manewry te wykonywane są w ruchu drogowym - przyznaje Kisil. - W Polsce przyjęto, że dla bezpieczeństwa kursantów oraz dla zapewnienia komfortu w trakcie wykonywania zadania i jednolitych kryteriów oceny jazda pasem ruchu do przodu i do tyłu odbywa się na placu manewrowym. Podobnie jest w przypadku zadania „ruszanie pod górę”. Ponadto nie w każdej miejscowości można wykonać to zadanie, a więc podjazd pod górę na placu manewrowym rozwiązuje ten problem - zauważa rzeczniczka prasowa MIiB.


Wolne boiska, zablokowane ulice


O bezpieczeństwie i jednakowych warunkach wykonywania zadań na placu manewrowym mówi też Rafał Gajewski, dyrektor WORD Zielona Góra. Obowiązującą formułę egzaminu określa jako poprawną. Mówi, że przeniesienie zadań z placu na ulice oznaczać będzie utrudnienia w ruchu.


- A nawet zagrożenia, w miejscach najbardziej newralgicznych, na skrzyżowaniach - przestrzega Gajewski. - Należy wziąć również pod uwagę fakt, że o ile zrozumiałe jest powstanie zakłóceń ruchu w procesie egzaminowania, to w procesie szkolenia jest to niedopuszczalne. A są to już wtedy dziesiątki, a nawet setki pojazdów szkoleniowych - komentuje szef zielonogórskiego WORD.


Zapewne oczami wyobraźni widzi już elki ćwiczące ruszanie pod górę na ulicy X i jazdę po łuku na ulicy Y. Ten problem dotyczyłby wszystkich miast, w których znajdują się wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego i ich filie.


Oszczędności? Niewielkie


Czy byłyby jakieś korzyści z likwidacji placu manewrowego w procesie szkolenia i egzaminowania? Tak. Finansowe. Ośrodki szkolenia kierowców nie musiałyby już wynajmować asfaltowych boisk przy szkołach czy innych placyków, gdzie kandydaci na kierowcą uczą się jeździć, tak by nie potrącić pachołka, nie najechać na linię.


Ale jakie to byłyby oszczędności? Kilkaset złotych miesięcznie - pyta i od razu odpowiada szef szkoły jazdy „Lider”.


- Likwidacja placów manewrowych niewątpliwie obniżyłaby koszty działalności WORD i OSK, jednakże są to koszty niewspółmierne do strat, jakie mogą powstać w wyniku niewłaściwego szkolenia kierowców od razu w naturalnym ruchu drogowym - przestrzega Gajewski.


Nie jest jednak przeciwnikiem jakichkolwiek zmian w procesie szkolenia i egzaminowania. Proponuje m.in., żeby na placu manewrowym drugi błąd przy danym zadaniu (np. najechanie na linię) skutkował oceną negatywną, ale nie przerwaniem egzaminu. Kandydat na kierowcę miałby prawo wykazać się w czasie jazdy po mieście.


- W ruchu drogowym proponujemy zrezygnować z realizacji wyodrębnionego zadania „hamowanie od prędkości co najmniej 50 m/h do zatrzymania we wskazanym przez egzaminatora miejscu”. Zatrzymania tego rodzaju wielokrotnie występują samorzutnie w tym ruchu przy dojeżdżaniu do skrzyżowań, do poprzedzających pojazdów, do sygnalizatorów - tłumaczy Gajewski.


Z kolei PORD w Gdańsku postuluje zmianę kryteriów oceny zadania „ruszanie na wzniesieniu”.


- Wyznacznik cofnięcia pojazdu o 20 metrów jest martwym przepisem, który trudno egzekwować - ocenia Pepliński.


Przyznaje też, że można by trochę uprościć zadanie nr 1, czyli przygotowanie do jazdy. Ustawienie fotela, lusterek, zapięcie pasów...


- Są niezbędne i istotne dla bezpieczeństwa - podkreśla Pepliński. - Nad sensem sprawdzania oświetlenia pojazdu czy poziomu płynów eksploatacyjnych można dyskutować.


Minister tylko analizuje


Rewolucja w egzaminach na prawo jazdy raczej szybko nie nastąpi.


- Ministerstwo analizuje zgłoszone postulaty, obecnie nie jest planowane wdrożenie proponowanych zmian - stwierdza rzeczniczka MIiB.


Bardzo wstrzemięźliwie na temat rezygnacji z zadań na placu manewrowym wypowiadał się wiceminister Jerzy Szmit. Przed telewizyjnymi kamerami deklarował tylko, że rozmowy ze stroną społeczną będą trwały. Kto będzie lobbował za zmianami? Przedstawiciele ośrodków szkolenia twierdzą, że podczas rozmów w resorcie infrastruktury głośniejsi byli pracownicy WORD-ów, czyli egzaminatorzy.


- To nie wyszło z naszego środowiska - mówi Krzysztof Bandos, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. - Na razie nie chcę szerzej komentować tego tematu.


Tomasz Maciejewski

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0