- Kursanci nie widzą znaków i są rozpraszani przez kolorowe plansze z kandydatami do wyborów - skarży się instruktor ze Stargardu Szczecińskiego.

Mimo że wybory samorządowe w wielu miastach mamy już za sobą, to warto przyjrzeć się sprawie umieszczania plakatów w miejscach, gdzie mogą powodować zagrożenie w bezpieczeństwie ruchu drogowego. O takim właśnie postępowaniu poinformował nas pan Tomasz, jeden z instruktorów ze Stargardu Szczecińskiego: - To właściwie kursantka zwróciła moją uwagę na ten problem. Stwierdziła, że na ulicy, którą jechaliśmy, wcale nie widać znaków drogowych. Z naszej perspektywy można było odnieść wrażenie, że znaki po prostu zniknęły. Wszystko przez to, że plakaty wyborcze zostały przyczepione na latarniach poprzedzających słupki ze znakami.


Przepisy nie rozróżniają plakatów wyborczych i traktują je jak inne reklamy. - W każdym przypadku umieszczenia reklamy w pasie drogowym konieczna jest decyzja administracyjna - tłumaczy Marek Wierzchowski, krajowy konsultant ds. inżynierii ruchu drogowego przy Ministerstwie Infrastruktury. - Zarządca drogi wydaje ją na określonych zasadach, których trzeba przestrzegać. Ich naruszenie należy oczywiście zgłaszać policji, która może stwierdzić, że dana reklama np. rozprasza uwagę. Procedura może być jednak żmudna, kosztowna i rozciągnięta w czasie. Wszelkie naruszenia można również zgłaszać bezpośrednio u zarządcy dróg, który mając podstawę do potraktowania takiego plakatu jako reklamy umieszczonej nielegalnie w pasie drogowym, może ją usunąć, a co więcej - nałożyć na dany podmiot karę finansową.


Jak to było Stargardzie Szczecińskim? - Istotnie w kilku przypadkach komitety wyborcze wieszały plakaty na znakach drogowych czy na słupach sygnalizacji świetlnej i w każdym z przypadków interweniowaliśmy na tyle skutecznie, że plakaty zostały zdjęte - tłumaczy Ryszard Hadryś, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Stargardzie Szczecińskim. - Niestety nie da się upilnować wszystkich. My staraliśmy się, żeby dane komitety szybko usunęły wskazane plakaty.


Dyrektor ZDP skarży się przy tym, że niestety problem jest z tym, kto ma niebezpieczne plakaty ściągać. - Jest tu pewien problem. My sami ściągaliśmy plakaty podczas ostatnich wyborów prezydenckich, niestety, spotykało się to z pewnymi represjami ze strony komitetów wyborczych. Obecnie staraliśmy się raczej, żeby to same komitety wyborcze ściągały plakaty. Chyba że zagrażały bezpośrednio bezpieczeństwu, wtedy oczywiście ściągamy je sami.


Maciej Piaszczyński


Komentarz redakcji


Dziwi fakt, że kandydaci, którym tak łatwo przychodzi mówienie o poprawie bezpieczeństwa na drogach, w tak niefrasobliwy sposób narażają nas na jego utratę. Warto tu jednak podkreślić, jak ważną rolę odgrywa w takich sytuacjach nasza postawa obywatelska. Gdy widzimy podobne do opisanych sytuacje, trzeba po prostu wziąć telefon i zawiadomić odpowiednie służby. Jeśli tego nie zrobimy, to pretensję możemy mieć już nie tylko do komitetów wyborczych, ale również do siebie.


 


 


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0