Orłoś za kółkiem

Znany dziennikarz i prezenter telewizyjny lubi auta wygodne, bezpieczne, ekonomiczne, najlepiej z napędem na cztery koła. Przede wszystkim jednak takie, gdzie działają wszystkie biegi, bo w maluchach, od których rozpoczęła się jego przygoda z motoryzacją, było z tym różnie.

Jakub Ziębka: Przymierza się pan już do zakupu alkomatu (rozmowa była prowadzona w lutym, po wstępnych propozycjach rządu w sprawie pijanych kierowców – red)?

Maciej Orłoś: Na razie nie, choć przyznam się, myślałem o tym jeszcze przed dyskusją na temat ograniczenia liczby pijanych kierowców na polskich drogach. Stwierdziłem, że w domu może się przydać urządzenie, które bada stan organizmu dzień po spożyciu alkoholu. Czasami brakuje nam po prostu pewności, w jakiej jesteśmy formie. Niewykluczone więc, że w końcu alkomat kupię, ale najpierw muszę wiedzieć, jakie to ma być dokładnie urządzenie. Ważna jest wiarygodność i rozsądna cena.

Obligatoryjne posiadanie przez każdego prowadzącego pojazd alkomatu, jak postuluje polski rząd, może pomóc rozwiązać problem pijanych kierowców?

? Trudne pytanie. Jak tylko o tym usłyszałem, natychmiast pomyślałem sobie, że nieźle zarobią na tym producenci alkomatów. Nie mam jednak na ten temat jednoznacznej opinii. Bo oczywiście jestem za walką z pijanymi kierowcami, ale z drugiej strony – jeśli ktoś nie ma rozumu w głowie, to żaden alkomat mu nie pomoże. Obowiązek posiadania to jedno. Trzeba jeszcze z niego korzystać. Nie mam pojęcia, jak wprowadzenie takiego przepisu wpłynęłoby na liczbę pijanych kierowców.

Planowane jest także podniesienie stawki mandatów. Miałyby być liczone od średniej pensji krajowej. To dobry pomysł?

? Wiem, że gdzieś w Skandynawii stawki mandatów są uzależnione od zarobków popełniającego wykroczenie. To lepszy pomysł. Dlaczego? Dla kogoś, kto jeździ bentleyem, 500 zł mandatu będzie kwotą nieodczuwalną, dla większości Polaków już zdecydowanie tak. Jednak z drugiej strony, uważam, że bezpieczeństwo na naszych drogach jest dalekie od ideału. Wielu kierowców ma przepisy za nic. Na szczęście powoli się to poprawia. Jestem za tym, żeby wprowadzać różne restrykcje, np. ograniczanie prędkości na pewnych odcinkach dróg, ale musi to być podejście racjonalne. Teraz jest z tym różnie. I to mnie irytuje.

Czy jeżdżąc po polskich drogach czuje się pan bezpiecznie i komfortowo?

? Mam wrażenie, że sporo się w tej kwestii poprawiło. Oczywiście są kierowcy, którzy np. nie przestrzegają ograniczeń prędkości, ale po to ustawiono fotoradary. One skutecznie mogą im o tym przypomnieć. Poza tym wybudowano coraz więcej autostrad, dróg ekspresowych. Komfort jazdy jest więc lepszy. Oczywiście nie wszędzie, są miejsca, gdzie cały czas nie czuję się bezpiecznie.

Kiedy stwierdził pan, że warto byłoby mieć samochód?

? Kurs na prawo jazdy robiłem w wieku 23 lat, były to lata 80. Powód był prozaiczny: w końcu chciałem uwolnić się od korzystania z komunikacji miejskiej. Z tamtych czasów pamiętam, że maluch, którym się szkoliłem, był nieźle rozklekotany. W ogóle nie działał drugi bieg. Zaraz po ruszeniu trzeba było przejść na trójkę.

Uważam, że najważniejsza jest praktyka. Mam wątpliwości, czy po zdaniu egzaminu państwowego taki świeżo upieczony kierowca powinien poruszać się po polskich drogach bez żadnego nadzoru. Może przez jakiś czas, np. pół roku, warto byłoby wprowadzić obowiązek asysty kogoś doświadczonego, kto siedziałby na bocznym fotelu.

Zmian związanych ze szkoleniem i egzaminowaniem przyszłych kierowców ostatnio nie brakuje.

? Tak, słyszałem o tym. Mój syn nie zdążył wziąć się za zrobienie prawa jazdy przed zmianami, przymierza się do tego teraz. Podniesienie poprzeczki na egzaminie teoretycznym nie jest chyba złym pomysłem, ale sam mógłbym go teraz nie zdać. Słyszałem jednak o przypadkach, że nowy system testowali także instruktorzy. Niektórym z nich też się nie powiodło. Tym się pocieszam.

Ważne jest to, żeby znać najważniejsze przepisy i wykorzystywać je w praktyce. Posłużę się tutaj przykładem przyczepy. Przyznam, że nie wiem teraz, co musiałbym zrobić, żeby móc ją ciągnąć. Ale jeśli taka ewentualność stanie się realna, to się do odpowiednich przepisów zastosuję. Znajdę po prostu potrzebne mi na ten temat informacje.

Zostawmy przyczepy, zostańmy przy autach. Jakim samochodem pan teraz jeździ?

? Postawiłem na subaru outback. Jest trochę podwyższony w stosunku do większości aut i ma napęd na cztery koła. Zakup samochodu jest zawsze wypadkową możliwości i upodobań. Ja jestem z niego zadowolony, zawsze lubiłem auta z indywidualnym rysem, niezbyt masowe i trochę nietypowe. Poza tym jest wygodny, bezpieczny i ekonomiczny.

Porusza się pan nim głównie po mieście czy zdarzają się dłuższe trasy?

? Częściej jest to jazda miejska, ale zdarza mi się wyjeżdżać autem na wakacje, czasem praca wymaga ode mnie dłuższych podróży. Średnio rocznie mam na koncie ponad 30 tys. km. Można powiedzieć, że jest to mój drugi dom. Jest to co prawda przedmiot, ale w pewnym sensie można się do niego przywiązać. Przecież obcuje się z nim praktycznie codziennie. Kiedyś sprzedawałem swoje auto. Jak przyszedł mężczyzna, żeby je odebrać, to prawie się wzruszyłem. Dziwne uczucie. Auto, które było moje, już nim nie jest. Ale nie można też dać się zwariować. W Polsce wyraźnie widać tendencję do przywiązywania bardzo wielkiej wagi do samochodów. Auto pokazuje przecież, ile mamy pieniędzy, jak jesteśmy ważni. Dla niektórych facetów to okazja do prężenia muskułów, podkreślania swojej męskości, podrywania kobiet. Zauważyłem, że w niektórych krajach istnieje zdrowsze podejście. Jest to narzędzie pracy. Nie traktuje się auta z jakimś szczególnym nabożeństwem i czcią. Ale nasze podejście do samochodów nie wzięło się z niczego. To pozostałość po PRL, kiedy posiadanie lepszego, większego samochodu było wielkim marzeniem. Wtedy po ulicach jeździły głównie pojazdy takie jak maluchy.

A na co pan zwraca uwagę przy wyborze auta?

? Ważne są parametry silnika. Chodzi o komfort wykonywania manewrów, poczucie, że samochód ma moc, ciągnie. Lubię, jak auto ma większy prześwit i napęd na cztery koła. Mam już drugi taki samochód, więc się przyzwyczaiłem. Musi być tam też trochę elektroniki. Nie chciałbym np. otwierać szyby ręką.

Uważa się pan za dobrego kierowcę?

? Na pewno mam spore doświadczenie. Samochód prowadzę od 30 lat. Jeździłem zarówno po Polsce, jak i poza granicami kraju. Chyba więc mogę powiedzieć, że czuję się pewnie, jestem dobrym kierowcą, choć staram się pamiętać o pokorze. O tym, żeby nie popadać w samouwielbienie. W samochodzie cały czas trzeba zachowywać czujność. Często o ludzkim życiu decydują ułamki sekund. Dlatego tak ważna jest pokora, ostrożność i skupienie na drodze. Ale jeszcze ważniejsze – zdecydowanie i podejmowanie właściwych decyzji. Kierowca musi być pewny tego, co robi.

 

Maciej Orłoś (ur. 16 lipca 1960 roku w Warszawie) – aktor, dziennikarz, prezenter telewizyjny. Twarz nieodłącznie kojarzona z Jedynką. Najbardziej rozpoznawalny jako gospodarz „Teleexpressu”, z którym związany jest od 1991 roku. Był także współpomysłodawcą oraz prowadzącym cykle programów „Oko w oko” i „A to Polska właśnie!”. Dobrze czuje się również w formule programów kulturalnych. Ma na koncie prowadzenie „Trochę kultury”, „Pociągu do kultury”, a także programu poświęconego niepełnosprawnym – „Przyjaciele”. Prowadził teleturnieje „Zabawy językiem polskim”, „300 procent normy”, festiwale w Opolu i Sopocie oraz galę 50-lecia TVP.

Jest absolwentem Wydziału Aktorskiego PWST im. Aleksandra Zelwerowicza. Występował w teatrach warszawskich: Ateneum im. Stefana Jaracza i Popularnym. W 1985 roku zagrał w słynnym spektaklu Andrzeja Wajdy pt. „Wieczernik” Ernesta Brylla, w kościele przy Żytniej w Warszawie. Grał też w wielu filmach i serialach, występując w rolach głównych: „Hania”, „Głuchy telefon” oraz „Słaba wiara”, a także pierwszoplanowych ? seriale „Plecak pełen przygód” i „Zespół adwokacki”.

Maciej Orłoś jest także autorem książki „Moje spotkania oko w oko”, będącej zbiorem wybranych wywiadów z programu „Oko w oko”. Pisze także dla dzieci. Na razie ukazały się cztery tytuły – „Tajemnicze przygody Kubusia”, „Tajemnicze przygody Meli”, „Kuba i Mela dodaj do znajomych” oraz „Kuba i Mela dają radę”.

W 2008 roku za działalność konspiracyjną w Niezależnej Oficynie Wydawniczej NOWA w latach 80. odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.