Obieżyświat z samochodowym wyrokiem

Sławomir Świerzyński

– Kiedyś liczyłem, że przejechałem ok. 10 mln km. Jeśli jeździłbym zawsze 60 km/h, co jest oczywiście nierealne, ale jakąś wartość trzeba przyjąć, to jaki wyrok bym otrzymał? Siedzenie przez siedem i pół roku w samochodzie! – mówi w rozmowie ze „Szkołą Jazdy” Sławomir Świerzyński, lider zespołu Bayer Full.

Jakub Ziębka: Na początek proponuję krótkie zadanie z matematyki. Ile samochodów przewinęło się jak dotąd przez pana garaż?

Sławomir Świerzyński: Zadanie nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Policzmy… dwadzieścia, trzydzieści? Mniej więcej tyle.

Liczba robi wrażenie.

Naprawdę? Ja już stary człowiek jestem. Poza tym jeżdżę od osiemnastego roku życia.

Do którego auta czuje pan największy sentyment?

Stawiam na fiata multiplę. Był to wspaniały samochód, z takim futurystycznym konceptem. Zresztą bardzo wygodny. Miał rewelacyjne światła drogowe i dzienne. On cały był genialny. Miał 110 KM, co jak na jego gabaryty jest naprawdę dużym osiągnięciem.

Na co zwraca pan największą uwagę podczas zakupu samochodu?

Auto musi być sprawne. Dlatego kupuję nowe samochody, którymi przejeżdżam po 200-300 tys. km. I muszę mieć w danym momencie dwa auta. Jeśli miałbym tylko jedno, szybko bym je zajeździł. Ale tak się stało, że od piętnastu lat, może nawet trochę dłużej, kupujemy fiaty. Wszystko w jednym salonie, w którym traktują mnie lepiej niż prezydenta czy premiera. Od momentu, gdy napadnięto mnie i skradziono mi jeepa, nie kupuję aut drogich marek. Postawiłem na fiaty, jestem z nich zadowolony.

A pamięta pan swoje pierwsze auto?

Oczywiście, to maluch, rocznik ’77. Ale nie wspominam go za dobrze. Chyba od zamykania jego drzwi do dzisiaj boli mnie lewa ręka. Bo jeśli nie walnęło się w nie bardzo mocno, to o zamknięciu nie było mowy. No i jeszcze te ciupagi wożone z tyłu, żeby odpalił rozrusznik, bo linka akurat pękła… Tak Edward Gierek zemścił się na narodzie polskim.

Ale okazuje się, że jest miejsce, gdzie te samochody mają się bardzo dobrze. To Kuba. W tym roku byłem tam z żoną na wakacjach. A jak Kubańczycy na nie mówią? Polaczki.

Obecnie czym pan jeździ?

Na koncerty – fiatem scudo. Zaś mój prywatny samochód to chiński ZX grand tiger. To genialne auto o potężnej mocy, bo ma prawie 175 KM. Poza tym to pikap, więc pomieści naprawdę sporo rzeczy.

Kupił go pan na miejscu, w Chinach? (muzyka zespołu Bayer Full, któremu lideruje Sławomir Świerzyński, sprzedawana jest także na tamtejszym rynku – przyp. red.)

Tak. Ale jazda po chińskich drogach to naprawdę duże wyzwanie. Chińczycy w ogóle nie stosują się do znaków drogowych, one dla nich po prostu nie istnieją. Piesi nie mają nawet najmniejszych praw. Jazda na rondzie pod prąd? W tamtejszych realiach to nic dziwnego. Bo jeśli chcemy skręcać w lewo, to po co objeżdżać całe rondo?

Ale co najciekawsze, tam na drodze nikt się nie denerwuje. Kierowcy mają kamienne twarze, czasami się uśmiechają. Tylko niesamowicie na siebie trąbią. No i są bardzo uważni. Zresztą, nie dziwię im się, bo gdyby nie byli, trudno byłoby ujść z życiem.

Mówiąc tak o chińskich kierowcach, od razu przypomniałem sobie Litwinów. Bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić ludzi, którzy są równie niebezpieczni na polskich drogach. Ale na Litwie są spokojni, bo tam mogą ich spotkać dotkliwe kary. Ale jak tylko przekraczają polską granicę, zmieniają się nie do poznania. Jakby ich coś opętało.

Z tego, co słyszałem, miał pan okazję jeździć, wyjąwszy Afrykę, po wszystkich kontynentach. Czy są miejsca, gdzie jest jeszcze trudniej niż w Chinach?

Źle wspominam Hongkong. Jeździ się tam tak samo trudno jak w Chinach. Jest tylko jedna różnica. W Chinach kontynentalnych kierownica w aucie jest po lewej stronie, w Hongkongu – to spadek po Anglikach – po prawej. Trudno jest też w Nowym Jorku. Drogi są co prawda bardzo fajne, ale te korki… Amerykanie, przynajmniej ci, z którymi miałem do czynienia, nie mają także pojęcia o oponach letnich i zimowych. I w momencie, gdy mamy np. gołoledź, pojawia się problem.

Amerykańscy kierowcy są też bardzo strachliwi. Pamiętam, że jechałem kiedyś z Nowego Jorku do miasta New Britain w stanie Connecticut. Pogoda była nieciekawa, padał śnieg. Droga z trzema pasami ruchu i na każdym samochody jadące tylko 40 km/h. Tragedia!

Cofnijmy się teraz do czasów, kiedy chodził pan na kurs na prawo jazdy i zdawał pan egzamin.

Kurs odbywałem w Kaliszu, bo tam chodziłem do Technikum Budowy Fortepianów. Od razu uczyłem się jazdy motocyklem i samochodem. Egzamin na kategorię B oblałem. Chodzi mi o praktykę. Byłem zbyt pewny siebie, więc miałem powtórkę. Ale nie czekałem na nią zbyt długo. To wszystko działo się w przeciągu tygodnia. Powtórka wypadła już pomyślnie.

I tak to już od osiemnastego roku życia jeżdżę samochodem. Kiedyś nawet liczyłem, że przejechanych mam ok. 10 mln km. Jeśli jeździłbym zawsze 60 km/h, co jest oczywiście nierealne, ale jakąś wartość trzeba przyjąć, to jaki wyrok bym otrzymał?

Nie mam pojęcia.

Ten wyrok to siedzenie przez siedem i pół roku w samochodzie!

Surowa kara. Ale taki jest chyba urok życia artysty. Jeździ się z jednego koncertu na drugi.

Dokładnie. Dzięki temu Polskę znam doskonale. Jeśli chodzi o infrastrukturę drogową, jest u nas coraz lepiej. Nawet z Płocka do Szczecina można już dojechać w cztery godziny.

Sławomir Świerzyński – polski piosenkarz, lider i wokalista Bayer Full, jednego z najpopularniejszych zespołów polskiej muzyki tanecznej (disco polo). W 1996 roku zagrał Janusza Bukowskiego filmie Roberta Glińskiego „Kochaj i rób co chcesz”. Na antenie telewizji Polsat prowadził teleturniej „Gospodarz, czyli złote asy Polsatu”, w którym brali udział przedstawiciele samorządów gminnych.

Fot. Ja Fryta from Strzegom [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.