Na zajęciach teoretycznych podjąłem z kursantami rozmowę na temat w pełni autonomicznych samochodów. Nie spodziewałem się tak burzliwej i pełnej emocji dyskusji. Było tak ciekawie, że postanowiłem o niej napisać.

Niektórzy uważali, że takie auta nie mają racji bytu. Bo przecież nie po to robią prawo jazdy, żeby nie mogli samodzielnie nimi kierować. Reprezentowali pogląd, że np. autobus komunikacji miejskiej to swego rodzaju autonomiczny pojazd. Wsiadają do niego i nic ich nie interesuje. Takie same skojarzenia mieli z taksówkami. Wsiadam, mówię, dokąd chcę jechać, płacę i wysiadam - tak argumentował jeden z kursantów. Mniejsza liczba kursantów uważa takie pojazdy za prawdziwy dar niebios. Przyczyna jest prozaiczna. Nie trzeba będzie podchodzić do egzaminu na prawo jazdy - jednego stresu w życiu mniej.


Etyczny aspekt autonomii


Argumenty obu stron można uznać za racjonalne. Auta autonomiczne będą miały zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Za tym, żeby wyjechały na drogi, przemawia przede wszystkim to, że do minimum redukujemy błędy ludzkie. Z drugiej strony - czy będziemy bezpieczniejsi, gdy stracimy nad samochodami całkowitą kontrolę?


W przyszłości człowiek umiejący prowadzić auto będzie kimś takim jak Bear Grylls (brytyjski podróżnik, alpinista, popularyzator sztuki przetrwania - przyp. red.). Jego programy telewizyjne oraz książki cieszą się obecnie ogromną popularnością. A przecież takie podstawowe umiejętności przetrwania musiał posiąść każdy człowiek żyjący w XX wieku. Dzisiaj to ekstremalnie tajemna wiedza. Tak samo może być w przyszłości z umiejętnością prowadzenia samochodu. A szkoda, bo z jazdy autem można czerpać dużą przyjemność. No i to uczucie towarzyszące kierowcy, gdy bezpiecznie dotrze do celu lub kiedy podczas wyścigu na torze poprawi czas okrążenia…


Dyskusja rozgorzała na dobre, gdy poruszyłem temat etycznej odpowiedzialności takiego autonomicznego pojazdu. Najpierw na sali zrobiło się cicho. Kursanci potrzebowali chwili, żeby się zastanowić. Podałem przykład. Autonomiczne auto jedzie ulicą przez centrum miasta. Nagle na jezdnię wbiegają dzieci. Samochód ma wybór: potrącić, przejechać niesforne dzieciaki i ocalić właściciela pojazdu lub ocalić dzieci, ale w wyniku wjechania z impetem w przeszkodę narazić życie właściciela. Samochód sam przecież podejmuje decyzję. W tym miejscu zadałem grupie kursantów pytanie: jak taki problem rozwiążą projektanci, konstruktorzy, inżynierowie, programiści, którzy takie auto stworzyli i sprzedali klientowi?


Co zrobi maszyna?


Nie spodziewałem się tak burzliwej i pełnej emocji dyskusji. Choć bardzo mnie to ucieszyło. Świadczy to dobrze o moich kursantach. Jedna kursantka uznała, że dobro kilku dzieciaków będzie ważniejsze. Przecież w takim samochodzie znajdzie się mnóstwo systemów bezpieczeństwa. Jaka z tego konkluzja? Zapewne właściciel pojazdu i pasażer zdołają przeżyć.


Ktoś inny sugerował, że skoro takie auto będzie zaprogramowaną maszyną, zrobi wszystko, żeby chronić życie i zdrowie właściciela. „Obce” dzieci nie będą miały dla niej znaczenia. Bo to przecież maszyna bez uczuć i sumienia, które człowiekowi nakazywałoby chronić niewinne dzieci.


Jeszcze inny kursant zauważył, że problem nie dotyczy napisania odpowiedniego programu, ale etyki, z którą musieliby się zmierzyć programiści i konstruktorzy. Co zrobić, żeby wilk był syty i owca cała? Część osób zauważyła, że może zostanie stworzony jakiś wzór postępowania na wypadek takiego zdarzenia. Jeśli np. w aucie znajdzie się jedna osoba, a poszkodowanych na zewnątrz pojazdu mogłoby być więcej, auto zdecyduje się na minimalizowanie straty.


A jak zachowa się w takiej sytuacji właściciel lub pasażer autonomicznego samochodu? Czy nie będzie chciał zareagować, przejąć kierownicy, kontroli nad pojazdem? Czy będzie zdawał sobie sprawę z tego, że życie jego i innych uczestników ruchu drogowego zależy od maszyny? Właśnie takie pytania pojawiały się podczas wywołanej przeze mnie dyskusji.


Wpajanie zasad


A może aspekt etyczny w ogóle nie jest istotny w naszym pędzie ku lepszemu zorganizowaniu świata? Może sami już jesteśmy bezdusznymi maszynami? Może widzieliśmy już tyle zła, że śmierć nie powoduje ludzkiego odruchu chęci niesienia pomocy innym? Może tylko udajemy, że jesteśmy ludźmi wrażliwymi, dobrymi, pełnymi współczucia dla losu innych? Może autonomiczne auto będzie dla nas zbawieniem, bo uwolni nas od codziennych dylematów kierowcy. Zniknie wtedy problem pijanych kierujących, kierowców na kacu, agresywnych i chamskich, niedzielnych. Może autonomiczny samochód będzie zapowiedzią lepszego jutra?


Jedno jest pewne. Instruktorzy nauki jazdy powinni uwrażliwiać swoich kursantów, uczyć ich pokory, myślenia, defensywnej jazdy oraz szacunku dla innych uczestników ruchu drogowego. Na naszych barkach spoczywa etyczna odpowiedzialność za naszych kursantów. Nie jestem naiwny. Wiem, że nie możemy ponosić odpowiedzialności za ich przyszłe czyny. Ale musimy pokazać im, że można być dobrym i życzliwym kierowcą.


Marcin Zygmunt, instruktor nauki jazdy, właściciel OSK

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0