Polskę ogarnął istny szał. Wszyscy się złoszczą na nowe przepisy wprowadzone ustawą o kierujących pojazdami i towarzyszącymi jej rozporządzeniami.

Nie ma się co dziwić, bo ja sam prowadząc szkolenie kandydatów na kierowców codziennie spotykam się z jakąś „głupizną” wynikającą z przepisów i dalszej ich interpretacji. Starostowie zatrudnili wybitnych ekspertów mających kontrolować OSK. Czasem tak wybitnych, że nie potrafią ze zrozumieniem przeczytać tego, co zaserwowało ministerstwo w bieżących aktach prawnych dotyczących nauki jazdy.


Opinia publiczna, dziennikarze, kursanci, dyrektorzy WORD-ów, instruktorzy nauki jazdy, egzaminatorzy i wszyscy inni zainteresowani głośną krzyczą o tym, jak to złe i bezsensowne są wprowadzone regulacje. Ja osobiście w różnej postaci staram się ujawniać różnorodne błędy merytoryczne, których moim zdaniem w przepisach być nie powinno. Myślę, że zgodzicie się Państwo ze mną. Jest też, niestety, szereg tematów, nad którymi przeszliśmy do porządku dziennego. Nie wiem, czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że:


Zmieniono definicję motocykla. Wcześniejsza wersja mówiła, że „jest to pojazd samochodowy jednośladowy lub z bocznym wózkiem - wielośladowy”. Oznaczało to, że motocykl mógł być wyposażony w silnik (spalinowy lub elektryczny... lub jeszcze jakiś inny, gdyby go wymyślono) i powinien być skonstruowany tak, aby rozwijać prędkość większą niż 25 km/h. Zmiany definicji dokonano art. 125 pkt 3 Ustawy o kierujących pojazdami i teraz definicja motocykla brzmi następująco: „pojazd samochodowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej przekraczającej 50 cm3, dwukołowy lub z bocznym wózkiem - wielośladowy; określenie to obejmuje również pojazd trójkołowy o symetrycznym rozmieszczeniu kół”.


Warto zwrócić szczególną uwagę na słowa „silnik spalinowy”. W ten sposób definicja zawarta w prawie eliminuje z gry producentów, którzy coraz częściej zaczęli konstruować motocykle napędzane silnikami elektrycznymi. Warto również dodać, że definicje pojazdu silnikowego i samochodowego nie uległy zmianie, zatem czy zabieg uszczegółowienia rodzaju napędu w przypadku motocykli to tylko przypadek? Dlaczego tak się stało? Czy znów mamy to sobie wytłumaczyć brakiem wiedzy i doświadczenia ludzi kreujących nasze prawo?


Wiele wątpliwości budzi również fakt wyposażenia ośrodków szkolenia kierowców w urządzenia do pomiaru prędkości motocykla w punktach wyznaczonych w zadaniach egzaminacyjnych dotyczących kat. A, A1 i A2. WORD-y zainwestowały w różnorodne urządzenia kosztujące często po kilkanaście tysięcy złotych. Czy one jednak mierzą prędkość w punkcie? No nie - bo większość urządzeń działających na zasadzie fotoceli lub radaru mierzy średnią prędkość pojazdu na określonym odcinku drogi. Im ten odcinek krótszy, tym urządzenie musi być bardziej zaawansowane technologicznie i przez to droższe. Okazuje się jednak, że cały czas nie można uznać, że taki pomiar następuje w konkretnym punkcie, który został wskazany w rozporządzeniu dotyczącym egzaminowania. Są starostwa (na przykład Urząd Miasta w Poznaniu), które wyrażają się pozytywnie o zaproponowanym przeze mnie rozwiązaniu - zamontowaniu na motocyklu kamery nagrywającej obraz przed pojazdem i prędkościomierz. W ten sposób możemy sprawdzić dokładnie, gdzie znajduje się pojazd i jego aktualną prędkość. Trudno też zarzucić takiemu rozwiązaniu brak homologacji, bo przecież przeprowadzenie badania technicznego pojazdu jest równoznaczne m.in. z dopuszczeniem do ruchu prędkościomierza. Polecam to rozwiązanie szkołom jazdy, które chcą profesjonalnie szkolić motocyklistów, gdyż ma ono jeszcze wiele innych pożytecznych zastosowań w szkoleniu. Zainteresowanych szczegółami zapraszam do kontaktu.


Warto po raz kolejny odnieść się również do zapisów Załącznika nr 1 do Rozporządzenia MTBiGM w sprawie szkolenia osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, instruktorów i wykładowców, czyli Programu szkolenia. Do moich ulubionych, zajmujących pierwsze miejsce w kategorii bubel roku, należą opisy treści nauczania w zakresie jazdy na motocyklu. Zdecydowane pole position należy do „Zmiany biegu w dół”, gdzie czytamy: „Przygotowanie do zmiany biegu: - palce lewej nogi pod dźwignią zmiany biegów, - zamknięcie gazu i jednoczesne wciśnięcie sprzęgła, - przełożenie dźwigni zmiany biegów w dół...”. Nie! Nie pomyliłem się w przepisywaniu. Tam naprawdę jest napisane, że aby zmienić bieg w dół, palce lewej stopy trzeba trzymać pod dźwignią! I tutaj dopiero wychodzi głęboki sens §13 ust. 1 pkt 3 Rozporządzenia dotyczącego egzaminowania, czyli konieczność posiadania na egzaminie kat. A, A1, A2 i AM sznurowanego obuwia na płaskiej podeszwie. Kiedyś wszyscy obśmialiśmy ten przepis tłumacząc, że często przecież buty motocyklowe nie mają sznurowadeł. Ale to było głupie myślenie - bo jak inaczej przywiązać sobie nogę pod dźwignią, żeby później pociągnąć ją w dół? No właśnie owymi sznurowadłami! Ciekawe, czy kiedyś dowiemy się, który z wybitnych ekspertów z zakresu jazdy na motocyklu z ministerstwa napisał takie bzdury?


Zastanawiam się, kiedy starostowie podejmą kontrole OSK celem sprawdzenia, czy prowadzą one szkolenie zgodnie z opracowanym przez „ekspertów” programem szkolenia. Skoro zawiera on m.in. zajęcia praktyczne z jazdy motocyklem w terenie, to chyba każdy OSK powinien posiadać przynajmniej jeden motocykl przystosowany do takiej jazdy. Bo jakże inaczej właściwie nauczyć osobę szkoloną pokonywania dróg leśnych z koleinami, o których piszą autorzy programu szkolenia? Ciekawe też, kiedy rozpoczną się gromadne kontrole OSK prowadzących szkolenie w zakresie kat. B oraz B1 pod kątem posiadania pojazdów wyposażonych w hak holowniczy? Przecież program szkolenia zawiera w TEMACIE 9 manewry wykonywane z przyczepą o wyszczególnione w części dotyczącej kat. B1 i B.


Tematyką motocyklową zajmuję się od dawna. Sam przejechałem już trochę kilometrów, miałem okazję jeździć bardzo różnymi motocyklami, ale NIGDY nie spotkałem motocykla wyposażonego w hamulec AWARYJNY, jeszcze w dodatku ZACIĄGANY! A jedno z zadań egzaminacyjnych dotyczy ruszenia pojazdem na wzniesieniu i ustawodawca nakazuje wykonać to zadanie „zaciągając hamulec awaryjny, a następnie ruszając do przodu”. Nijak się to ma do przepisów z zakresu warunków technicznych motocykla, z których jednoznacznie wynika, że motocykla w hamulec awaryjny się nie wyposaża.


Mając na uwadze protesty organizowane coraz liczniej przeciwko obowiązującym przepisom związanym ze szkoleniem i egzaminowaniem kandydatów na kierowców należałoby chyba zaproponować wyrzucenie wszelkich obecnych aktów prawnych do kosza i napisanie ich od nowa, najlepiej przez ludzi znających się na tej tematyce i nieskażonych układami i układzikami.


Czy kiedyś przyjdzie czas, że będziemy mogli żyć, pracować i szkolić w normalnych cywilizowanych warunkach? Chciałbym, aby tak się stało jak najszybciej! Wy pewnie też.


Marcin Kukawka


 

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0