W ciągu dwóch lat z mandatów kierowców do budżetów "radarowych gmin" mógł wpłynąć nawet miliard złotych. Rekordzistą jest Kobylnica pod Słupskiem

Kasa Kobylnicy zawdzięcza fotoradarom co szóstą złotówkę. Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, dochodami gminy zainteresowała się Prokuratura Okręgowa w Słupsku.


- Wszczęliśmy śledztwo po zawiadomieniu, będącym wynikiem kontroli NIK, która uznała, że strażnicy gminni z Kobylnicy przekroczyli swoje uprawnienia - mówi Jacek Korycki, rzecznik PO w Słupsku.


Strażnicy mieli łamać prawo, wystawiając mandaty w terminie późniejszym niż 30 dni od daty ujawnienia wykroczenia. Zdaniem NIK, nie mając do tego uprawnień, nakładali też na właściciela pojazdu grzywny za niewskazanie kierującego pojazdem, po tym jak otrzymywał on z UG Kobylnica zdjęcie z fotoradaru. Z raportu pokontrolnego, który pod koniec października znalazł się na biurku ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera, wynika, że wśród 11 skontrolowanych przez NIK gminnych urzędów Kobylnica jest radarowo-mandatowym rekordzistą. W 2010 r. nałożyła 61,9 tys. mandatów za nadmierną prędkość. W ilu z nich przekroczony został ustawowy termin? NIK szacuje, że w około 44, proc. przypadków. A skala grzywien za "niewskazanie"? Ponad 15 tys. w kontrolowanych latach 2009-2010.


- A ja się pytam, co oznacza ujawnienie sprawcy? - broni się wójt Kobylnicy Leszek Kuliński. - Naszym zdaniem i zdaniem twórcy komentarza do Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia prof. Tomasza Grzegorczyka ujawnienie wykroczenia następuje dopiero po ujawnieniu sprawcy - twierdzi wójt Kobylnicy.


To oznacza, że termin 30-dniowy biegnie dopiero od momentu, kiedy kierowca przyzna się, że to on prowadził pojazd sfotografowany przez gminny fotoradar. Wójt nie zgadza się też z drugim zarzutem. - Możemy to robić - ucina.  Wójt przyznaje, że dochody fotoradarów to poważny zastrzyk dla jego budżetu - w 2010 r. to 8 mln zł w 55-mln budżecie.


 - Fotoradary stoją w mojej gminie w niebezpiecznych miejscach przy szkołach. Liczba wypadków, w tym śmiertelnych, i osób rannych tam spadła. Czy chodzi o to, że jesteśmy skuteczniejsi niż policja? - irytuje się.


Jednak zdaniem NIK strażnicy nie dążyli do poprawy bezpieczeństwa na drogach, ale "do uzyskania jak największych wpływów zwiększających dochody gminy". Poszukiwanie dochodów przybierało kuriozalne formy. NIK ujawniła np., że w jednej z kontrolowanych gmin strażnik z uprawnieniami do obsługi radaru pracował równocześnie w pięciu innych urzędach. Z list obecności, które podpisywał, wynikało, że potrafił w tym samym czasie być w miejscowościach oddalonych od siebie o ponad 200 km.


 


Z raportu NIK wynika też, że gminy walczyły tak ostro, bo rywalem był i jest budżet państwa. Jeśli kierowca nie przyjmował gminnego mandatu i decydował się na sąd, to dochody z tak wymierzonej grzywny trafiały do państwowej kiesy. Właściciele pojazdów w większości jednak nie szli jednak do sądu. W pismach, które otrzymywali z gminy, strażnicy ostrzegali ich, że odmowa wskazania kierowcy kosztować będzie dwa razy więcej niż przekroczenie prędkości. Po wielu miesiącach często trudno ustalić, kto prowadził auto, np. wtedy, kiedy używa go dwóch kierowców. Zdjęcia z fotoradarów bywają nieczytelne. Gminy są jednak mocno zmotywowane, bo - według szacunków NIK - tylko z tytułu grzywny za niewskazanie kierowcy zyskały 300 mln zł w ciągu dwóch lat. W Kobylnicy to prawie jedna trzecia wszystkich złapanych przez fotoradar. Można więc szacować, że do gminnych budżetów ze wszystkich mandatów trafiało w tym czasie nawet miliard złotych.


Od 1 stycznia 2011 r. termin 30-dniowy został wydłużony do 180-dniowego. Straż dalej wzywa jednak do ujawnienia kierującego pojazdem, grożąc grzywną. Tak jest np. w nieodległym od Kobylnicy Potęgowie. Jeśli prokuratura oskarży Kobylnicę w sądzie, efektem może być wyrok nakazujący zwrot pobranych grzywien. Wójt Kobylnicy tym się nie martwi: - Będzie z czego zwracać. Właśnie kupiłem za prawie 400 tys. zł amerykańskie urządzenia do łapania kierowców przejeżdżających na czerwonym świetle. Wydatek już prawie się zwrócił - mówi.


Mecenas Roman Nowosielski: - Wystawianie przez gminy mandatów w terminie niezgodnym z przepisami jest łamaniem prawa. Perspektywa wielomiesięcznej rozprawy sądowej np. kogoś z Gdańska z kosztami dojazdów do często odległego sądu, jak słupski, nie jest zachęcająca. Bardziej "opłaca" się ulec naciskowi strażników i zapłacić gminny mandat


 


Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0