Na pomoc kursantom

pieniądze

Przeglądałem sobie internet. W pewnej chwili, jako link sponsorowany, ukazał mi się napis „Rzecznik kursanta radzi”. Kieruje on na stronę internetową pewnej fundacji, która utworzyła instytucję rzecznika praw kursanta.

Słyszałem już o tej fundacji. Ba, znam nawet cztery osoby z rady programowej. Współpracowałem z nimi, cenię ich wiedzę oraz umiejętności instruktorskie. Ale zainteresowało mnie coś innego.

Dla osoby, która szuka dla siebie szkoły jazdy, rzecznik praw kursanta może kojarzyć się jako instytucja państwowa. Z błędu nie wyprowadzą go bynajmniej umieszczone na stronie internetowej treści. Ciekawe też, jakimi kryteriami kierowano się przy formowaniu rady programowej. Mam nadzieję, że nie towarzyskimi. Bo kursant, widząc zdjęcia i podpisy pod zdjęciami osób z zarządu oraz rady programowej, może odnieść wrażenie, że to autorytety w swoich dziedzinach.

Biuro, sala i płyta

Na stronie internetowej fundacji znajduje się ponadto zakładka „Dla kursanta”. Są w niej wskazówki, jaki ośrodek szkolenia powinien wybrać przyszły kierowca. Ale też przykłady złych, zdaniem fundacji, działań. Zacytujmy jedno z nich: „Klienci są obsługiwani w tym samym pomieszczeniu, w którym prowadzone są wykłady dla kursantów”.

Wychodzi z tego, że jeśli posiadam pomieszczenie o powierzchni 60 mkw. i podzielę je za pomocą płyty kartonowo-gipsowej na dwie części, to wymagań nie spełniam. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że trochę przesadzam. Zamiar autorów był zupełnie inny. Chodzi pewnie o uświadomienie kursantom, żeby nie wybierali szkół prowadzących biuro w teczce, gdzie większość formalności załatwia się w samochodzie. Ale mamy XXI wiek. Większość kursantów zapisuje się na kurs prawa jazdy przez formularz internetowy i nie korzysta ze stacjonarnego biura. Mało tego, wydaje mi się, że biuro i sala wykładowa powinny mieścić się w tym samym pomieszczeniu. Byłoby łatwiej i prościej dla obu stron – kursanta i właściciela OSK.

Jaka cena?

Wypunktowałem jeszcze jedno, złe zdaniem fundacji, działanie ośrodka. Brzmi ono następująco: „Szkoła bez ograniczeń ilościowych sprzedaje kursy na portalach sprzedaży grupowej lub ceny kursu podstawowego kat. B są niższe niż 1,1 tys. zł”.

Jestem przeciwnikiem zaniżania przez szkoły jazdy cen. Uważam, że bardzo psuje to rynek, nie pozwala na utrzymanie i rozwój firm. Nie rozumiem jednak, dlaczego podaje się konkretną cenę i to na tak niskim poziomie? Jeżeli na kurs zapisze się dziesięć osób, daje to kwotę 11 tys. zł. Dziesięć osób to 300 godzin jazd plus egzaminy wewnętrzne. Dla jednego instruktora oznacza to pracę bez wytchnienia przez miesiąc albo dwa, ale spokojniej. W każdym razie oznaczałoby to pracę wręcz niewolniczą. W mojej szkole kurs kosztuje 1,6 tys. zł. Jednak od tej ceny należy odliczyć zwrot pieniędzy za badanie lekarskie. Więc faktyczna cena kursu to 1,4 tys. Uwaga, jest ona najwyższa w Poznaniu! Jednak w cenie kursu są zawarte materiały do nauki, auta są zadbane i oklejone. I tym sposobem ledwo starcza na opłaty i życie.

Czytając, że powinien szukać kursu w cenie 1,1 tys. zł, kandydat na kierowcę może uznać to za prawdę objawioną. A wyższe ceny podyktowane są chciwością pazernych właścicieli szkół jazdy. Dlaczego nie ustalono ceny na poziomie 1,6 – 1,8 tys. zł i nie napisano, że taka kwota pozwala na przeprowadzenie kursu na wysokim poziomie oraz daje możliwość rozwoju szkole jazdy i inwestowaniu w nowy sprzęt?

Chciałbym zaznaczyć, że moją intencją nie jest atakowanie czy negowanie działań fundacji. Poziom szkolenia kierowców jest dramatycznie niski z powodu żenującego poziomu instruktorów. Szkoły jazdy oszukują i naciągają kursantów – to jest fakt. Moje wątpliwości budzi jednak kategoryczne i myślę, że mało skonsultowane ze środowiskiem dobrych instruktorów i uczciwych właścicieli szkół jazdy stanowisko fundacji. Może ono spowodować, że kursant będzie miał jeszcze większy mętlik w głowie. Jeżeli zrozumie wszystko dosłownie, to może nie znaleźć szkoły jazdy spełniającej te kryterium.

Mimo tych zastrzeżeń życzę fundacji samych sukcesów oraz rzetelnej pracy na rzecz uzdrowienia rynku prawa jazdy.

Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy, specjalista ds. BHP

Wasze komentarze (2)

    • Nie musi Pan wierzyć :) obecnie 1700 zł i kursantów nie brakuje :) Nie liczy się cena tylko JAKOŚĆ szkolenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Brak produktów w koszyku.