? Aż dwa razy ktoś wybijał mi szybę. Zawsze w momencie, gdy dopiero zaczynałam danym samochodem jeździć. Pamiętam, że w tym samym czasie z mojego jeepa zniknęły także butelki z niecodziennym specyfikiem - sokiem z acai, który wygląda jak wino. Pije się go w małych ilościach, w zasadzie wystarczy jeden łyk. Zastanawiałam się potem, czy ktoś, kto wybił mi szybę, o tym wiedział. Bo jeśli wypił za jednym razem całą butelkę, to mógł mieć duże problemy z żołądkiem - opowiada Monika Pyrek-Rokita.

Jakub Ziębka: Jeśliby miała pani wybrać swój ulubiony środek transportu, byłby to samochód?


Monika Pyrek-Rokita: Zdecydowanie tak. Głównie z tego względu, że mam małego syna. A to wiąże się z dużą ilością rzeczy, które trzeba z sobą zabrać. Autobus albo tramwaj nie zapewnia takiego komfortu, jak auto. Choć nie powiem, korzystam także z nich, bo komunikację miejską w Szczecinie oceniam dobrze.


Jeszcze niedawno byliśmy z mężem posiadaczami dwóch aut, ale jedno z nich sprzedaliśmy. Mimo że była to decyzja ekonomicznie racjonalna, to lekki smutek pozostał. Trudno było nam się z nim rozstać.


Jaki to był samochód?


? Jeep cherokee. Był to szczególny model, bo miał manualną skrzynię biegów, co jest rzadkością. Ale ja taki właśnie chciałam, bo kiedy byłam jeszcze tyczkarską, bardzo dużo podróżowałam. Na długich trasach bardzo się nudziłam, więc automatyczna skrzynia biegów nie była wtedy atutem. Ale teraz mi się zmieniło. Jeżdżę autem z automatyczną skrzynią biegów. Jest to mercedes, wygrany w „Tańcu z gwiazdami”. W warunkach miejskich sprawdza się idealnie.


Czy jest jakieś auto, które zawsze chciała pani mieć, a dotąd nie udało się go kupić?


? Od długiego czasu chodzi za mną mały, kobiecy samochód. Swego czasu chcieliśmy kupić fiata 500, ale okazał się, jak na swoje gabaryty, za drogi. Innych typów nie mam. Samochód jest od tego, żeby jeździć, a nie pięknie wyglądać. Ostatnio nawet koledzy z radia wymusili na mnie umycie auta. Wcześniej jakoś nie było czasu tego zrobić. Dopóki sama się o niego nie ubrudzę, jakoś daleko mi do myjni.


Zgaduję, że nie zajmuje się pani konserwacją i małymi naprawami auta, tylko oddaje je do specjalistów?


? Oj, tak. Choć pamiętam, że w kiedyś w moim pierwszym samochodzie - nissanie almerze ? przepaliła się żarówka i udało mi się ją wymienić. Byłam akurat wtedy w drodze na zgrupowanie do Spały. Jechałam sama, było ciemno, zatrzymałam się na stacji benzynowej, kupiłam żarówkę i w obecności obserwującej mnie obsługi zrobiłam, co w tamtej chwili musiałam. Nie trwało to co prawda pięć minut, ale się zawzięłam.


Długo ma pani prawo jazdy?


? Od 2002 roku. Egzamin teoretyczny zdałam za pierwszym razem, praktyczny - za trzecim. Dwa razy nie udało mi się wyjechać z placu. W jednym przypadku egzaminator zarzucił mi niewłaściwe przygotowanie do jazdy. Pamiętam, że ze złości trzasnęłam wtedy drzwiami samochodu. Ale jak już za trzecim razem wyjechałam na miasto, to zdałam bezbłędnie. Było to w Gdyni.


Prawo jazdy było mi potrzebne, bo cały czas byłam w rozjazdach. Takie jest życie sportowca, 250 dni w roku poza domem. Wcześniej często musiałam prosić, żeby znajomi dowieźli mnie gdzieś razem ze sprzętem. Kiedyś nawet musiałam prosić od znajomej brata cinquecento, bo musiałam przewieźć tyczki z Gdyni do Gdańska. Ze względu na gabaryty tego samochodu był to duży wyczyn.


Pamiętam jeszcze jedną historię z samochodem, która jest związana z moim życiem sportowca. Swego czasu kilka miesięcy w zimie spędzałam w Spale. Mieszkałam w takim kompleksie, z którego można było przez długi czas nawet nie wychodzić - wszystko było na miejscu. Więc przez jakiś czas samochodu, który tam stał, nie odpalałam. A na zewnątrz było -35 stopni Celsjusza. Dzień przed wyjazdem na zawody postanowiłam go w końcu uruchomić, bez skutku. Zawołałam więc trenera, on sprowadził panów, którzy popchnęli moje auto do jakiegoś garażu, zostawili na noc, włączając przy tym dmuchawę. Na szczęście taki zabieg pomógł. Na drugi dzień mogłam jechać na zawody.


Zresztą z moimi samochodami zawsze miałam jakieś problemy.


Na przykład jakie?


? Aż dwa razy ktoś wybijał mi szybę. Zawsze w momencie, gdy dopiero zaczynałam danym samochodem jeździć. Pamiętam, że w tym samym czasie z mojego jeepa zniknęły także butelki z niecodziennym specyfikiem - sokiem z acai, który wygląda jak wino. Pije się go w małych ilościach, w zasadzie wystarczy jeden łyk. Zastanawiałam się potem, czy ktoś, kto wybił mi szybę, o tym wiedział. Bo jeśli wypił za jednym razem całą butelkę, to mógł mieć duże problemy z żołądkiem.


Przypominam sobie jeszcze jedną dosyć dziwną historię. Rzecz działa się w 2004 roku podczas letnich igrzysk olimpijskich w Atenach. Przed wyjazdem do Grecji zostawiłam swój samochód zaparkowany tuż przy stadionie lekkoatletycznym. Kluczyki zostawiłam na portierni ? w razie, gdyby trzeba było przez dwa tygodnie mojej nieobecności go przestawić albo skorzystać. Tuż po powrocie dostałam pocztą mandat. Okazało się, że ktoś się moim samochodem przejechał z większą prędkością niż dozwolona. Nie uszło to uwadze fotoradaru. Ponieważ jednak twarz kierowcy była nie do rozpoznania, musiałam mandat zapłacić. A kto wtedy kierował, nie wiem do dziś.


Już pewnie nie wozi pani w bagażniku takich specyfików, jak wspomniany sok. Co znajdziemy w nim teraz?


? Przede wszystkim wózek dla dziecka. Ale nie tylko. Mimo że od zakończenia mojej sportowej kariery minęły już dwa lata, zostały jeszcze w bagażniku rzeczy związane z tamtym okresem, takie jak choćby ekspandery i sznurki do przywiązywania tyczek.


Zawsze pod ręką muszę mieć coś słodkiego albo miętowego. Powód jest prosty. Cały czas cierpię na chorobę lokomocyjną. Nie mam problemów tylko z jazdą samolotem i pociągiem.


A muzyka? Lubi sobie pani w trasie czegoś posłuchać?


? Gdy jadę po Szczecinie, słucham oczywiście Radia Szczecin, rozgłośni, w której pracuję. Jak zaczynam tracić zasięg, wtedy często decyduję się na muzykę z płyty. Często poleca mi ją mój mąż, który kiedyś był menedżerem zespołu Malarze i Żołnierze. Zresztą z tą grupą, a dokładniej z ich piosenką „Po prostu pastelowe”, związana jest śmieszna historia. Jest to numer, który potrafi uspokoić mojego syna, nawet gdy jest w najgorszym z najgorszych humorów. Przetestowałam to podczas jazdy samochodem. Po kilku sekundach odtwarzania piosenki jego buzia się rozpogadza, staje się bardzo wesoły.


 


Monika Pyrek-Rokita ? polska lekkoatletka, specjalizująca się w skoku o tyczce. Olimpijka z Sydney (2000), Aten (2004), Pekinu (2008) i Londynu (2012). Trzykrotna medalistka mistrzostw świata oraz wicemistrzyni Starego Kontynentu z 2006 roku. Reprezentantka kraju w Pucharze Europy i drużynowych mistrzostwach Europy.


Karierę sportową zakończyła niecałe dwa lata temu. Teraz prowadzi audycję w Radiu Szczecin („Potyczki Moniki Pyrek”), jest rzeczniczką prasową hali sportowej Arena Szczecin.


zdjęcie: http://commons.wikimedia.org/wiki/File%3APyrek_and_Rogowska_Berlin_2009.jpg/André Zehetbauer


 

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0