Zgodnie z ustawą o kierujących pojazdami obcokrajowiec, który nie zna języka polskiego, angielskiego lub niemieckiego nie może uzyskać prawa jazdy. Do 19 stycznia w takim egzaminie uczestniczyli tłumacze przysięgli. Dlaczego zdecydowano się z ich usług zrezygnować? - Za bardzo kandydatom na kierowców pomagali - tłumaczy "Gazecie Wyborczej" resort transportu.

Problem dotyczy m.in. sporej grupy Wietnamczyków i Chińczyków pracujących w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej, obywateli Rosji i Ukrainy.


- W różnych krajach europejskich różnie ta kwestia jest regulowana. W niektórych tłumacze są dopuszczeni, w niektórych - nie - opowiada "Gazecie Wyborczej" Jakub Dąbrowski z biura prasowego Ministerstwa Transportu. - Zdecydowaliśmy się odejść od dotychczasowych przepisów. Głównie ze względu na to, że ze strony wojewódzkich ośrodków wpływały do nas uwagi, że tłumacze za bardzo pomagali w zdawaniu egzaminu.


Tłumacze twierdzą, że takie argumenty są wyssane z palca.


- To niepoważne! - oburza się w "Gazecie Wyborczej" Danuta Kierzowska, prezes Polskiego Towarzystwa Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych. - Tłumacz przysięgły jest zawodem zaufania publicznego. Administracja państwowa nie może deklarować braku zaufania do tłumaczy, nawet, jeżeli były jakieś indywidualne incydenty. Do mnie żadne sygnały na temat nieprawidłowości przy egzaminach nie docierały. A słuch mam wyostrzony, bo jestem też członkiem komisji odpowiedzialności zawodowej. Pierwsze słyszę o takiej zmianie w rozporządzeniu, nikt z ministerstwa nigdy nam żadnych problemów nie zgłaszał.


W niektórych ośrodkach ruchu drogowego można zdać egzamin w języku angielskim lub niemieckim.


red

redaktor felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0