- Jechaliśmy gdzieś z Grześkiem Tkaczykiem i nagle, wydaje mi się, że było to w Hamburgu, zobaczyłem piękną maszynę. Zrobiłem jej zdjęcie, zacząłem o niej czytać, powoli kiełkowała we mnie myśl, żeby tego harleya kupić. I tak się ostatecznie stało, ale dopiero po moim powrocie do Polski - wspomina Mariusz Jurasik, jeden z najbardziej utytułowanych polskich piłkarzy ręcznych.

Jakub Ziębka: Początkowo chciałem porozmawiać z tobą o samochodach, ale usłyszałem, że masz trochę inną pasję. Chodzi mi oczywiście o motocykle.


Mariusz Jurasik: Zgadza się. Samochody nie są dla mnie zbyt ciekawym tematem do rozmów. Przyczyna jest prosta. Traktuję auta jako narzędzia służące do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Przydają się w życiu, nie przeczę, ale nie budzą we mnie emocji. Z motocyklami jest zupełnie inaczej. To moja pasja, o nich chętnie porozmawiam.


Pamiętasz moment, w którym pomyślałeś sobie, że warto byłoby rozpocząć swoją przygodę z motocyklami? Chciałeś spróbować już w młodości czy zainteresowanie pojawiło się dopiero później, gdy byłeś już dojrzałym człowiekiem?


Zainteresowałem się jednośladami, gdy byłem nastolatkiem. Pamiętam czasy, gdy w okolicy, gdzie się wychowałem, jeździło się na emzetkach, rometach, WSK-ach. Ja nie miałem motocykla na własność, moi rodzice nie mogli sobie pozwolić na taki zakup. Ale mój wujek już tak. I przyznaję się, zdarzało mi się wtedy pojeździć, choć nie miałem odpowiednich uprawnień. Ale nie były to mocno uczęszczane drogi, raczej boczne.


A kiedy zdecydowałeś się na zakup swojego motocykla?


Od czasów, o których wspominałem, minęło sporo lat. Ten motocykl cały czas za mną chodził, ale nie zdecydowałem się na zrobienie prawa jazdy i kupienie jakiejś maszyny. Coraz częściej o jednośladach zacząłem myśleć podczas mojej gry w Bundeslidze. Ale wiadomo, nie każdy chciałby, żeby sportowiec miał hobby, które jest przez część osób uważane za niebezpieczne. Ale gdy w 2009 roku wróciłem do kraju i przeniosłem się do Targów Vive Kielce, postanowiłem w końcu działać. Zapisałem się na kurs prawa jazdy, po czym zdałem egzamin i kupiłem motocykl. Zdecydowałem się na harleya.


Skąd taki właśnie wybór?


Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy się cofnąć do mojej gry w Niemczech. Jechaliśmy gdzieś z Grześkiem Tkaczykiem (były reprezentant Polski w piłce ręcznej, kapitan kadry kierowanej przez Bogdana Wentę, był kolegą klubowym Mariusza Jurasika w Rhein-Neckar Löwen - przyp. red.) i nagle, wydaje mi się, że gdzieś w Hamburgu, zobaczyłem piękną maszynę. Zrobiłem jej zdjęcie, zacząłem o niej czytać, powoli kiełkowała we mnie myśl, żeby ją kupić. I tak się ostatecznie stało, ale dopiero po moim powrocie do Polski.


Czyli to była taka miłość od pierwszego wejrzenia.


Rzeczywiście, tak można powiedzieć. Od naszego pierwszego spotkania w Hamburgu do zakupu maszyny trochę czasu minęło, ale spotkaliśmy się ponownie. Motocykl uważam za idealnie dopasowany do moich potrzeb, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Ma swoją moc, poza tym jest, a posiadam już go dobre sześć lat, bezawaryjny. Czemu się trochę dziwiłem, bo wcześniej czytałem, że harleye lubią się psuć. Ale chyba coś się w tej kwestii zmieniło, co pokazuje mój przykład. W zasadzie nie miałem żadnej poważnej awarii, co jakiś czas trzeba wykonać tylko rutynowe zabiegi konserwacyjne. Choć nie znaczy to wcale, że mój harley od momentu, w którym go kupiłem, w ogóle się nie zmieniał. Został trochę przerobiony, zgodnie z moimi oczekiwaniami. Oddaję go w dobre ręce, do fachowca wysokiej klasy.


Niektórzy mówią, że harley to nie tylko rzecz, ale także pewien styl życia.


Coś w tym jest, to dobra maszyna dla statecznych, dojrzałych panów, do których się obecnie zaliczam. A tak na poważnie, ten motocykl po prostu bardzo mi się spodobał. Jeśli to „coś” zobaczyłbym np. w suzuki lub kawasaki, też bym je kupił. Ale mam harleya i nie narzekam. To power cruiser, nawet ze ścigaczami wygrywa. Także ten stateczny pan ma jeszcze w sobie trochę ikry.


Jakiś czas temu rozmawiałem z innym zapalonym motocyklistą - Mateuszem Gesslerem. Mówił, że lubi jazdę na motocyklu, bo może wtedy pobyć sam ze sobą. Określił się mianem motocyklisty indywidualisty. Też tak masz?


Nie za bardzo. Kocham jeździć, ale raczej w grupie. Podczas mojej gry w Kielcach mieliśmy naprawdę zgraną paczkę. To było dziesięć, jedenaście osób. Jak tylko mieliśmy wolną chwilę, organizowaliśmy sobie przejażdżki. Było naprawdę kapitalnie, zwłaszcza że w województwie świętokrzyskim jest naprawdę dużo fajnych dróg i miejsc. Mamy tam przecież bardzo malownicze góry, brakuje tylko morza. Ale woda to woda. A tej na kielecczyźnie nie brakuje.


Czy w tej grupie motocyklistów byli także inni piłkarze ręczni?


Jak najbardziej. Na motocyklu jeździ wspomniany już przeze mnie Grzesiek Tkaczyk oraz Sławek Szmal (były reprezentant Polski w piłce ręcznej, znakomity bramkarz, trzykrotny medalista mistrzostw świata - przyp. red.) Zresztą jeździliśmy nie tylko po województwie świętokrzyskim. Z Grześkiem byliśmy także na Mazurach. A w planach mamy podróż motocyklami po Stanach Zjednoczonych. Pytanie tylko, kiedy znajdziemy na to czas. Wiadomo, każdy z nas ma swoje obowiązki, trudno ustalić jakiś jeden termin. Ale mam nadzieję, że kiedyś nasze plany w końcu zrealizujemy.


Przy okazji sukcesów, które odnosiła reprezentacja Polski kierowana przez Bogdana Wentę, mówiło się, że osiąganie dobrych wyników było możliwe dzięki panującej w kadrze doskonałej atmosferze. Okazuje się, że zbliżyły was również wspólne zainteresowania. Mam tu na myśli choćby motocykle.


Tak, w przypadku niektórych z nas można tak powiedzieć. Byliśmy rzeczywiście zgraną paczką, lubiliśmy się, walczyliśmy o wspólne cele. Teraz też utrzymujemy ze sobą kontakt. Nie znaczy to oczywiście, że codziennie do siebie dzwonimy. Ale kumplami jesteśmy cały czas.


Sprowadziłeś już motocykl z Kielc do Szczecina (Mariusz Jurasik jest obecnie grającym trenerem Sandry SPA Pogoni Szczecin - przyp. red.)?


Na razie nie ma takiej potrzeby, bo, jak pewnie wiesz, sezon motocyklowy się skończył. Ale jak się znowu zacznie, to kto wie…


Mariusz Jurasik - jeden z najbardziej utytułowanych polskich piłkarzy ręcznych. W latach 1997-2012 reprezentował barwy Polski w 207 oficjalnych spotkaniach, zdobywając w nich 704 bramki. Wicemistrz świata z 2007 roku (wybrany do najlepszej siódemki turnieju), brązowy medalista mistrzostw świata w 2009 roku, uczestnik igrzysk olimpijskich w Pekinie.


Jako zawodnik bronił barw m.in. Wisły Płock, Vive Targów Kielce i niemieckiego Rhein-Neckar Löwen. Obecnie jest grającym trenerem szczypiornistów Sandry SPA Pogoni Szczecin.

felietonista z działu
Shopping Cart
Koszyk jest pusty
Razem
0,00 
0