Na polskich drogach każdego roku ginie prawie 3,5 tys. osób. Czy dramatyczną statystykę można poprawić, lepiej przygotowując kierowców do udzielania pierwszej pomocy? Czy kursanci powinni mieć dodatkowe szkolenia i egzaminy ze sztucznego oddychania i innych czynności ratunkowych?

- Mój tata zginął, bo nie udzielono mu pierwszej pomocy w możliwie krótkim czasie. Czekał na wyciągnięcie z auta ponad dwie godziny, bo nie było nożyc do cięcia blach - wspomina Beata Bublewicz, córka słynnego rajdowca, była przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.


Brak statystyk


Bublewicz, posłanka Platformy Obywatelskiej z Olsztyna, spędziła w Sejmie trzy kadencje. Forsowała przepisy, które poprawią bezpieczeństwo kierowców i pieszych. Proponowała m.in. obowiązkowy egzamin z pierwszej pomocy. Pomysł, popierany przez rząd, przepadł w sejmowej podkomisji.


- Utrącił to nasz poseł Andrzej Kania. Bez głębszego uzasadnienia - podkreśla była posłanka PO.


Zauważa, że umiejętność udzielania pomocy poszkodowanym może być ważniejszym elementem systemu drogowego bezpieczeństwa niż kolejne kilometry autostrad, wzmacnianie państwowego ratownictwa, surowsze kary dla łamiących przepisy.


- Co trzeciej osobie można by uratować życie, gdyby wszyscy wiedzieli, jak postępować w razie wypadku - przekonuje Bublewicz.


Twardych danych, które by to potwierdzały, nie ma. Trudno też określić, przy ilu zdarzeniach drogowych interweniowali świadkowie, zanim na miejsce przyjechała karetka.


- Nie sporządza się statystyk dotyczących liczby osób i zdarzeń, w których przed przyjazdem zespołu ratownictwa medycznego udzielono pierwszej pomocy osobie będącej w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego - tłumaczy Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia.


Bandos: Poszerzmy program szkolenia!


Jak kierowcy są przygotowani do takich akcji ratunkowych, próbowała „zmierzyć” Najwyższa Izba Kontroli. Raport NIK na temat szkolenia i egzaminowania kierowców wzbogaciła ankieta, którą wypełniło prawie 3 tys. osób. Nabycie umiejętności udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków drogowych potwierdziło 71,9 proc. ankietowanych (2112 młodych kierowców). Reszta (28,1 proc.; 824 osoby) nie nabyło tych umiejętności podczas kursu na prawko. Raport NIK przyniósł też inne niepokojące wnioski - kursanci narzekali na niekompetencję instruktorów, brak umiejętności dydaktycznych, skracanie zajęć.


Czy niekompetencja i pośpiech dotyczy też instruktażu pierwszej pomocy?


- Program szkolenia w tym zakresie trzeba rozszerzyć. Teraz to cztery godziny, głównie w formie pogadanki - komentuje Krzysztof Bandos, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców. - Mamy problem z pierwszą pomocą. W Niemczech jest cztery razy więcej wypadków, a ofiar śmiertelnych tyle samo - zauważa Bandos.


Tłumaczy, że na śmiertelność wpływa jakość dróg, klasa i wyposażenie samochodów, ale też kompetencje kierowców. Niemieccy kursanci, żeby zdobyć prawko, muszą nie tylko wyjeździć godziny i zaliczyć porcję teorii. Mają też cykl zajęć z lekarzami, ratownikami. Bandos postuluje, by kurs pierwszej pomocy wypełniały ćwiczenia w realnych warunkach. Pozorowane wypadki, z udziałem tzw. figurantów.


- To tak jak z nauką jazdy samochodem. Można na symulatorze, można na drodze - porównuje.


Opuszczone lekcje z ratownikiem


- Studentom organizujemy takie zajęcia, żeby umieli działać w trudnych warunkach - komentuje Natalia Bobak z Samodzielnej Pracowni Medycyny Katastrof Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.


Jako ratownik medyczny pani Natalia szkoli m.in. kandydatów na kierowców. Zwraca uwagę, że wielu kursantów prowadzone przez nią zajęcia traktuje jak zło konieczne.


- Mają trzydzieści godzin teorii, ale obowiązkowe jest 85 procent, więc lekcje z ratownikiem mogą opuścić - komentuje z humorem.


Inaczej zachowują się kierowcy, którzy chcą zdobyć dodatkowe uprawnienia, prawo jazdy kat. C, D, E.


- Oni bardzo się przykładają, zadają mnóstwo pytań - opowiada Bobak.


Ale nawet wielkie zaangażowanie podczas kursu nie gwarantuje odwagi i skuteczności w ratowaniu rannych na drodze.


- Prawo jazdy robią osoby o różnej odporności psychicznej. Widząc krew, poważne obrażenia, mogą nie dać rady - stwierdza ratowniczka.


Bandos opowiada historię, kiedy grupa świadków wypadku przyglądała się, zamiast próbować pomóc.


- Plątanina blach i ludzkich ciał to widok, który może sparaliżować - mówi szef PFSSK. - Nawet mając odpowiednią wiedzę nie jest się w stanie działać - przyznaje.


Wypadek, czyli „zdarzenie magiczne”


Bublewicz przekonuje, że brak właściwej reakcji na zdarzenia drogowe ma głębsze przyczyny psychologiczne i socjologiczne. Przywołuje badania Eurostatu, które wykazały, że Polacy nie mają cech społeczeństwa obywatelskiego.


- Brak empatii, współodpowiedzialności. Jesteśmy zatomizowanym społeczeństwem. Nie chcemy współdziałać w sprawach naszego osiedla, miasta. Społeczne działania podejmuje zdecydowana mniejszość mieszkańców. Tak samo na drodze - nie chcemy współpracować - ocenia była posłanka, socjolog z wykształcenia. - Świadkowie wypadków, nie tylko kierowcy, uważają, że jedynym ich obowiązkiem jest wykręcić numer alarmowy - stwierdza Bublewicz.


Zauważa, że wypadki traktowane są jak „zdarzenia magiczne”.


- Zrządzenie losu. Coś, co się przytrafia, ale nie mnie. Bezpieczeństwo nie zależy ode mnie, tylko od jakichś onych. Racjonalizujemy swoje postawy, zachowania - usprawiedliwiamy się, dlaczego nie pomogliśmy - diagnozuje Bublewicz.


Jednocześnie podkreśla wieloletnie zaniedbania w systemie szkolenia kandydatów na kierowców, jak i powszechnej edukacji dla bezpieczeństwa. Przedmiot o tej nazwie wprowadzono do szkół w 2009 roku. Dziś wszystkie nastolatki powinny wiedzieć, jak zrobić masaż serca i sztuczne oddychanie, jak zatamować krwawienie, jak ułożyć poszkodowanego w tzw. pozycji bezpiecznej. Lekcje z ratownikami odbywają się już w podstawówkach, a nawet przedszkolach.


- Młodzi umieją więcej - potwierdza Natalia Bobak. - Ale osoby urodzone w latach 70. czy 80. w szkole nie miały takich zajęć, szkolenia BHP w pracy wiadomo, jak wyglądają, powszechnej służby wojskowej nie ma, więc kurs na prawo jazdy może być jedyną okazją, by czegoś się dowiedzieć o pierwszej pomocy - stwierdza ratowniczka.


Egzamin? Niekoniecznie


Wprowadzenia dodatkowego egzaminu dla kursantów się jednak nie domaga.


- Trzeba podnieść poziom szkoleń, wychować nowe pokolenie instruktorów - komentuje Bobak. - Egzamin? Niekoniecznie.


Sceptyczny jest również Bandos i organizacja, której szefuje.


- Jesteśmy przeciwni egzaminowi państwowemu z pierwszej pomocy, obsługi urządzeń typu defibrylator - mówi prezes PFSSK. - To byłby dodatkowy stres dla zdających. I dodatkowe koszty.


Bublewicz proponuje, by ośrodki szkolenia kierowców i WORD-y nawiązały współpracę z organizacjami pozarządowymi, wspierającymi polski system ratownictwa.


- Krótki kurs praktyczny, ocena ratownika, zaświadczenie... To nie musi być kolejna stresująca część egzaminu na prawo jazdy. Chodzi o to, by przyszły kierowca naprawdę umiał udzielić pierwszej pomocy, a nie tylko napisać w teście, co powinien zrobić - mówi założycielka Fundacji im. Mariana Bublewicza, która od prawie piętnastu lat działa m.in. na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego.


Apteczki w samochodach


Szansą na ustawowe wprowadzenie egzaminów z pierwszej pomocy dla kierowców może być odroczenie znowelizowanego prawa o ruchu drogowym i innych ustaw (z powodu opóźnień we wdrażaniu CEPiK-u). Nowe przepisy wejdą w życie dopiero w styczniu 2017 roku. Parlamentarzyści i rząd mają czas na korekty.


- Wprowadzenie takich egzaminów leży w kompetencji ministra infrastruktury i budownictwa - tłumaczy Kruszewska.


Prezes PFSSK zgłasza inny postulat.


- Apteczki w samochodach! Przywrócić ten obowiązek - mówi Bandos. - Wozimy gaśnice w bagażnikach, a nie mamy apteczek. Jesteśmy ewenementem na skalę światową! Ile razy dochodzi do zapalenia pojazdu? A jak często jest potrzebna apteczka? - pyta retorycznie.


Tomasz Maciejewski


Ustawa z dnia 8 września 2006 roku o Państwowym Ratownictwie Medycznym w art. 3 określa pierwszą pomoc jako zespół czynności podejmowanych w celu ratowania osoby w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, wykonywanych przez osobę znajdującą się w miejscu zdarzenia, w tym również z wykorzystaniem wyrobów medycznych i wyposażenia wyrobów medycznych.


Art. 4 ustawy o PRM wskazuje, że kto zauważy osobę lub osoby znajdujące się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego lub jest świadkiem zdarzenia powodującego taki stan, w miarę możliwości i umiejętności ma obowiązek niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do powiadomienia o tym zdarzeniu podmiotów ustawowo powołanych do niesienia pomocy osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.


Natomiast art. 162 § 1 Kodeksu karnego wskazuje, iż: Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.


Z powyższego wynika, że obowiązek udzielania pomocy, w tym pierwszej pomocy, spoczywa na każdym dorosłym obywatelu, niezależnie od tego, czy jest on kierowcą pojazdu mechanicznego, czy nie.


 


Narodowy Program Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego na lata 2013 - 2020 zakłada, że za pięć lat liczba zabitych na polskich drogach spadnie do 2 tysięcy rocznie. Teraz jest ich ponad 3,5 tys. 


Polska jest w czołówce krajów UE, jeśli chodzi o śmiertelność na drogach (84 osoby na milion mieszkańców). Gorzej jest tylko na Łotwie, w Rumunii, Bułgarii i na Litwie.

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0