Dyskusja, jaka toczy się w gronie instruktorów na temat zasadności korzystania z placu manewrowego podczas szkolenia i na egzaminie, od niedawna rozgorzała na nowo. Dlaczego? Pojawiła się pogłoska, że ministerstwo zastanawia się nad rezygnacją z egzaminu na placu. Wywołało to burzę w szklance wody.

Co o tym wszystkim sądzę? Zacznijmy od kategorii motocyklowych. Uważam, że manewry na placu są dla przyszłego kierowcy dwóch kółek bardzo ważne. Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo. Większość, jeśli nie wszyscy instruktorzy uczący przyszłych motocyklistów, nie wyobraża sobie rozpoczęcia jazd w mieście z osobą, która nigdy na maszynie nie siedziała, a często nawet nie jeździła rowerem. Manewry na placu są po to, żeby kursant pod okiem szkoleniowca nauczył się podstaw. Kreatywny instruktor może tam wymyślić bardzo wiele zadań oraz zaaranżować sytuacje, które pojawiają się w ruchu drogowym. Właśnie w ten sposób z łatwością można przeanalizować poziom wyszkolenia kursanta i jego gotowość do włączenia się w miejski ruch drogowy. W moim przekonaniu manewry egzaminacyjne są tylko niewielką częścią sytuacji, jakie można stworzyć na placu.


Nie wydaje mi się, żeby plac manewrowy dla motocyklistów zniknął z zadań egzaminacyjnych. Jeśli tak się jednak stanie, szkoły zajmujące się szkoleniem motocyklowym nadal będą je wynajmowały, żeby dobrze nauczyć kursanta jeździć.


Korekta pozycji


Przejdźmy teraz do placu w kontekście najpopularniejszej kategorii B. Uważam, że nie jest on potrzebny, przynajmniej w takiej formie, jak obecnie. W szkole, którą prowadzę, kursant pierwszy raz pojawia się na placu dopiero na piątych zajęciach, czyli na 9 - 10 godzinie szkolenia. W większości przypadków ruszanie oraz w miarę płynna jazda po drodze jest już opanowana. Dlaczego? Bo pierwszych osiem godzin szkolenia kursant spędza poruszając się po mieście. Gdy ma już wyczucie pojazdu, jego gabarytów, jazda pasem ruchu do przodu i do tyłu nie sprawia mu aż takich problemów. W mojej szkole nie uczymy kursantów jazdy „na tyczki”. Nie korzystamy z innych dziwnych metod i magicznych sposobów. Wyczucie pojazdu, jego gabarytów oraz umiejętność ruszania jest ważna, ale tego można się łatwo nauczyć jeżdżąc po drogach publicznych.


Dlaczego uważam, że kryteria egzaminacyjne powinny być inne, żeby utrzymanie placu manewrowego miało sens? Rozumiem argumenty osób mówiących: „kursant, który nie potrafi płynnie przejechać po łuku, nie powinien wyjechać na miasto”. Wszyscy jednak także zdają sobie sprawę, że jest to najbardziej stresujące zadanie egzaminacyjne. Czasami ludzie nie pamiętają nawet swojego imienia. Może więc dla ułatwienia życia kursantom wprowadzić możliwość zatrzymania się podczas jazdy do tyłu i skorygowania swojej pozycji?


Nauka „na sposób”


Przecież każdy kierowca, widząc, że się nie zmieści, tak stara się skorygować tor jazdy, żeby udało mu się wjechać. Może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie takiej możliwości na egzaminie? Jeżeli ktoś nie potrafi skorygować toru jazdy, to faktycznie nie nadaje się na samochodową wycieczkę po mieście. Z moich obserwacji wynika, że w Poznaniu 80 proc. ośrodków szkolenia kierowców uczy kursantów pokonywać łuk „na sposób”. Czym się to kończy? Podczas egzaminu kandydat na kierowcę robi obrót przy drugiej tyczce, zamiast przy pierwszej. Potem nie wie, dlaczego mu się nie udało. Przecież na kursie było inaczej.


Najgorsze jest to, że instruktorom uczącym „na sposób” nawet nie chce się podczas ćwiczenia łuku na placu pokazać kursantowi konsekwencji złego postępowania. Poza tym ludzie uczeni tą metodą nie mają nawyku patrzenia w lusterka, przez szyby pojazdu, nie wyczuwają pojazdu. Dla nich korekta nie byłaby ułatwieniem, bo nie kontrolują toru pojazdu.


Dla tzw. tanich szkół jazdy plac manewrowy jest wybawieniem. Jedzie się tam, ćwiczy łuk, a potem taki ośrodek ma psychiczny i finansowy spokój. Jednak osoba, która nigdy wcześniej nie jeździła, nie ma szans na prawidłowe wykonanie tego manewru, jeżeli nie potrafi ruszać ani skręcać. Z kolei dla WORD-ów plac manewrowy jest niezbędny. Dlaczego? Chodzi oczywiście o pieniądze.


Może nie należy bać się uproszczenia zasad egzaminacyjnych? Może całkowita rezygnacja z placu manewrowego dla kategorii B spowoduje wzrost bezpieczeństwa na drogach, bo godziny tam spędzone zostaną spożytkowane na jazdę po mieście?


 Marcin Zygmunt, instruktor nauki i techniki jazdy

felietonista z działu
Shopping Cart
Brak produktów w Twoim koszyku.
Razem
0,00 
0